
Kurs franka w stosunku do złotówki osiągnął poziom, który notowaliśmy w czerwcu 2013 roku. Dla 700 tysięcy osób, które zadłużyły się w tej walucie oznacza to wyższe raty kredytów. Eksperci pytani o przyczyny drogiego franka wskazują na Grecję.
REKLAMA
Ekonomistów i graczy na rynku walut przestraszyły doniesienia z Grecji, gdzie ponownie rośnie napięcie polityczne związane z zadłużeniem tego kraju. Na rynkach trwa wyprzedaż tamtejszych obligacji. Greckie sondaże pokazują, że rośnie poparcie dla socjalistów, co może grozić przedterminowymi wyborami.
Kiedy na ekranach komputerów bankowych dealerów zapala się lampka pod tytułem "wzrost niestabilności politycznej", od razu przekłada się to na cenę greckich obligacji rządowych, która leci na łeb na szyję.
Do tego dochodzą jeszcze inne negatywne czynniki – słabsze dane ekonomiczne z Europy i ciągle utrzymujące się napięcie w stosunkach między zachodem a Rosją. Na najważniejszych europejskich giełdach inwestorzy sprzedają akcje. Eksperci odnotowują odpływ kapitału z europejskich rynków. Jedyną bezpieczną przystanią do lokowania wielkiego kapitału pozostają obligacje niemieckie.
To właśnie wszystko odbija się na kursie euro i franka. Eksperci nie mają niestety dobrych wiadomości. Szybkiego odwrócenia się tego trendu nie będzie - do wysokiego kursu franka szwajcarskiego musimy się przyzwyczaić.
Ale nie traćmy nadziej. Bank Szwajcarii ma wyznaczoną barierę kursu franka powyżej której zaczyna bronić swojej waluty. To oznacza, że frank nie będzie drożał w nieskończoność.