
Protesty studentów mogą zakończyć się siłowo? To sugeruje w najnowszym wywiadzie szef tamtejszej administracji Leung Chun-ying. Stwierdził on, iż protestujących być może spróbuje pozbyć się z ulic przy użyciu "minimalnej siły". Leung nie ujawnił jednak, co dokładnie kryje się pod tym określeniem.
Leung Chun-ying stanowczo podkreślił natomiast, że nie ma zamiaru ustąpić ze stanowiska, czego domagają się demonstrujący od kilkunastu dni mieszkańcy Hong Kongu. W ocenie chińskiego polityka, blokada ulic centrum finansowego obrazuje najlepiej, jak wielkim błędem są wszelkie protesty, bo "łatwo je rozpocząć, a trudno zakończyć".
- Nikt nie jest w stanie ustalać kierunku ani tempa tego masowego ruchu. Teraz jest to ruch, którego nikt już nie kontroluje - przekonywał Leung.
Tymczasem protestujący zdają się nie tracić nadziei na zmiany w ich regionie. A przynajmniej powrót do statusu, który mieli przez wszystkie te lata, od kiedy w 1997 roku Wielka Brytania oddała ten skrawek ziemi Chinom. Bój w Hong Kongu toczy się dziś bowiem przede wszystkim o cofnięcie decyzji Pekinu, z której wynika, że w najbliższych wyborach szefa administracji będą mogli wziąć udział tylko kandydaci zatwierdzeni wcześniej przez komunistyczne władze w stolicy.
Źródło: ABC.net.au
