Agata Loewe (archiwum prywatne)

Wujek Google to światowid dzisiejszych czasów. Możemy mu zadać wszystkie gnębiące nas pytania i zwykle pojawi się tam satysfakcjonująca odpowiedź. Jest jednak wciąż wiele tematów, które trzeba studiować samodzielnie, żeby je tak naprawdę poznać. Czy seksu można nauczyć się „z internetu”, pytam dr Agatę Loewe, założycielkę Pozytywnej Seksualności, seksuolożkę i psycholożkę.

REKLAMA
Do podjęcia tematu zainspirowała mnie z kolei Karo Akabal, sex-coach, która często współpracuje z dr Agatą i w tej chwili kończy zapisy na kurs on-line dla kobiet „Sex & Love Mastery”. W ten sposób, dociera do kobiet, które wcześniej, chociaż chciały dotrzeć na warsztaty stacjonarne – niespecjalnie mogły. To jedna z zalet, niemal wszechobecnego internetu. O kursie postaram się powiedzieć trzy słowa jeszcze pod, naprawdę inspirującą rozmową.
Maja Święcicka: Powiedz kim jesteś i czym się zajmujesz?
Agata Loewe: Jestem psycholożką, psychoterapeutką i seksuolożką – zrobiłam doktorat z seksuologii w San Francisco. Kończąc psychologię wiedziałam, że będę pracować z relacjami międzyludzkimi, w międzyczasie chciałam też pracować z osobami nieheteroseksualnymi, więc żeby zdobyć doświadczenie trafiłam do Kampanii Przeciw Homofobii.
Okazało się jednak, że to nie jest takie proste, że sobie przychodzę do organizacji, a wiedza plus doświadczenie - same wchodzą do głowy. Zostałam aktywistką, koordynatorką projektów. W międzyczasie kończyłam studia i zorientowałam się, że spectrum ludzkiej seksualności jest bardziej szerokie niż mi się na początku wydawało. Praca z osobami nieheteroseksualnymi pokazała mi, że jest strasznie dużo wątków, które dotykają wszystkich. Heteronormatywność nie sprawdza się dla wielu osób heteroseksualnych. Stąd pomysł na ideę Pozytywnej Seksualności.
logo
[url=http://www.shutterstock.com/pic-124299493.html]Seks Pozytywność[/url] to termin istniejący już od dawna. Chodzi o podejście do seksu, w którym nie ma oceniających założeń o "normach" pod warunkiem, że wszyscy w niego zaangażowani ludzie są tam zgodni Shutterstock
„Wszyscy robią wszystko” powiedział Kinsey (autor Raportu Kinseya o praktykach seksualnych, przyp.red.) i wszystko w porządku - pod warunkiem, że dzieje się to za zgodą wszystkich zaangażowanych stron, jest świadome i odpowiedzialne. Niby to jest proste, ale okazuje się, odkąd zaczęłam się temu przyglądać z perspektywy osoby pracującej z ludzką seksualnością, że nie jest takie oczywiste. Pewne wątki podchodzenia do seksualności jednak są oparte na tym co jest normą, co nie jest normą... Pewne rzeczy wolno mówić, a innych mimo wszystko nie wolno... Jest siedem tysięcy prawd na temat „Punktu G” i każdy tak samo polityczny.
Tak naprawdę ludzkie ciała noszą w sobie tyle tajemnic. A my je analizujemy, zamiast nimi żyć. To był etap, kiedy stwierdziłam, że brakuje takiej edukacji jeżeli chodzi o seksuologię, która po pierwsze skupia się na niszach, a po drugie na przyjemności, a po trzecie na tym, żeby nie tylko mówić co i jakie są statystyki, tylko też żeby troszeczkę pokazać ludziom bezpieczny sposób poznawania różnorodnej ekspresji seksualnej. I się tym zajęłam.
Czy można się nauczyć seksu z internetu?
Zależy czego chcesz się nauczyć (śmiech; przyp. red.). Są osoby, dla których seksualność będzie tak ważna, że będą chcieli zrobić z niej swoją drogę życia. I dla nich zwykle wujek Google nie wystarczy. Dla osób, które po prostu chcą ulepszyć swoje życie, zdecydowanie, internet wystarczy. Warto pamiętać, że to jak się czujemy z własną seksualnością bardzo wpływa na wszystkie płaszczyzny życia.
logo
actual sexual advice girl meme
Jeżeli chodzi o studiowanie przez internet, to generalnie zarówno student kursu internetowego, jak i stacjonarnego lwią część rzeczy musi zrobić w domu. Żeby poznać historię seksuologii trzeba się naprawdę naczytać i obejrzeć mnóstwo filmów, wykładów. Kurs on-line nigdy nie jest wyłącznie w sieci, a to co z niego wyciągniesz zależy w dużej mierze od ciebie. W tej chwili żyjemy tak szybko, że informacje są potrzebne nam na dosłownie kilka sekund. Wiedza ogólna – wiadomo jest potrzebna, żeby być inteligentnym, żeby sie wspinać w hierarchii społecznej i zawodowej... Na co dzień mamy te kilkusekundowe encyklopedie zwykle gdzieś w kieszeni.
I używamy ich raczej do sprawdzenia ile czasu trzeba piec bakłażana, niż do poszukiwania dokumentów naukowych. Czasem trafiam na podpowiedzi, najczęściej zadawane "wyroczni" pytania, słynne "mam 13 lat i jestem w ciąży". Gdzie w internecie młodzi ludzie mogą znaleźć rzetelne odpowiedzi na pytania związane z seksem?
Na forum organizacji Ponton, w której też staram się czasem udzielać. To jest świetne miejsce dla młodych ludzi poszukujących sprawdzonych odpowiedzi na pytania związane z seksem. Wchodząc tam na forum mogą mieć pewność, że znajdą informacje rzetelne, na bieżąco sprawdzane przez specjalistów. Ta edukacja w internecie już się dzieje.
Młodzi ludzie uczą się z googla i uczą się z filmików. I nie, nie tylko porno. Lekkostrawny dla nich jest system oparty bardziej na obrazkach niż na słowach. Coraz częściej tworzy się tak zwane – memy edukacyjne. Łatwe do zapamiętania obrazkowe historyjki. Ostatnio widziałam mem o tym gdzie dawać seksowne klapsy, żeby przypadkiem nie zrobić krzywdy i nie obić nerek. To jest ważne! Część rzeczy, w technikalniach seksualnych może się wydawać oczywista. Jednak nie można zakładać, że wszyscy wiedzą wszystko kiedy się buduje fundament.
Ze swoim zespołem tworzymy portal www.pozytywnaseksualnosc.pl, który ma być wyszukiwarką wszystkiego tego co się dzieje w świecie seksualności - ukazujących się książek, publikacji, wydarzeń lokalnych i światowych, nowych technologii. To odpowiedź na zapotrzebowanie, jakie dostrzegłam jeszcze na studiach. Niby dużo się dzieje, ale nie wiadomo, gdzie szukać. Często o czymś ciekawym dowiadujemy się już po fakcie. Staramy się pilnować standardu jakim jest seks - pozytywność.
logo
Grupa edukatorów seksualnych Ponton
Z jednej strony zgadzam się z Karo, że bardzo trudno jest uczyć o seksie tak, żeby tej wiedzy nie obciążyć własnymi przekonaniami, wstydem. Z drugiej strony obserwuję statystyki i trudno nie zauważyć pozytywnego wpływu edukacji seksualnej za granicą, choćby w Holandii.
Tak jest z każdą edukacją. Mamy swoją wizję świata, w którym byłoby fajnie żyć. Żeby jednak w ogóle zacząć go budować, trzeba zgodzić się na systemową współpracę na bardzo wielu poziomach. Aby do tego doszło, to musimy sobie umieć zaufać i mieć do tego podstawę. To jest kwestia wyboru czy dbamy o planetę, czy nie, czy komunikujemy się agresywnie, czy uprzejmie, czy jemy mięso, czy go nie jemy.
Jedyne co może robić jednostka to przybliżać siebie do tego utopijnego świata. I starać się edukować społeczeństwo najlepiej, jak się samemu potrafi. W Polsce trudno jest edukować seksualnie. Najczęściej kierujemy swoją uwagę na ludzi młodych, zapominając, że ludziom dorosłym też często brakuje podstawowej wiedzy.
Jak Ty oceniasz poziom świadomości seksualnej w Polsce?
Zauważam często brak znajomości własnego ciała, który kiedyś był przekazywany z babki na matkę, teraz jakoś zanikł. Przychodzą do mnie naprawdę różni ludzie. Pewnego razu rozmawiałam z prawie trzydziestoletnią dziewczyną, która oświadczyła, że „chyba” jest w ciąży, ale testu nie zrobiła – bo jak wiadomo "testy kłamią", a do lekarza nie poszła, bo "co jej lekarz powie".
Zwykle jednak, kiedy wypowiadam się w mediach mówię, że Polacy mają niezłą świadomość. To dlatego, że rzeczywiście na warsztaty które prowadzę i współorganizuję przychodzą osoby, które pewien podstawowy poziom już przekroczyły i chcą dokopać się czegoś głębiej. Zobaczyły, że coś nie działa. To są różni ludzie, z różnych środowisk i w różnym wieku, którzy zaczynają czuć, że są jakby... oszukani systemowo. Że mają studia, pracę, dom, rodzinę, ale to nie jest zaspakajające. Żyją dokładnie jak żyć powinni, ale coś nie działa. To są ludzie, którzy pozwolili sobie wykonać ten krok i zakwestionować pewne normy, schematy, „uniwersalne” prawdy.
No i są też tacy ludzie, którzy na warsztat nie przyjdą. Nie wyślą swoich dzieci na edukację seksualną, sami nie pójdą do terapeuty, przekonani, że tam chodzą ludzie „słabi”. Nieraz jest tak, że jak pojawia się u mnie klient i klientka to zanim dojdziemy do faktycznego problemu przebijamy się przez warstwy wstydu. Dlaczego ja tu w ogóle jestem, co się takiego stało, że musiałam/łem się „poddać”.
logo
[url=http://shutr.bz/1tok79k]Wstyd i poczucie winy[/url] to są też takie mechanizmy obronne, które pozwalają nam, jeżeli pracujemy z tymi rzeczami świadomie, to możemy tego użyć jako zasób Shutterstock
Ludzie wierzą, że wstyd im służy, że to jest coś ważnego dla kultury, cnota.
Wstyd i poczucie winy to są takie mechanizmy obronne, które czemuś służą. Jeżeli pracujemy z nimi świadomie, to możemy ich użyć jako zasób. Dają nam cenne informacje o tym, co się w nas dzieje. Częściej wolimy jednak udać, że różowego słonia nie ma w pokoju. I to się później chowa w mięśniach, w narządach wewnętrznych, te stresy. Pojawia się sztywność i wyparcie. We wstydzie nie ma nic złego, pod warunkiem, że nie przysłania nam drogi do rozwoju.
Teraz wszyscy jesteśmy bardziej samodzielni i to jednocześnie jest wada i zaleta, bo z jednej strony uszczęśliwia, a z drugiej strony osamotnia.
I w tej samotności, osobności też nie musi być wcale nic złego. Uczymy się być sami, zaczynać od siebie. Bardzo to widzę dookoła siebie, w takim sensie, że jest ogromna ilość ludzi samotnych. Z wyboru, bo z jednej strony owszem – jest nostalgia za byciem z kimś, ale nie ma takiego aktywnego działania, żeby się do kogoś zbliżyć, kogoś poznać. Podoba nam się taka wygoda, autonomia bez kompromisów.
Zdarzają się marudzenia, że padają fundamenty polskiej rodziny, coś złego się dzieje z modelem związków. Coś owszem się dzieje i moim zdaniem lepiej tego nie oceniać tylko potraktować jak naturalny rozwój rzeczy. Będzie więcej ludzi zdecydowanych na życie w pojedynkę, niekoniecznie z zasady nieszczęśliwych, ale będzie też więcej ludzi gotowych na świadome , autentyczne związki i relacje.
logo
(or not) jeden z serii memów z potencjałem edukacyjnym! :)
Ewolucja? Dostosowujemy się do tego jak wygląda świat i być może faktycznie to nie jest świat w parach.
Świetnym przykładem jest film „Ona” z Joaquinem Phoenixem. Bardzo mi się podobała ta koncepcja, że nawet telefon może cię w którymś momencie zostawić. Można zwalać na nowe technologie, na Zachód, czy kończącą się cywilizację. Dobrze by było, żeby ludzie znali wybory i możliwe konsekwencje przez siebie wybranych scenariuszy - czy to będzie w pojedynkę, w parach, trójkątach czy wielokątach. Wszystko ma swoje plusy i minusy, stąd tyle pracy u podstaw na temat tego czym jest świadomość, konsensualność i odpowiedzialność!
To dobre przypomnienie o tym, że na sto procent, do końca życia będziemy związani sami ze sobą i warto byłoby mieć ze sobą spoko kontakt.
Ze sobą będziemy do końca życia. O tę relację warto zadbać z największą troską.
Tematu seksu używa się czasem tylko dlatego, że jest kontrowersyjny, wiadomo, że "się kliknie".
A tymczasem osoby związane z seksem i rozwojem seksualności nie chcą żadnych kontrowersji. Chcemy rozmawiać i niestety już sama ta chęć budowania przestrzeni na dialog, jest uważana za kontrowersyjną. Trzeba naprawdę nieźle balansować, żeby książka nie została oceniona po okładce, żeby na samym wstępie nie zszokować, nie przestraszyć, a przekazać jakąś treść wartościową.
Nie da się działać tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Systemowo to jest kwestia wyboru. Gdzie wysyłamy nasze dzieci do edukacji i czy sami jesteśmy gotowi też się edukować, czy segregujemy śmieci i czy jemy, czy nie jemy mięsa. Moją ideą, tak globalnie, jest połączyć środowiska, które są w opozycji. Jestem tutaj po to, żeby budować mosty pomiędzy ludźmi, nie ściany.
Często z góry zakładamy, że nasze postulaty sobie zaprzeczają z postulatami kościoła, a moim zdaniem, my po prostu używamy innego języka. Kościół mówi o miłości i my też mówimy o miłości. Trzeba by tę cebulę odrzeć z warstw, żeby dotrzeć do serca/mózgu (i reszty narządów), które zawsze będą takie same.
Robisz dużo dobrego dla świata Agato. Słyszałam też, że niedługo otwierasz własne miejsce?
Dziękuję. Staram się Założyłam Instytut Pozytywnej Seksualności. To będzie takie miejsce, do którego można przyjść, zamienić słowo z kimś seks pozytywnym. Prowadzę warsztaty i terapię, ale dokładam teraz do tego aspekt edukacyjny. Współpracuję ze świetnymi specjalistami ze świata szeroko pojętej seksualności. Ciekawa jestem jak ten pomysł zostanie odebrany przez mainstream…Opowiem ci o tym więcej, przy następnej okazji!
Więcej o mojej rozmówczyni można dowiedzieć się na jej stronie, warto też zajrzeć na stronę Pozytywnej Seksualności i świeżo założonego Instytutu Pozytywnej Seksualności.

logo
http://www.karoakabal.pl/

Tematem edukacji online zainteresowałam się przez Karo, z którą wiele razy już rozmawiałyśmy na łamach NaTemat.pl. Pozytywna seksualnie sex-coacherka, niebawem kończy zapisy na swój autorski i (z tego co udało mi się podejrzeć - bardzo dobrze skonstruowany) kurs online dla kobiet. Podczas kursu będzie można zebrać sporo, naprawdę konkretnej wiedzy na temat kobiecej seksualności, jednocześnie bez potrzeby dojeżdżania na stacjonarne warsztaty i otwierania się na pracę w grupie "na żywo", co może być dla wielu osób problemem. Karo zdaje sobie sprawę z potrzeb i problemów kobiet do których kieruje swój kurs. Zachęcam do zajrzenia na jego stronę i zapoznania się z programem. Miejsca zaczynają się powoli kończyć! A zapisy trwają do wtorku 4 Listopada.
Agata Loewe również organizuje spotkania i warsztaty, te nadchodzące zapowiada na stronie facebookowej Instytutu Pozytywnej Seksualności, na początku grudnia warszawska edycja warsztatu #kobieta #seks #ciało stworzonego przez sex-coach Martę Niedźwiecką i Agatę Loewe. Zamierzam wziąć w nim udział i również zapraszam wszystkich zainteresowanych rozwojem swojej seksualności.
Chcesz więcej stylu? Znajdź nas na facebooku!