
Sprawa interwencji straży miejskiej w Szczecinku rozgrzała internautów do czerwoności. Dobrze tym strażnikom, niech wiedzą, że społeczeństwo patrzy! Tylko że ograniczając działalność służb, ograniczamy równocześnie swoje bezpieczeństwo. I nie o suchy frazes tutaj chodzi. Porozmawialiśmy ze zwykłymi policjantami o tym, jak czują się, gdy ktoś nagrywa ich interwencje. A to dzieje się wręcz nagminnie.
– Policja pragnie pokazywać się w mediach, jako instytucja pełna kulturalnych i sympatycznych ludzi. Oczywiście, fajnie byłoby dawać tylko upomnienia i klepać się wzajemnie po plecach – mówi policjantka ze stołecznej komendy.
– Sama uczestniczyłam w kilku interwencjach z nagrywaniem. Dotyczyły one głównie wykroczeń, czyli zakłócania porządku, spożywania alkoholu. Jest to bardzo rozpraszające, szczególnie gdy podejmuje się interwencję wobec grupy osób i jedna z nich zaczyna nagrywać. Wówczas reszta komentuje, prowokuje, popisuje się przed innymi, zapominając, że oprócz wielu praw (a zatrzymywani znają oczywiście tylko swoje prawa), mają też obowiązki, w tym główny – wykonywanie poleceń funkcjonariusza – słyszę od stołecznej policjantki.
W policji pojawił się pomysł, by także funkcjonariusze zaczęli nosić ze sobą kamery. Wszystko po to, by mogli od swojej strony pokazać, jak wyglądała dana sytuacja. To na razie nic oficjalnego, ale policjanci słyszeli o takim pomyśle i już się nim niepokoją.
Duża liczba zdarzeń to interwencje dynamiczne, w których trzeba do kogoś podbiec, szarpać się z kimś, szczególnie w nocy i w weekendy, kiedy pełno jest pijanych, agresywnych ludzi. I wtedy nie ma czasu na zastanawianie się, czy aby na pewno policjant był miły, uprzejmy i delikatny w czynnościach, bo oprócz tego, policja ma być przede wszystkim skuteczna!
Patrzenie władzy na ręce jest przywilejem demokracji, reagowanie, kiedy dzieje się coś niewłaściwego to obowiązek obywatelski. Warto się jednak zastanowić, w jaki sposób na pracę policji może wpływać bezustanny nadzór kamer poukrywanych w smartfonach, tabletach i innych gadżetach. Czy nie mamy do czynienia wówczas z paradoksalną sytuacją, gdy bronimy się przed kimś, kto ma nam zapewnić bezpieczeństwo?
