
Rzuca wyzwanie politykom, ale równocześnie przyznaje, że nigdy w życiu nie głosował. Żąda zmiany systemu, ale nie ma pojęcia czym go zastąpić. Czy Russel Brand jest wariatem, którego bredni nikt nie chce słuchać? Nie, na jego wiece przychodzą tłumy, a brytyjscy dwudziestolatkowie przyznają: on wie, co mówi. Czy nadchodzi współczesny Che Guevara?
REKLAMA
Obecny system niszczy planetę, ludzi, wyklucza społecznie. Klasa polityczna nie reprezentuje interesów przeciętnego obywatela, dlatego należy ją zlikwidować. Nie ważne, prawica czy lewica - wszyscy lobbują na rzecz wielkich korporacji. Tak w skrócie można przedstawić postulaty Russela Branda.
Brand jest dzieckiem fotografa i sekretarki. Od małego przejawiał zdolności aktorskie. Nie trzeba było długo czekać aż jakiś agent go odkryje. Swoją karierę zaczynał prowadząc listę przebojów w MTV, potem występował w programach rozrywkowych w brytyjskich stacjach. Ogólnoświatowej publiczności dał się poznać jako mąż Katy Perry. Nie wytrzymali ze sobą za długo, problemem był bowiem nałóg komika. Brand był uzależniony od heroiny. Małżeństwo rozstało się w 2012 roku.
Ostatnio Brand rozszerzył swoją działalność publiczną. Bycie komikiem przestało mu wystarczać, postanowił wykorzystać swoją sławę do słusznych celów. Publicznie potępiał izraelskie naloty na strefę Gazy, pisał do "Timesa" artykuły, w których bronił bahaitów, sądzonych w Iranie. W 2009 roku protestował w trakcie szczytu G-20, który odbywał się w Londynie, chętnie wypowiadał się dla mediów. Jest zapraszany na debaty, jego głos ma znaczenie. Mówi kwieciście, jest szczery, spontaniczny, pełen pasji. Wygląda, jakby święcie wierzył w to, co głosi, a to zapewnia mu rzeszę zwolenników. Na swojej stronie zamieścił rysunek, na którym przypomina Che Guevarę. Chce zmieniać świat.
Potrzebna jest rewolucja
Stonowani dziennikarze długo nie chcieli traktować Branda na poważnie. Ot kolejny wariat w rozwichrzonych włosach, który pokrzyczy i w końcu dorośnie. Bo jak potraktować człowieka, który na pytanie Jeremy'ego Paxmana "co będzie po twojej rewolucji?" odpowiada z rozbrajającą szczerością "nie wiem". Brand nie wie wielu rzeczy: czym zastąpić demokrację, jak wybierać władze w jego nowym idealnym systemie, czy jakaś władza powinna w ogóle być.
Stonowani dziennikarze długo nie chcieli traktować Branda na poważnie. Ot kolejny wariat w rozwichrzonych włosach, który pokrzyczy i w końcu dorośnie. Bo jak potraktować człowieka, który na pytanie Jeremy'ego Paxmana "co będzie po twojej rewolucji?" odpowiada z rozbrajającą szczerością "nie wiem". Brand nie wie wielu rzeczy: czym zastąpić demokrację, jak wybierać władze w jego nowym idealnym systemie, czy jakaś władza powinna w ogóle być.
Nie interesują go dane. Kiedy w trakcie programu BBC Newsnight prowadzący chciał pokazać komikowi wykres, z którego wynika, że obecnie wynagrodzenia w Wielkiej Brytanii wcale nie są tak niskie, Brand zaczął krzyczeć do kamery: "Nie martwcie się ludzie, niezależnie od tego jak wam się wiedzie. Mamy tu ładny wykres, więc wszystko jest ok". Branda nie interesują więc badania, makroekonomia i wykresy, ale, jak sam mówi, rzeczywistość.
Podkreśla, że niezwykle ważna jest równość, nałożenie ogromnych podatków na korporacje, zwłaszcza te, które niszczą przyrodę. Należy odsunąć tzw. banksterów od władzy, bo jak zaznacza Brand wszędzie tam gdzie jest zysk, zawsze jest też strata.
Odradza młodym ludziom głosowanie, ponieważ ono niczego nie zmienia, a dzisiejsza polityka jest całkowicie oderwana od problemów zwykłego człowieka. Co chce dać w zamian? Nie wie. Wie natomiast, że o pewnych kwestiach trzeba krzyczeć i on to robi. Dodaje też bezpretensjonalnie, że na świecie są świetni ludzie, którzy są znacznie lepiej wykwalifikowani i będą wiedzieli jak zagospodarować tę nową piękną rzeczywistość.
Brand podkreśla, że właśnie teraz jest czas na globalne zmiany. Dlaczego? Bo w dobie sieci społecznościowych i łatwego kontaktu ludzie po raz pierwszy w historii zdają sobie sprawę, jak wielką siłą jest wspólnota. Że zgromadzeni mogą zdziałać naprawdę bardzo dużo. Za przykłady podaje ruch Occupy, arabską wiosnę, czy chociażby wymuszenie na firmie Lego zerwania wieloletniej i intratnej współpracy z koncernem Shell.
Czy brać komika na poważnie?
Część publicystów kpi z Branda, sporą dozę lekceważenia można było zauważyć w stosunku Jeremy'ego Paxmana, który przeprowadzał rozmowę z komikiem. Z drugiej strony, Russel bierze udział w poważnych debatach, ostatnio na temat zmian klimatycznych z Naomi Klein. Pojawia się na okładkach najważniejszych magazynów, ba! Sam je wydaje. Niedawno był redaktorem naczelnym jednego numeru brytyjskiej gazety "NewStatesman". Cały magazyn był manifestem jego rewolucji.
Część publicystów kpi z Branda, sporą dozę lekceważenia można było zauważyć w stosunku Jeremy'ego Paxmana, który przeprowadzał rozmowę z komikiem. Z drugiej strony, Russel bierze udział w poważnych debatach, ostatnio na temat zmian klimatycznych z Naomi Klein. Pojawia się na okładkach najważniejszych magazynów, ba! Sam je wydaje. Niedawno był redaktorem naczelnym jednego numeru brytyjskiej gazety "NewStatesman". Cały magazyn był manifestem jego rewolucji.
Paul Mason z Chanel4 zauważa, że o ile stateczni 40-latkowie mogą sobie kpić z gościa, który wygląda zbieg jak z Altamont, to pokolenie dwudziestolatków stoi za nim murem i mówi "Ten gość ma racje, dawać go więcej".
I o ile sam Brand może nie ma pomysłu na przyszłość, to może być jej głosem. Pod koniec rozmowy Paxman zarzuca komikowi, że ten nie za bardzo ma prawo wypowiadać się o demokracji, skoro nie głosując, sam w niej nie uczestniczy. Brand odpowiada mu na to z pełnym przekonaniem. – Ja nie potrzebuje twojego pozwolenia. Ja nie potrzebuje, żebyś przyznał mi jakieś prawa. Sam je sobie wezmę!
