Brama wjazdowa na teren Sejmu od strony ulicy Wiejskiej.
Brama wjazdowa na teren Sejmu od strony ulicy Wiejskiej. Fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta

Darek [imię zmienione - red.] pracuje z naszymi politykami od ponad 15 lat. Znają go w Sejmie politycy i dziennikarze. Można go spotkać w sztabach wyborczych różnych partii i na posiedzeniach sejmowych komisji. Zapewnia, że przedstawia swoje spostrzeżenia dotyczące kontaktów z potencjalnymi obcymi służbami ku przestrodze.

REKLAMA
Spotkałeś kiedyś kogoś kto mógł być pracownikiem obcego wywiadu?
Myślę, że tak. Do tego zdarzenia doszło kilka lat temu. Chodziło o delegację dziennikarzy z Rosji, której towarzyszyli pracownicy ambasady. Pracowałem wtedy dla jednej z dużych partii politycznych. Umawialiśmy wtedy tych dziennikarzy na wywiady z liderami tej partii. Wymieniliśmy się wizytówkami.
Facet, który przedstawiał się jako attache prasowy zaczął później do mnie wydzwaniać. Chciał umówić się na lunch, kawę. Zapraszałem go do siedziby partii, ale upierał się, że obiad zjemy gdzieś na mieście. I nagle zaczęło go być pełno. Zaczął się pojawiać w miejscach, gdzie stale bywałem. Nigdy faceta nie widziałem, a tu nagle spotykam go trzeci raz na basenie. Poszedłem z tym do mojego ówczesnego szefa. Poradził mi, abym gdzieś to zgłosił. Opisałem sytuację i złożyłem pismo do Biura Spraw Międzynarodowych Kancelarii Sejmu. Po 2 miesiącach skontaktowali się ze mną oficerowie ABW. Odbyliśmy dwa, może trzy spotkania. Doradzili mi, abym nigdy się już z tym człowiekiem nie spotykał. Facet już nie pracuje, chyba nie ma go już w kraju.
Skąd u Ciebie ta czujność?
Coś mnie tknęło. To było po sprawie asystenta posła Gruszki [Marcin Tylicki został w atmosferze skandalu oskarżony o kontakty z rosyjskim wywiadem. Potem uniewinnił go sąd - red.] Miałem to w tyle głowy.
To był Twój jedyny przypadek, kiedy otarłeś się o jakieś próby nawiązania kontaktu ze strony obcych służb ?
Nie. Kiedyś niezbyt rozgarnięta sekretarka umówiła mnie na obiad z przedstawicielem ambasady Korei Północnej. Spotkanie miałem wpisane w kalendarzu i cóż, nie zastanawiałem się, kto kryje się pod egzotycznym nazwiskiem. Wchodzę na miejsce, przedstawiamy się i już orientuję się, o co chodzi, ale wycofać się nie mogę. Muszę grać w tę grę. Przedstawiciel ambasady między jednym daniem a drugim zadawał pytania dotyczące polityki. Nie nachalnie, tak raczej lekko, sam przytaczał jakieś ploteczki obserwując mnie jak na nie zareaguję. O tym spotkaniu też poinformowałem ABW.
Czy są jakieś zasady dotyczące kontaktów z obcymi dyplomatami?
Oczywiście. Najważniejsza zasada to nigdy nie spotykać się w cztery oczy, zawsze na swoim terenie, czyli w budynku swojej instytucji, najlepiej w towarzystwie osób odpowiedzialnych za współpracę międzynarodową. Dziennikarzy, którzy są w obcej delegacji trzeba sprawdzić. Czy coś piszą, o czym, jak często. Dziennikarzy w oficjalnych, rządowych delegacjach sprawdza BOR.
A jak powiedzmy, nie-dziennikarz, może dostać się na posiedzenie sejmowej komisji?
Najprościej udawać dziennikarza. Jak spojrzysz na wykaz dziennikarzy, którzy posiadają stałe przepustki sejmowe, jedna czwarta z nich to lobbyści, którzy pozakładali jakieś miesięczniki, kwartalniki, tylko po to, aby mieć stały dostęp na Wiejską. Nie jest ważne co piszą, ani jak często. Ważna jest legitymacja.
A czy pracownik ambasady może dostać się do ministra?
W ministerstwie każde takie spotkanie ustala się z MSZ, są od tego odpowiednie departamenty. Każde spotkanie musi być zgłoszone do resortu, ustala się wcześniej jego agendę, o czym się będzie rozmawiało i jak. Każde spotkanie z przedstawicielem obcego państwa jest protokołowane. Nie spotkałem się z sytuacją, żeby jakiś ambasador „wbijał” się na kawę do ministra.
Kto jest według Twoich wieloletnich obserwacji najsłabszym ogniwem, czyli najcenniejszym celem dla obcych służb ?
To asystenci posłów, asystenci społeczni. Ich nikt nie kontroluje, nie sprawdza czym się zajmują. Zbierają dla posłów często dane z ministerstw. Piszą dla nich interpelacje, znają najnowsze plotki i ploteczki z sejmowej palarni i tak dalej. To młodzi ludzie, często zarabiają jakieś grosze, sam więc rozumiesz.