Przemysław Wipler uważa, że ubiegłoroczna interwencja policjantów przypominała sceny rodem z Białorusi czy Rosji
Przemysław Wipler uważa, że ubiegłoroczna interwencja policjantów przypominała sceny rodem z Białorusi czy Rosji Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W związku z ujawnieniem nagrania monitoringu, który pokazuje moment ubiegłorocznego zatrzymania Przemysława Wiplera, poseł zorganizował w Sejmie konferencję prasową. Wipler stwierdził, że film wyraźnie pokazuje, iż policyjna wersja zdarzeń, przekonująca, że to on zaatakował funkcjonariuszy, jest nieprawdziwa. Jednocześnie poseł zwrócił się m.in. do premier Ewy Kopacz i byłego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza.

REKLAMA
Przemawiając w Sejmie do dziennikarzy, Wipler przypomniał, że po zajściu na ulicy Mazowieckiej ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz „publicznie go skazał”, ponieważ oświadczył, że „sprawa jest oczywista”. – Teraz oczekuję, że były minister Sienkiewicz powie, co miał na myśli, gdy mówił, że sprawa jest oczywista – oznajmił kandydat Nowej Prawicy na prezydenta Warszawy.
Wipler przypomniał także, że w tamtym czasie marszałkiem Sejmu była obecna premier Ewa Kopacz, która z racji pełnionych obowiązków mogła poprosić o dostęp do nagrania z udziałem posła. – Chciałbym, żeby premier powiedziała, dlaczego pierwszego dnia, gdy mogła zobaczyć to, co państwo dzisiaj zobaczyliście, ona tego nie zobaczyła, a jeżeli zobaczyła, to dlaczego tego nie pokazała Polakom? – zaznaczył Wipler.
Wipler zaznaczał, że Kopacz również skazała go publicznie. Podobnie postąpił prezydent Bronisław Komorowski, który wypowiedział się na temat zatrzymania posła podczas uroczystości zaprzysiężenia sędziów. – Potępił mnie publicznie przed tymi ludźmi, którzy sprawują w Polsce wymiar sprawiedliwości – stwierdził Wipler.
Poseł zadał szefowej rządu także inne pytanie. – Czy w kraju, w którym rządzi premier Kopacz, a wcześniej rządził premier Tusk, służby powinny się tak zachowywać? Czy to jest dla was ok? Wydali 16 mln zł na spot promujący Polskę za granicą. Jaka jest promocja Polski, gdy dzieją się rzeczy, które bardziej kojarzą się z Rosją czy Białorusią? – zapytał poseł.
Wipler zauważył przy tym, że gdyby nagranie zostało opublikowane zaraz po zajściu, to w kraju wybuchłby kryzys rządowy, a ówczesny minister Sienkiewicz miałby poważne kłopoty.
Poseł dodał, że w ciągu minionego roku zgłosiło się do niego wiele osób, które zostały potraktowane przez policjantów w podobny sposób. Wipler zadeklarował, że w dalszym ciągu będzie pomagał poszkodowanym.
Prokuratura odpowiada Wiplerowi
Odnosząc się do opublikowanego nagrania i słów Wiplera, Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, powiedział, że zdaniem śledczych przedstawione posłowi zarzuty w dalszym ciągu są zasadne. Prokuratura wciąż uważa więc, że Wipler znieważył słownie funkcjonariuszy, naruszył ich nietykalność cielesną oraz zmuszał przemocą funkcjonariuszy policji do zaniechania prawnej czynności służbowej.
Nowak dodał, że badając sprawę, śledczy mieli dostęp do zeznań poszkodowanych policjantów (Wipler odmówił składania zeznań), bezstronnych świadków oraz pełnego nagrania monitoringu. Rzecznik podkreślił, że nagranie opublikowane przez media jest niepełne i zostało zmontowane. – Pełny przebieg jest bardziej niekorzystny dla podejrzanego – zapewnił Nowak.
Prokuratura nie opublikuje pełnego zapisu z monitoringu, ponieważ jest on częścią przekazanych do sądu akt sprawy. W związku z tym nie może zostać opublikowany przed pierwszą rozprawą.
Nowak podkreślił, że prokuratura nie dopatrzyła się w zachowaniu interweniujących policjantów znamion przekroczenia uprawnień służbowych. Według niego funkcjonariusze zastosowali wobec posła legalne środki przymusu bezpośredniego. Rzecznik zaprzeczył przy tym słowom posła, który przekonuje, że przynajmniej jeden z policjantów uderzał go pięścią w twarz.
– Zaręczam, że nie został uderzony pięścią. To nie zostało stwierdzone, żaden ze świadków na to nie wskazuje, monitoring na to nie wskazuje – zaznaczył Nowak, dodając, że Wipler, który twierdzi, że podszedł do policjantów, ponieważ chciał w pokojowy sposób pomóc legitymowanemu koledze, "nie miał żadnego prawa po pijanemu podejmować się interwencji społecznej".