Poseł Jacek Żalek uważa, że biskupi nie zmienią doktryny Kościoła ws. homoseksualistów
Poseł Jacek Żalek uważa, że biskupi nie zmienią doktryny Kościoła ws. homoseksualistów Fot. Jędrzej Wojnar / AG

– W dokumencie z synodu biskupów nie ma nawet jednego słowa, które pozwalałoby przypuszczać, że będą zmiany w doktrynie Kościoła. Według tego oświadczenia grzech, czyli stosunek homoseksualny, pozostaje grzechem i nie będzie dla niego akceptacji – mówi w "Bez autoryzacji" poseł Jacek Żalek.

REKLAMA

Biskupi rozpoczęli dyskusję o miejscu osób homoseksualnych w Kościele, a w dokumencie opublikowanym na półmetku synodu stwierdzili, że trzeba się otworzyć na wartości homoseksualistów. Jest pan zaskoczony?

Tam nie ma słowa „wartości homoseksualistów”. Chodzi o spojrzenie na człowieka i jego wartość niezależnie od skłonności którym podlega. Dokument synodu nie sugeruje żadnych zmian w doktrynie Kościoła. Nie ma tam nawet jednego słowa, które pozwalałoby na takie przypuszczenia. Za to jest jasna deklaracja, że nie może być mowy o paramałżeństwach homoseksualnych. To przesądza o tym, że nie możemy mówić o rzekomej rewolucji.

To skąd oburzenie arcybiskupa Gądeckiego i innych konserwatywnych katolików?

Arcybiskup zwrócił uwagę na zawarte w dokumencie sformułowania, które mogą budzić wątpliwości interpretacyjne. Kościół nie zmienia stanowiska, ale szuka języka zrozumiałego dla wątpiących. Po prostu pojawia się wiele środowisk, które nie potrafią się odnaleźć i które wymagają podania ręki. Tak było wiele razy w historii. Kwestie niewolnictwa, roli kobiet, stosunków społecznych i własnościowych – podejmowano te tematy, wydawano encykliki służąc objaśnianiu istoty znaczenia omawianych zjawisk w świetle wiary. Tak jest i w tym przypadku.

„Często ludzie ci pragną spotkać Kościół, który będzie dla nich gościnnym domem. Czy nasze wspólnoty są w stanie nim być, akceptując i szanując ich orientację seksualną bez naruszania doktryny katolickiej w sprawie rodziny i małżeństwa?” – napisali biskupi. A przecież dotychczas stanowisko Kościoła mówiło, że homoseksualizm to grzech i dla homoseksualistów nie ma miejsca, jeśli się go nie wyrzekną.

I nic się nie zmieniło. Orientacja seksualna nie jest grzechem. Grzechem jest trwanie w nieczystości i cudzołóstwo. Sama orientacja nie pozwala na odrzucanie kogokolwiek i to Kościół nieprzerwanie mówił od zawsze. Przecież jeśli kapelan więzienny daje rozgrzeszenie mordercy, to nikt nie wyciąga pochopnie wniosku o akceptacji zbrodni, dowodzi to przyjęcia skruchy sprawcy czynu. Nie potrzebujemy specjalnej encykliki do tego by wiedzieć, że jesteśmy każdemu winni miłość? Według tego oświadczenia synodu grzech pozostaje grzechem i nie może być dla niego akceptacji.

Czyli według pana akceptacja i szacunek mają dotyczyć tylko tych, którzy nie uprawiają stosunków homoseksualnych?

Nie potępiamy osoby tylko jej niegodne czyny. Tak samo jest w małżeństwie, cudzołóstwo małżonka heteroseksualnego niczym się nie różni od nieczystości relacji homoseksualnej. W logice wiary nie ma podziału na orientacje i nigdy nie było. Pan o tym mówi z takim przekonaniem, a nawet biskupi mają wątpliwości i alarmują, że Kościół może otworzyć drzwi homoseksualistom.

Jeszcze raz powtarzam: drzwi do kościoła są otwarte od 2000 lat dla każdego, bez wyjątku i bez względu na płeć, kolor skóry, stan cywilny, stosunki majątkowe, orientację seksualną, przynależność partyjną. Jedyną przeszkodą jest złe postępowanie.

A co z komunią dla rozwodników? Tutaj biskupi powiedzieli wyraźnie, że będą dyskutować nad dopuszczeniem takiej opcji, pod pewnymi warunkami.

To są ogromne tragedie ludzkie rodzące poważne konsekwencje dla ludzi, którzy mają głęboką wiarę, a rozwód nie nastąpił z ich winy. Tutaj trzeba poszukiwać rozwiązań, które nie będą godzić w nierozerwalność małżeństwa. Jest mowa o zmianie procedur unieważnień. Obawy biskupów dotyczą tego, że niektóre propozycje mogą być błędnie interpretowane - jako odejście od fundamentalnych zasad - żeby w imię źle pojętej troski nie podważyć znaczenia sakramentu małżeństwa.