
Kiedy Antoni Macierewicz zostawał wiceprezesem PiS oczekiwano, że będzie jeszcze silniej obecny w mediach, że jego pozycja w partii będzie tylko rosła, także dlatego, że PO będzie go używać jako straszaka wyborców. Tymczasem Macierewicz zupełnie zniknął: nie ma go w mediach, smoleńskie paliwo się wypaliło, a o komisji w sprawie WSI zapomnieli już nawet politycy rządzącej koalicji.
REKLAMA
Niedługo minie rok wiceprezesowania Antoniego Macierewicza. Podjęta 23 listopada decyzja władz Prawa i Sprawiedliwości (czyli prezesa Kaczyńskiego) dla większości była ukoronowaniem rosnącej pozycji głównego śledczego smoleńskiego. Bo po 10 kwietnia 2010 roku to Macierewicz był głosem partii, w mediach pojawiał się częściej niż prezes, a jego słowa wywoływały więcej emocji niż to, co mówi Kaczyński.
Legenda
Przewidywano, że to Antoni Macierewicz będzie nadawał ton kampanii, a w przyszłości może próbować przejąć partię. Obserwatorzy polityki wskazywali na jego silną pozycję wśród twardego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Macierewicz przez lata budował sobie pozycję, a miał ku temu niesamowicie mocne fundamenty. Pierwszym była działalność w Komitecie Obrony Robotników, która uczyniła z tego polityka legendę opozycji antykomunistycznej. A potem było tylko "lepiej".
Przewidywano, że to Antoni Macierewicz będzie nadawał ton kampanii, a w przyszłości może próbować przejąć partię. Obserwatorzy polityki wskazywali na jego silną pozycję wśród twardego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Macierewicz przez lata budował sobie pozycję, a miał ku temu niesamowicie mocne fundamenty. Pierwszym była działalność w Komitecie Obrony Robotników, która uczyniła z tego polityka legendę opozycji antykomunistycznej. A potem było tylko "lepiej".
Już w III RP dzisiejszy wiceprezes PiS zasłynął przecież „nocą teczek”, kiedy to Lech Wałęsa powierzył mu wykonanie uchwały lustracyjnej. Skończyło się „nocną zmianą”, czyli upadkiem rządu Jana Olszewskiego, co utwierdziło zwolenników prawicy, że lewica - i Wałęsa - mają coś do ukrycia. Wreszcie przyszła IV RP, gdzie Macierewicz dalej miał walczyć z postkomuną, tym razem w Wojskowych Służbach Informacyjnych.
Szczyt popularności…
Skończyło się demontażem i sparaliżowaniem pracy służb, ale te wiadomości do wyznawców Macierewicza nie docierają. Tak jak jakiekolwiek argumenty dotyczące katastrofy smoleńskiej, kolejnej podstawie, na której Macierewicz zbudował swoją pozycję polityczną. Jego badający przyczyny katastrofy zespół nieustannie dzielił się z opinią publiczną kolejnymi rewelacjami.
Skończyło się demontażem i sparaliżowaniem pracy służb, ale te wiadomości do wyznawców Macierewicza nie docierają. Tak jak jakiekolwiek argumenty dotyczące katastrofy smoleńskiej, kolejnej podstawie, na której Macierewicz zbudował swoją pozycję polityczną. Jego badający przyczyny katastrofy zespół nieustannie dzielił się z opinią publiczną kolejnymi rewelacjami.
Wszystko było oczywiście ubrane w niezwykle mocne słowa, a Macierewicz nie bał się stawiać równie mocnych zarzutów. Pomimo tego, że wykazywano błędy w teoriach Macierewicza i jego naukowców, on nie ustawał i organizował kolejne konferencje, pisał kolejne raporty i zapraszał do współpracy kolejnych naukowców.
…i spadek
Media z uwagą śledziły kolejne zwroty akcji, dając się zwieść Macierewiczowi, że w jego zespole mogą zapaść ustalenia rzeczywiście zmieniające postrzeganie śledztwa. Dwie pierwsze Konferencje Smoleńskie przyciągnęły sporą uwagę opinii publicznej, ustalenia naukowców dominowały debatę na kolejne dni i tygodnie.
Media z uwagą śledziły kolejne zwroty akcji, dając się zwieść Macierewiczowi, że w jego zespole mogą zapaść ustalenia rzeczywiście zmieniające postrzeganie śledztwa. Dwie pierwsze Konferencje Smoleńskie przyciągnęły sporą uwagę opinii publicznej, ustalenia naukowców dominowały debatę na kolejne dni i tygodnie.
Ale już nie tym razem. Mało kto zauważył, ale 20 października odbyła się trzecia edycja konferencji. Nawet prawicowe media nie poświęciły jej wiele miejsca. Do głównych mediów nie przebiła się żadna nowa rewelacja naukowców, tematu nie promowali też politycy Prawa i Sprawiedliwości, a nawet sam Antoni Macierewicz.
Komisji nie będzie
Nie ma co też liczyć na sprawę likwidacji WSI. Antoni Macierewicz miałby szansę postawić się w pozycji ofiary, dręczonej przez opresyjną władzę PO. – Ty, ja uważam, że można za***ać PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza – ten cytat z Radosława Sikorskiego byłby zapewne najczęściej powtarzanym podczas obraz fragmentem z podsłuchanych rozmów polityków PO. Ale do tego nie dojdzie.
Nie ma co też liczyć na sprawę likwidacji WSI. Antoni Macierewicz miałby szansę postawić się w pozycji ofiary, dręczonej przez opresyjną władzę PO. – Ty, ja uważam, że można za***ać PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza – ten cytat z Radosława Sikorskiego byłby zapewne najczęściej powtarzanym podczas obraz fragmentem z podsłuchanych rozmów polityków PO. Ale do tego nie dojdzie.
Nawet politycy PO zauważyli, że na tym temacie wiele nie ugrają, a Macierewicz - odwołując się do poetyki internetowych tabloidów - nie jest już hot. Dlatego wniosek o powołanie komisji zniknie gdzieś w komisjach, a nawet jeśli zapadnie decyzja o jej powołaniu, dobre kilka miesięcy potrwa wydawanie przez ABW certyfikatów bezpieczeństwa. A później Sejm skończy kadencję, co automatycznie wygasi pracę komisji.
To sprawia, że PiS-owi trudno będzie znaleźć dla Macierewicza temat, na którym wiceprezes będzie mógł ugrać punkty.
