Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Kazimierz Marcinkiewicz w swojej zawodowej karierze, oprócz polityki, zajmuje się także biznesem i bankowością. "Dziennik Gazeta Prawna" dotarł do dokumentów, z których wynika, że były premier organizował współpracę firmy DSS z kilkoma ministerstwami, dzięki czemu ta miała cieszyć się "wyjątkową przychylnością" resortów. Na niewiele się to jednak zdało, bo sąd właśnie ogłosił jej upadłość.

REKLAMA
Chodzi o ministerstwa Skarbu Państwa, infrastruktury i spraw zagranicznych. Firma Kazimierza Marcinkiewicza w 2011 roku wystawiła Dolnośląskim Surowcom Skalnym (DSS) dwa rachunki za "strategiczne doradztwo" w rozmowach między innymi z powyższymi resortami. Rachunki, które opiewały na ponad 60 tysięcy złotych.

Lobbing

Powszechnie lobbingiem nazywa się wywieranie wpływu przez zawodowych rzeczników interesów (lobbystów) na władze publiczne. Podstawą regulacji prawnej lobbingu są: obowiązkowa rejestracja lobbistów oraz obowiązkowe, regularne sprawozdania lobbistów z prowadzonej działalności.
CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: Wikipedia
Od razu pojawiły się zarzuty o lobbing. Trudno się dziwić, bo były premier na brak znajomości raczej nie narzeka, zwłaszcza w ministerstwach. Problem w tym, że Marcinkiewicz nie jest zarejestrowany, jako lobbysta, a tego wymaga obowiązujące w Polsce prawo. Sam zainteresowany tłumaczy "Dziennikowi", że nie ma mowy o żadnym wywieraniu wpływów na władze publiczne, a resorty odwiedzał jedynie w celu złożenia konkretnych propozycji swojego klienta.
Tym zapewnieniom nie do końca daje wiarę europoseł Jacek Kurski. - Jestem zasmucony, że do takich standardów zeszła polska polityka. Nie wiem czy złamał prawo, ale na pewno przekroczył zasady. Mamy do czynienia z zakulisowymi działaniami lobbystycznymi, a to nie jest robota dla byłego premiera 40 milionowego kraju - mówił na antenie TVN24 w porannej rozmowie z Bogdanem Rymanowskim
Chodziło między innymi o prywatyzację jednej z kopalń, za którą DSS koniec końców nie zapłacił Skarbowi Państwa. Dla przypomnienia, w swojej politycznej karierze Marcinkiewicz pełnił przez jakiś czas obowiązki szefa tego resortu.

Cały artykuł przeczytasz na stronie "Dziennika"
Jednak to jest jedynie tłem dla całej historii. Fakt, że DSS nie wywiązał się z płatności nie przeszkodził w otrzymaniu lukratywnego kontraktu na dokończenie budowy autostrady A2. Tej samej, z budowy której jakiś czas wcześniej zrezygnował chiński COVEC. W "Dzienniku" czytamy, że decyzję podjęto, ponieważ "ta propozycja była najtańsza". DSS zobowiązał się ukończyć autostradę do października 2012 roku, natomiast w czasie Euro 2012 miała być już "przejezdna"

Kazimierz Marcinkiewicz

Jeden z bardziej lubianych polityków w Polsce, zarówno podczas bycia premierem, jak i po ustąpieniu z funkcji w lipcu 2006 roku. Od tego czasu usunął się w polityczny cień. Doradzał prezesowi banku PKO BP, a później przez ponad rok był dyrektorem w londyńskim Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju.

I można się łudzić, że nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że sąd właśnie ogłosił upadłość DSS. Jeszcze do niedawna były i obecny minister infrastruktury zapewniali, że dokładnie sprawdzono finanse spółki i nie ma ryzyka upadłości. Okazało się, że spółka DSS miała problemy z płatnościami wobec swoich kontrahentów, wynikające z "zaangażowania w realizację projektów drogowych" - jak przekonuje jej prezes. Jednocześnie informując, że złoży zażalenie na decyzję sądu.
Wykonawca tego odcinka autostrady firma Bogl a Krysl, będąca w konsorcjum z DSS, zapewnia, że ogłoszenie upadłości DSS nie będzie miało wpływu na tempo budowy. W oświadczeniu na swojej stronie zapewniają, że stoi przed nimi ciężkie wyzwanie, ale budowa zostanie ukończona w terminach. "Roboty trwają 7 dni w tygodniu, zrobimy wszystko, by odcinek był przejezdny na Euro 2012. To jednak tylko dobra mina do złej gry, bo realne szanse na ukończenie budowy jeszcze przed Mistrzostwami są bliskie zeru.