
Plac Wileński w Warszawie nie ma szczęścia do pomników. Przez lata okupowali go osławieni "Czterej Śpiący" z Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego. Zniknęli dopiero przy okazji budowy drugiej linii metra i niedawno w warszawskim magistracie uznano, że nigdy tam nie wrócą. To postanowił wykorzystać niejaki Waldemar Reszkowski, który właśnie ustawił... tam własny pomnik. I tym razem w tle jest jednak trudna historia i wielka polityka.
REKLAMA
Na cokole po "Czterech Śpiących" znajduje się dziś bowiem olbrzymi głaz z tabliczką informującą, iż został poświęcony "Ofiarom Majdanu i Operacji Antyterrorystycznej na Ukrainie". Pomnik ten został stworzony nie mniej partyzanckimi metodami niż te, po które muszą dziś sięgać walczący na ukraińskim froncie.
Wielki głaz w miejscu Pomnika Braterstwa Broni został ustawiony zupełnie przypadkowo przez ekipę robotników pracujących przy budowie metra. Uznali, że tymczasowo pusty cokół będzie stabilnym i najbezpieczniejszym miejscem na wykopane znalezisko. Nim zdążyli go usunąć, Waldemar Reszkowski ozdobił go jednak tabliczką traktującą o ofiarach Majdanu i wydarzeń w Donbasie.
Choć Rzeszkowski przedstawia się jako przyjaciel wolnej Ukrainy, jego inicjatywa jest traktowana dziś raczej jako prowokacja polityczna. - Jesteśmy za tym, żeby w Warszawie znalazł się taki pomnik, ale plac Wileński nie jest do tego odpowiednim miejscem. Jedyne, co można przez to osiągnąć to skłócenie środowisk proukraińskich i tych, którzy chcą, żeby w tym miejscu stanął pomnik polskiego bohatera - cytuje Tomasza Czuwarę z organizacji Otwarty Dialog, stołeczna Gazeta.pl.
Źródło: Gazeta.pl
