Czy pasja biegowa może zniszczyć małżeństwo?
Czy pasja biegowa może zniszczyć małżeństwo? Fot. Shutterstock

Bieganie jest zdrowe, poprawia naszą samoocenę, pomaga poukładać myśli, odstresować się. Pojawiają się jednak głosy, że może też doprowadzić do rozwodu.

REKLAMA
Przygotowanie do maratonu, ultramaratonu czy triathlonu powoduje niemałą rewolucję w życiu. Zwykle plan treningowy zakłada kilka miesięcy wytężonej pracy.
Wczesne pobudki na poranne joggingi, w przypadku triathlonu też treningi rowerowe i pływanie. Niedzielne długie wybiegania, specjalna dieta, zmęczenie, stres, potrzeba snu. Wszystko jest ok, jeśli sportowiec żyje w pojedynkę. Problemy zaczynają się jednak wtedy, gdy w sztywne ramy planu treningowego trzeba jeszcze wpasować swojego partnera. Sprawa staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy w związku są dzieci.
Historia Lisy
Kiedy mąż Lisy zainteresował się bieganiem maratonów, ona chciała wesprzeć jego zdrowe hobby. Wzięła na siebie cały ciężar obowiązków związanych z ich małym synem, żeby mąż mógł pozwolić sobie na weekendowe wybiegania i wyjazdy na najróżniejsze biegi. Starała się też dostosować do terminarza swojego męża – taką historię można znaleźć na stronie Huffington Post.
– Jeśli towarzyszysz mu w przedbiegowym pasta party lub regeneracji po zawodach, to przynajmniej spędzacie czas razem. Chcieliśmy z synem być częścią jego pasji – opowiadała Lisa, researcherka w Western Massachusetts.
Sarah Elizabeth Richards Huff Post Healthy Living

Jednak w pewnym momencie sportowe hobby zaczęło mieć negatywny wpływ na małżeństwo Lisy. Kiedy ona chciała porozmawiać z mężem o swoim dniu, on akurat był na treningu. Długie wybiegania zajmowały mu pół niedzieli.

Lisa zaczęła określać się jako maratonowa wdowa. Kiedy w końcu mąż znalazł czas na wspólny wieczór, zasnął po 20 minutach oglądania filmu - tak był zmęczony. Jedyne o czym potrafił rozmawiać, to było bieganie. Para rozwiodła się zeszłego lata.

Uciążliwe hobby

– Do tej pory zdążyło mi się pracować z jedną parą, w której mąż intensywnie trenował bieganie. Jednak całą sytuację można potraktować bardziej uniwersalnie i wziąć pod uwagę jakiekolwiek hobby wyłączające jedną osobę ze związku – mówi psycholożka Marta Mauer-Włodarczak z poradni małżeńskiej SENSiTY.
Specjalistka podkreśla jednak, że uprawianie sportu jest o tyle wyjątkowe, że wiąże się z masą czynności, które trzeba wykonać dookoła samego biegania. Budżet domowy często zostaje obciążony dodatkowymi wydatkami. Oczywiście są biegacze, którzy idą na jogging w starych dresach, ale istnieją też tacy, którzy w swój sprzęt inwestują znacznie więcej.
Chodzi o najnowocześniejsze buty, opaski kompresyjne, ubrania z oddychających tkanin, zegarki i pulsometry. W grę wchodzą też odżywki, suplementy diety i specjalne produkty spożywcze, czasem indywidualny trener, siłownia, by wzmocnić siłę biegową.
Plus oczywiście opłaty za biegi. Jeśli partner obstawia imprezy organizowane w Polsce, to nie jest jeszcze najgorzej. Gdy zaczyna mieć apetyt na zagraniczne maratony, to poziom wydatków gwałtownie rośnie. Hobby nieoczekiwanie może zagarnąć ogromną część życia i stać się absolutnym priorytetem.
Kwestie do dogadania
Bycie w związku nie wiąże się od razu z rezygnowaniem z własnych przyjemności, dlatego nie można powiedzieć, że chęć osiągania sukcesów w dziedzinie sportu musi doprowadzić do kryzysu..
– Oczywiście wszystko jest kwestią dogadania się. Warto sobie uświadomić, że zakładając rodzinę rezygnuje się z pewnej autonomii w podejmowaniu decyzji, zwłaszcza, gdy mamy dzieci – mówi Marta Mauer-Włodarczak. – W końcu osoba, która idzie na trening musi zdawać sobie sprawę z tego, że ktoś inny będzie musiał w tym czasie zająć się potomkiem. Z moich obserwacji wynika, że zwykle największy problem ze zrozumieniem tego faktu mają mężczyźni.
Sytuacja optymalna jest wówczas, gdy parę łączy ta sama pasja. Wspólnie ustalają grafik treningów i mają dla siebie więcej zrozumienia. Tak wygląda sytuacja u dziennikarki Beaty Sadowskiej, która w swojej książce "I jak tu nie biegać!" opisała m.in. jak ona i jej partner wspierają się w biegowej pasji.
– Oczywiście, że da się pogodzić bieganie i bycie w związku. Sama jestem tego najlepszym przykładem. Mój Paweł i ja często biegamy razem, co więcej, na nasze treningi zabieramy naszego syna Tytusa i jest to właśnie świetny moment na wspólne spędzanie czasu – mówi Sadowska w rozmowie z naTemat.
logo
Beata Sadowska jest zapaloną biegaczką, co nie przeszkadza jej być partnerką i matką. Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
– Nie wyobrażam sobie, że miałabym ograniczać pasje mojego partnera. Zresztą wcale nie chciałabym być z kimś, kto siedzi cały dzień w domu i skacze po kanałach telewizyjnych. Oczywiście trzeba zadbać o wspólne spędzanie czasu, bo to cementuje związek.
Czy na pewno o maratony chodzi?
Na blogu balancetrainingsolutions.blogspot.com znajduje się ciekawy wpis dotyczący zjawiska "divorce by triathlon" (rozwodu przy pomocy triathlonu). Autor Pete Simon jest psychologiem oraz trenerem. Przyrównał on rozpad związku spowodowanego nadmiernymi treningami do tzw. samobójstwa przez policjanta.
Bywają bowiem samobójcy, którzy postanawiają odebrać sobie życie rękami osób trzecich, a dokładniej funkcjonariusza policji. Łamią prawo, a następnie prowokują policjanta do oddania w ich kierunku strzału.
Pete Simon sugeruje, że rozwody spowodowane przez nadmierne uprawianie sportu są właśnie takim rodzajem samobójstwa. Tyle że dokonanego na własnym związku.
– Jeśli komuś jest w domu niedobrze, to stara się z niego uciekać. Jeśli partner jest niezadowolony z tych nieobecności, to powód do kłótni jest znakomity. Biegacz wścieka się, że współmałżonek lub współmałżonka ograniczają go, pojawiają się zarzuty o zazdrość. Częste są też argumenty, że biegam przecież dla naszego dobra - chcę się odstresować, uniknąć kłótni, a ty jeszcze robisz mi problemy!? – wyjaśnia psycholożka.
Tego samego zdania jest Beata Sadowska. – Moim zdaniem samo bieganie nigdy nie zniszczy związku. Jeśli czyjaś pasja rodzi konflikty, to już wcześniej coś musiało być nie tak – podkreśla.