
Zatrzymani przed kilkoma dniami szpiedzy GRU mieli zostać aresztowani już we wrześniu. Ale jak donosi "Gazeta Wyborcza", wstrzymano się z tym na czas zmiany rządu. – Chodziło o to, by cała sprawa nie była postrzegana jako promocja odchodzącego premiera i ministra spraw wewnętrznych – mówi informator "GW".
REKLAMA
Jego zdaniem niezręczność polegała na tym, że na termin planowanej akcji nałożyło się przejęcie władzy z rąk Donalda Tuska przez Ewę Kopacz i odwołanie przez nią Bartłomieja Sienkiewicza, szefa MSW i koordynatora służb specjalnych. To Sienkiewicz nadzorował działania przeciwko rezydentowi GRU. Czytaj więcej
– Mogliśmy sobie pozwolić na zwłokę, bo wszystko było pod kontrolą – mówi rozmówca "Wyborczej" przedstawiony jako urzędnik wysokiego szczebla wywodzący się z kręgu osób znających założenia operacji. Jak mówi, zatrzymanie podejrzanych o szpiegostwo to celowe działanie i pokaz siły.
O zatrzymaniu osób podejrzanych o szpiegostwo pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Jedną z nich był pracownik resortu obrony, który ma podwójne obywatelstwo: polskie i rosyjskie. Jego rodzice są Rosjanami. Wraz z nim zatrzymano drugą osobę pod tym samym zarzutem.
Za informację przekazywane Rosjanom pułkownik miał otrzymywać od Rosjan pieniądze. W tym celu spotykał się z przedstawicielem GRU, który w Polsce oficjalnie pracuje jako dyplomata w rosyjskiej ambasadzie w Warszawie.
Źródło: wyborcza.pl
