Zatrudnieni bezrobotni. W twojej firmie też jest stanowisko, na którym nie trzeba naprawdę pracować

Pracownicy nie są tak zajęci, na jakich chcieliby wyglądać.
Pracownicy nie są tak zajęci, na jakich chcieliby wyglądać. Fot. Shutterstock
Za dużo pracujemy, jesteśmy zestresowani, wykończeni, nie mamy czasu na życie – głównie taką narrację wokół życia zawodowego dziś słychać. Jest ona podsycana bulwersującymi przypadkami śmierci z przepracowania, tak jak to było m.in. w przypadku 21-letniego studenta, który zmarł w skutek katorżniczej pracy na stażu w banku. Prawda jest jednak taka, że większość ludzi w swojej pracy zajmuje się wszystkim, poza swoimi obowiązkami zawodowymi.


W 2012 roku niemiecki urzędnik państwowy z Menden przechodził na emeryturę. Na pożegnanie zostawił swoim współpracownikom interesujący list pożegnalny. Jego treść brzmiała: Od 1998 roku byłem z wami ciałem, ale niekoniecznie duchem. Nie robiłem nic, więc jestem znakomicie przygotowany do emerytury – Adieu!


Sprawa przedostała się do mediów, list był szeroko cytowany i wywołał niemałe poruszenie. Przedstawiciele ratusza w Menden, w którym pracował urzędnik, wydali specjalne oświadczenie prasowe. Ubolewali w nim, że pracownik przez czternaście lat nie zaalarmował swoich przełożonych, że nie ma co robić.


Sam zainteresowany zaznaczył, że jego zamiarem wcale nie było unikanie pracy. Po prostu z roku na rok jego departament się rozrastał, a obowiązki, które wcześniej wykonywał zostały oddelegowane innym pracownikom.
– Oferowałem przełożonym moje usługi. Nie moja wina, że nie chcieli z nich skorzystać – dodał sam zainteresowany.


Poruszana kwestia obijania się w pracy dotyczy przede wszystkim zawodów biurowych. Niedawne badania pokazały, że pracownicy biurowi poświęcają w pracy swoim sprawom prywatnym co najmniej 1,5 godziny dziennie. Ciekawie prezentuje się też analiza ruchu na stronach internetowych w Wielkiej Brytanii, największa oglądalność serwisów pornograficznych (70 proc.) przypadała w godzinach pracy, podobnie było z zakupami przez internet.

Nieefektywni pracownicy
Korporacje to molochy. Wielopiętrowe struktury, sieci zależności, układy i układziki oraz ogólna tendencja, żeby się nie wychylać.

– Oczywiście bywają momenty, kiedy jest natłok pracy np. przy zamykaniu projektu czy rozliczeniach rocznych – mówi mi pracownica dużej firmy telekomunikacyjnej – Ale ogólnie rzecz biorąc większość pracowników średniego szczebla zajmuje się tym, by pokazać pracodawcom, że ich stanowisko jest potrzebne. Nie mają zleconych wielu zadań lub są to zadania bardzo proste, które nie wymagają dużej pracy. W trybach korporacyjnych urastają do rangi gigantycznych wyzwań i nikt nie chce być decyzyjny.

Z takim stwierdzeniem z pewnością zgodzi się każdy grafik czy copywriter, który przygotowywał cokolwiek dla dużej firmy.

– Najpierw mam do czynienia z rozhisteryzowanym junior brand managerem, który nie ma żadnej wizji projektu albo ją ma, tylko nie jest jej pewien. To skutkuje dniami, a czasami miesiącami poprawek i idiotycznymi komentarzami, np. proszę uśmiechnąć tego konia. Kiedy po tygodniach walki projekt przechodzi do brand managera cała zabawa zaczyna się od nowa. Na końcu dociera do senior brand managera i wtedy wszystko jest wywracane do góry nogami i robione od nowa – denerwuje się Łukasz, grafik.
Aktywnie bezczynni
Pracownicy, którzy nie wiedzą co ze sobą począć, nie są problemem tylko niemieckich ratuszów. – Zjawisko aktywnej bezczynności dotyczy około 40% pracowników. To nie jest do końca tak, że ci ludzie nic nie robią, oni robią tak wiele różnych rzeczy, że nie mają czasu na pracę. Zakupy, prasówka, rozmowy z rodziną – wylicza dr Leszek Mellibruda. – W strukturach korporacyjnych pojawiają się jawni sabotażyści, czyli np. takie osoby, które wynoszą dane. Ale sporym niebezpieczeństwem są tzw. bierni sabotażyści. To pracownicy, którzy zupełnie nieświadomie podkopują własną pracę, odkładają zadania, zwlekają z wykonaniem konkretnych czynności – dodaje.

Doktor zaznacza, że takie zachowanie jest często formą wyrażenia złości i frustracji, wobec pracodawcy lub współpracowników.

– Tak dzieje się w tzw. chorych organizacjach. Dana choroba może dotyczyć całej struktury lub działu. Pracownicy nie mają tam poczucia, że posiadają jakąkolwiek siłę sprawczą, boją się wzięcia odpowiedzialności. Przecież nicnierobienie na dłuższą metę jest nie do zniesienia. Zaangażowany pracownik nie będzie siedział bezczynnie, tylko sam zgłosi się po zadania – tłumaczy doktor Mellibruda.

W cieniu innych
Problem aktywnej bezczynności dotyczy przede wszystkim dużych organizacji w dużej mierze dlatego, że w takiej firmie łatwiej się ukryć. Ponadto wieloszczeblowa struktura sprawia, że kierownicy często mają iluzoryczny pogląd na pewne kwestie.
doktor Leszek Mellibruda

Niedawne badania wykazały, że managerowie wyższego szczebla znacznie lepiej oceniają kompetencje, aktywność i zaangażowanie swoich podwładnych niż jest to w rzeczywistości.

Problemem jest to, że duże firmy boją się rewolucji – Obserwowałem ostatnio korporację, w której naprawdę źle się działo. Kierownictwo postanowiło pozamieniać nazwy stanowisk, a nie kompetencje pracowników. Taka zmiana nie mogła przynieść poważnych efektów – tłumaczy doktor.

Bywa i tak, że mnożone są niepotrzebne stanowiska, a ludzie wykonują pracę, która nikomu nie służy i jest po prostu mnożeniem obowiązków dla zasady. Jedną z najbardziej drastycznych historii ludzi, których praca nie jest specjalnie potrzebna firmie, był przypadek pewnego Fina. Pracownik biura podatkowego zmarł przy swoim biurku, a ludzie w jego firmie zorientowali się, że nie ma z jego strony znaków życia dopiero po dwóch dniach! Pomijając istotny fakt, że nikt nie zwrócił uwagi na bezwładne ciało na krześle, to przez te dwa dni, nikt od tego pracownika niczego nie potrzebował.

Bezczynność może prowadzić do marazmu i....jeszcze większej bezczynności. To rodzi frustrację. Z drugiej strony, na trudnym rynku pracy niewiele osób decyduje się pozostawić ciepłą posadkę i ruszyć w nieznane, tylko dlatego, że mieli za mało obowiązków. A jak coś pójdzie nie tak? Każdy będzie się pukał w głowę, że porzuciłam pracę na ciepłej posadce.

– Często mówi się o psychologicznych aspektach motywowania pracowników do działania, podwyżkach czy innych formach dowartościowania. Najskuteczniejszą metodą są zmiany systemowe – zaznacza doktor Mellibruda.

Niestety, zaproponowanie zmian systemowych wiąże się z wzięciem na siebie odpowiedzialności, a ta jest w dużych przedsiębiorstwach rozproszona. Więc może lepiej jednak siedzieć cicho, zrobić zakupy do domu przez internet, przejrzeć najlepsze płaszcze na jesień i przeczytać artykuł o leniwych pracownikach.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

NIE TYLKO POLITYKA

WYWIAD 0 0W Sejmie się jej boją. Justyna Dobrosz-Oracz szczerze o "pościgach" za politykami
WYBORY2019 0 0Pierwszy sondaż prezydencki z Kidawą-Błońską! Zaskakujący wynik
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Gliński weźmie artystów za twarz, jak w PRL? Prawda może was zaskoczyć
WYBORY 2019 0 0"Wyborcza": opozycja ma szansę odsunąć PiS od władzy. Jest nowy sondaż

MOTO

0 0Niektórzy wysiadali, bo już nie mieli siły. To najlepsze szkolenie samochodowe w Polsce
0 0Znalazłeś korzystniejsze ubezpieczenie OC? Oto jak bez problemów zmienić firmę ubezpieczeniową
0 0Krótka ławka PiS. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Władza tworzy nam nowy styl życia". Raczek o skandalu z filmem, który przeszkadza PiS-owi
FELIETON 0 0Krucjata krzyżowa Prezesa Kaczyńskiego. Wiem, dlaczego to robi