
Ponad 100 tys. Węgrów wyszło na ulice Budapesztu. To jedna z największych demonstracji w krajach byłego Bloku Sowieckiego od 25 lat. Co tak oburzyło Węgrów? Ano to, że Orban chce opodatkować internet. W Polsce także masowe protesty wzbudziło zjawisko poruszające internetową społeczność, czyli ACTA. Godzimy się na to, żeby płacić wyższy VAT czy akcyzę, ale internetu już opodatkować nie damy. Dlaczego?
– Podatek od internetu zagraża wolności słowa, swobodnemu przepływowi informacji i samemu internetowi. A stawka podatku tego podatku nie powinna wynosić 700 forintów, ale równe zero! – wykrzyczał w trakcie demonstracji Zsolt Varady, znany węgierski przedsiębiorca internetowy, który od lat twierdzi, że politycy zabijają przedsiębiorczość na Węgrzech.
Skoro rządy decydują się opodatkowywać konsumpcję, a większość z nich tak robi poprzez VAT czy akcyzę, to logicznym jest, że zechcą opodatkować konsumpcję internetu. Nie ma żadnego uzasadnienia wyjaśniającego dlaczego społeczeństwa, które godzą się na opodatkowanie tradycyjnej telefonii i telefonii komórkowej miałyby odrzucić daniny obciążające sieć. Infrastruktura służąca dostarczaniu internetu jest w takim samym stopniu fizyczna jak dla innych usług i ma swoje ograniczenia. Czytaj więcej
O ile wcześniej przytoczone argumenty można jeszcze uznać za logiczne, tak należy podkreślić absurd tłumaczenia, że użytkownicy internetu wcale nie muszą pobierać aż tylu danych na swoje komputery, a opodatkowanie pomoże powstrzymać ich niepohamowany konsumpcjonizm.
Orbán popełnił ten sam błąd, jaki popełniał nasz rząd – nie rozumie, czym jest dziś internet, i traktuje go jak każdy inny element infrastruktury. Jak jest dziura w budżecie, to można go wykorzystać jako kolejne źródło przychodów, tak jak np. zwiększoną akcyzę na papierosy lub alkohol.
Internet jednak zwykłą infrastrukturą nie jest, nie służy jedynie – jak mówił polski klasyk Prezes – do oglądania pornoli przy piwku, tylko jest podstawową infrastrukturą tworzącą hybrydową przestrzeń autonomii. Internet nie jest dodatkiem, gadżetem (choć pewne jego aplikacje mogą jak gadżet służyć), tylko częścią przestrzeni społecznej – tworzy jeden z jej wymiarów, równie niezbędny jak inne, tzw. realne. Przepraszam, że powtarzam banały, ale wydawało się, że relatywnie młody węgierski przywódca powinien to rozumieć. Widać jednak, że rzeczywiście cała jego koncepcja suwerenności politycznej pochodzi z XIX wieku, włącznie z myśleniem o przestrzeni społecznej.
Czytaj więcej
Jakiś czas temu za swoistą świętość uznano internet w Stanach Zjednoczonych. Powstała tam specjalna ustawa, która nosi znamienną nazwę Akt o Wolności od Podatku Internetowego. Legislatorzy w USA uznali, że wolność słowa i prawo do informacji znaczą dla społeczeństwa więcej niż przychody z podatków. Widać na Węgrzech uznano, że budżet trzeba ratować za wszelką cenę.
