Piotr Guział, według ostatniego sondażu, cieszy się poparciem 10 proc. warszawiaków
Piotr Guział, według ostatniego sondażu, cieszy się poparciem 10 proc. warszawiaków Fot. Albert Zawada / AG

– Zdarzają mi się niefortunne wypowiedzi, ale pracuję nad tym. To i tak lepsze niż wielomiesięczne milczenie Gronkiewicz-Waltz – mówi w "Bez autoryzacji" Piotr Guział, kandydat na prezydenta Warszawy.

REKLAMA
Muszę zacząć od pochwały. Gratulacje za spot o mieszkaniach komunalnych. Choć mam wątpliwości, czy akurat pan może sprawić, że warunki w nich panujące się poprawią.
Ja nie mam wątpliwości, że się uda. Mówimy o wprowadzeniu standardu, czegoś, co jest oczywistością. 3,5 tys. mieszkań komunalnych nie ma toalety, ponad 20 tys. rodzin mieszka w mieszkaniach komunalnych ogrzewanych prądem, gdzie w zimie rachunki przekraczają 1000 złotych. Tak nie może wyglądać europejska stolica w XXI wieku. Jeśli na cokolwiek ma brakować pieniędzy, to nie na to, by ludzie mieszkali w godnych warunkach. Ja w swoim programie zadeklarowałem stworzenie bogatego programu budownictwa komunalnego. Uważam, że jesteśmy w stanie wybudować nawet do 5 tys. takich mieszkań.
Kampanijne przebłyski, jak ten spot, nie przekładają się na poparcie dla pana. W najnowszym sondażu pan - od lat lider frontu anty-HGW w Warszawie - notuje tylko 10 proc..
Ja bym nie mówił, że jestem liderem frontu anty-HGW. Po prostu chciałbym normalnie móc zarządzać Ursynowem, co pani prezydent mi uniemożliwia. Blokowanie środków finansowych powoduje, że iluś spraw nie da się załatwić. Tak samo traktowane są inne dzielnice. Wydatki na inwestycje spadły w ciągu 5 lat dwukrotnie. Ktoś musi powiedzieć „dość”. I tym kimś jestem ja, dlatego, że nie mam uwikłań partyjnych i mogę powiedzieć wszystko.
Te 10 proc. to dużo?
Jeszcze nigdy żaden bezpartyjny kandydat w wyborach na prezydenta Warszawy nie przekroczył 7 proc., które 12 lat temu miała Julia Pitera. Warto zauważyć, że jestem trzeci - po PO i PiS, a wyprzedzam pozostałe partie i wszystkich bezpartyjnych rywali. To świadczy o tym, że zapracowałem sobie na rozpoznawalność i poparcie mieszkańców. Jeszcze miesiąc temu w innym sondażu miałem tylko 4 proc.. Teraz niewątpliwie moja kampania zaczyna się przebijać. Gdyby sondaż był zrobiony teraz, czyli po tygodniu wpadek innych kandydatów, byłby lepszy wynik.
Wśród kandydatów, których pan wyprzedza, jest Joanna Erbel, która reprezentuje miejskich aktywistów. Co pan o niej sądzi? Wiele osób twierdzi, że skompromitowała się wywiadem dla „Gazety Wyborczej”.
Trudno oczekiwać, że osoba, która stawia pierwsze kroki w samorządzie, będzie encyklopedią wiedzy w sprawach miasta. Jej start to pożyteczny happening, który zwraca uwagę na problemy zapomniane przez polityków. Ona walczy o jakość przestrzeni miejskiej, relacje między ludźmi. Tyle że miasto nie sprowadza się tylko do tego.
Brak wiedzy czy brak umiejętności podania pewnych liczb to nie jest nic dyskwalifikującego. Obecna prezydent Warszawy też miałaby pewnie problemy, gdyby ktoś zapytał ją o statystyki czy szczegóły. Nie oczekujmy, że prezydent będzie encyklopedią, tylko że będzie umiała korzystać ze źródeł wiedzy. Od posiadania wiedzy ma cały zespół doradców i urzędników.
Wracając do poparcia dla pana. Może byłoby wyższe, gdyby nie niefortunne twitterowe wpisy: np. komentarze ws. gwałtu w Lesie Kabackim[/url].
Bycie barwnym jest zaletą, nie wadą, tyle że trzeba powściągnąć język, bo świat internetu nie wybacza niedomówień. W polityce osoby publiczne są stale pod ostrzałem i każde zdanie musi być precyzyjne. Wyraziłem się nieprecyzyjnie, ale przeprosiłem za swoją wypowiedź o gwałcie, a potem uznałem, że w polityce nie słowa są ważne, a czyny. Jako jedyny burmistrz zorganizowałem szkolenia z samoobrony i reagowania w sytuacjach niebezpiecznych dla tysiąca kobiet.

Ale jednak ma pan niewyparzony język.
To był początek mojej przygody z Twitterem. Tam trzeba umieć precyzyjnie wyrażać swoje myśli, bo to krótka forma wypowiedzi. Precyzji niewątpliwie zabrakło. Wyciągnąłem wnioski. Oczywiście zdarzają mi się niefortunne wypowiedzi, ale pracuje nad tym i to lepsze niż wielomiesięczne milczenie Gronkiewicz-Waltz.
Ostatnio, co było dość dużym zaskoczeniem, zadeklarował pan, że jest zwolennikiem budowy pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu. Skąd taka postawa?
To nie jest pomnik dla konkretnej partii, a dla osób, które poniosły tragiczną śmierć w służbie dla Ojczyzny. Niech historia oceni ich działania, a my, współcześni, powinniśmy upamiętnić ich dorobek. To 96 osób o bardzo różnych przekonaniach. W czasach, gdy trwa dyskusja o pomniku Czterech Śpiących, czyli pomniku dominacji okupacji sowieckiej, zwykłą przyzwoitością jest upamiętnienie ofiar Smoleńska.
Co jeśli przegra pan wybory, dostanie np. 10 proc.? To będzie kolejna porażka po referendum ws. odwołania Gronkiewicz. Co dalej z panem?
Są partie, jak PiS, które przez ostatnie siedem wyborów nie odnosiły sukcesów, a mają istotny głos w debacie. Są politycy, którzy przegrywali z kretesem wybory parlamentarne i prezydenckie - jak premierzy Tusk i Buzek - a potrafili się podnieść i znów nadawać ton dyskusji. Zresztą, sukces może mieć wiele wymiarów. Jestem liderem Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, więc wejście naszych działaczy do rady miasta też będzie sukcesem. Ponadto mamy wpływ na 3 z 18 dzielnic i jeśli możliwość oddziaływania się zwiększy, również zanotujemy sukces. Ja na pewno nie zniknę z Warszawy i będę obecny w debacie, obojętnie, jaka rola zostanie mi przez wyborców przypisana. Nie wybieram się ani do partii politycznej, ani do parlamentu.