Policjanci są jak celebryci, wszyscy chcą ich nagrać.
Policjanci są jak celebryci, wszyscy chcą ich nagrać. Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

Sprawa interwencji straży miejskiej w Szczecinku rozgrzała internautów do czerwoności. Dobrze tym strażnikom, niech wiedzą, że społeczeństwo patrzy! Tylko że ograniczając działalność służb, ograniczamy równocześnie swoje bezpieczeństwo. I nie o suchy frazes tutaj chodzi. Porozmawialiśmy ze zwykłymi policjantami o tym, jak czują się, gdy ktoś nagrywa ich interwencje. A to dzieje się wręcz nagminnie.

REKLAMA
Grzegorz Milczarek ze Szczecinka został potraktowany gazem i pobity przez strażników miejskich. Dramatyczne nagranie z akcji zamieścił w internecie. Chłopak pyta na nim funkcjonariuszy załamanym głosem "panowie, dlaczego mnie bijecie?". Rzeczywiście, słychać też rozpylanie jakiegoś gazu i szamotaninę. Wobec strażników zostały wyciągnięte konsekwencje, jednak kilka dni po ujawnieniu taśmy, na temat całej sprawy wypowiedział się burmistrz Szczecinka oraz komendant lokalnej straży miejskiej.
Obaj panowie zgodnie twierdzą, że cała akcja była prowokacją 20-latka, którego doświadczenia ze strażą miejską są bardzo bogate. Chłopak był już ponoć zatrzymywany kilkadziesiąt razy i skazywany na prace społeczne. Podobno podczas poprzednich interwencji nie zwracał się do strażników per "panowie", nie zadawał też tak kulturalnych pytań. Jednym słowem, zachowywał się zgoła inaczej.
Jak było naprawdę, najprawdopodobniej pokaże śledztwo. Nie można wykluczyć żadnej z wersji. Zarówno w policji, jak i straży miejskiej zdarzają się patologie, z drugiej strony funkcjonariusze zwykle nie zaczepiają spokojnych obywateli, tylko osoby, które stwarzają zagrożenie.
Taśmy prawdy
Policja pragnie pokazywać się w mediach, jako instytucja pełna kulturalnych i sympatycznych ludzi. Oczywiście, fajnie byłoby dawać tylko upomnienia i klepać się wzajemnie po plecach – mówi policjantka ze stołecznej komendy.
Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Na akcjach można się spotkać z naprawdę skrajnymi zachowaniami. – Mamy do czynienia z osobami pijanymi, po narkotykach, niepoczytalnymi albo po prostu bardzo agresywnymi. Pamiętam sytuację, jak zatrzymany przegryzł policjantowi skórę. Dodam, że funkcjonariusz miał na sobie kurtkę puchową! Facet przegryzł się przez wszystkie warstwy okrycia – zaznacza.
Czy kiedy funkcjonariusze są nagrywani, utrudnia im to interwencję? Od policjanta dowiaduję się, że bardzo. – To przeszkadza podejmować jakiekolwiek czynności. Kiedy próbujemy zatrzymać delikwenta, a druga osoba filmuje, to robi się bardzo niebezpiecznie. Nagrywający zbliża się do nas, nie wiemy co trzyma w ręku. Nie wiemy, co może zaraz wyciągnąć. Czy jest w komitywie z zatrzymanym, czy chce skrzywdzić zarówno nas, jak i zatrzymanego – tłumaczy.
Policjanci dodają też, że nagrywanie interwencji ściąga tłum gapiów. Osoba, która jest aresztowana i widzi, że ktoś to nagrywa, nagle zaczyna krzyczeć, utyskiwać, robić szopkę. Policjanci boją się ostrzej zareagować, nawet wówczas, gdy jest to konieczne. Nagranie zaraz może znaleźć się na biurku komendanta i policjant będzie miał nieprzyjemności.
Zatrzymany zna tylko swoje prawa
– Sama uczestniczyłam w kilku interwencjach z nagrywaniem. Dotyczyły one głównie wykroczeń, czyli zakłócania porządku, spożywania alkoholu. Jest to bardzo rozpraszające, szczególnie gdy podejmuje się interwencję wobec grupy osób i jedna z nich zaczyna nagrywać. Wówczas reszta komentuje, prowokuje, popisuje się przed innymi, zapominając, że oprócz wielu praw (a zatrzymywani znają oczywiście tylko swoje prawa), mają też obowiązki, w tym główny – wykonywanie poleceń funkcjonariusza – słyszę od stołecznej policjantki.
Stój, bo nagrywam!
W policji pojawił się pomysł, by także funkcjonariusze zaczęli nosić ze sobą kamery. Wszystko po to, by mogli od swojej strony pokazać, jak wyglądała dana sytuacja. To na razie nic oficjalnego, ale policjanci słyszeli o takim pomyśle i już się nim niepokoją.
– Sam mundur i sprzęt, które policjant ma na sobie, dużo ważą, więc będzie to dodatkowa rzecz, która utrudnia szybkie poruszanie się, pościg za sprawcą, obezwładnianie. Poza tym policjant nie będzie czuł się swobodnie, bo taka kamera na pewno nie będzie włączona tylko w trakcie interwencji, lecz także podczas całego patrolu, a to jest krępujące – wymienia policjant.
Funkcjonariusze dodają też, że znacznie trudniej będzie przeprowadzić interwencję, bo policjant zamiast się skupić na zdarzeniu, będzie zastanawiał się nad każdym słowem. Myślał, czy przestrzegał wszystkich procedur. Wszystko to może być później negatywnie ocenione przez przełożonych, włącznie z wyciągnięciem konsekwencji np. za brak założonej czapki podczas interwencji – co często jest dla przełożonych ważniejsze od samej interwencji.
Policjantka ze stołecznej policji

Duża liczba zdarzeń to interwencje dynamiczne, w których trzeba do kogoś podbiec, szarpać się z kimś, szczególnie w nocy i w weekendy, kiedy pełno jest pijanych, agresywnych ludzi. I wtedy nie ma czasu na zastanawianie się, czy aby na pewno policjant był miły, uprzejmy i delikatny w czynnościach, bo oprócz tego, policja ma być przede wszystkim skuteczna!

Funkcjonariusze nie chcą brać sobie dodatkowego obciążenia. Kamera w ekwipunku oznacza, że będzie musiał pilnować drogiego sprzętu przed jakimkolwiek uszkodzeniem, ponieważ będzie za to odpowiadał finansowo.
Nakręceni - zakręceni
Patrzenie władzy na ręce jest przywilejem demokracji, reagowanie, kiedy dzieje się coś niewłaściwego to obowiązek obywatelski. Warto się jednak zastanowić, w jaki sposób na pracę policji może wpływać bezustanny nadzór kamer poukrywanych w smartfonach, tabletach i innych gadżetach. Czy nie mamy do czynienia wówczas z paradoksalną sytuacją, gdy bronimy się przed kimś, kto ma nam zapewnić bezpieczeństwo?
Chociaż może to nagrywanie wcale nie jest takie złe? Przestępcy zamiast szarpać się z policją będą ich nagrywać. Policjanci zamiast mocować się z zatrzymanym, będą go kręcić kamerą. Mniej przemocy, mniej agresji, za to ile ciekawego materiału filmowego.