
Partia Republikańska po raz pierwszy od ośmiu lat zdobyła większość w obu izbach Kongresu m.in. dlatego, że zmiażdżyła wewnętrznego wroga – radykałów, przez których wszystkim kandydatom dorabiano twarz rasistów i seksistów. Największa polska prawicowa partia, która ma u siebie Antoniego Macierewicz i Krystynę Pawłowicz, powinna z tej taktyki wyciągnąć solidną lekcję.
REKLAMA
Samooczyszczenie po amerykańsku
Republikanie rozbili Demokratów wyborach do Kongresu, gdzie będą mieli przewagę największą od 70 lat, od czasów prezydentury Harry'ego Trumana. I choć na ten sukces złożyło się wiele czynników, w amerykańskiej prasie szczególnie podkreśla się jeden – wewnętrzny. – Liderzy Republikanów wiedzieli, że jeśli chcą wygrać Senat, muszą rozgromić wroga: nie Demokratów, ale buntowników w swojej partii – napisał po ogłoszeniu wyników "New York Times".
Republikanie rozbili Demokratów wyborach do Kongresu, gdzie będą mieli przewagę największą od 70 lat, od czasów prezydentury Harry'ego Trumana. I choć na ten sukces złożyło się wiele czynników, w amerykańskiej prasie szczególnie podkreśla się jeden – wewnętrzny. – Liderzy Republikanów wiedzieli, że jeśli chcą wygrać Senat, muszą rozgromić wroga: nie Demokratów, ale buntowników w swojej partii – napisał po ogłoszeniu wyników "New York Times".
Nie chodzi tu o bunt zagrażający jedności partii. Raczej o ideologiczny i retoryczny. Wśród republikańskich strategów panuje przekonanie, że przy okazji poprzednich wyborów partię zbyt drogo kosztowały wyskoki radykalnych polityków. Jak choćby Todda Akina, byłego kongresmena z Missouri, który w szczycie kampanii z 2012 roku mówił, że "zgwałcona kobieta nie zachodzi w ciążę". Albo Chrisa McDaniela, reprezentanta radykalnego skrzydła republikanów z Tea Party, który zasłynął rasistowskimi i seksistowskimi wypowiedziami.
"Dość" – powiedziało kierownictwo GOP, wprowadzając restrykcyjną politykę wobec swoich ekstremistów. Za kandydatami na kongresmenów wysłano nawet w teren anonimowych obserwatorów, którzy rejestrowali ich spotkania z wyborcami i dokładnie analizowali wystąpienia. Wszystko po to, by nikt nie "palnął" czegoś, co - jak mówił kilka miesięcy temu lider Republikanów w Senacie Mitch McConnell - mogłoby stworzyć wrażenie, że są "niedorośli do rządzenia". Dyscyplina się opłaciła.
Prawicowy radykalizm po polsku
PiS miało i ma wiele wspólnego z Republikanami. Radykałowie to jedna z tych rzeczy. Po drugiej stronie oceanu są Akin czy McDaniel, u nas Krystyna Pawłowicz, Stanisław Pięta, Antoni Macierewicz czy Artur Górski (ten, który mówił, że kazałby rodzić swojej żonie po gwałcie). Czy to na sali sejmowej, czy podczas spotkań wyborcami, potrafią szokować radykalnymi wypowiedziami. Koledzy z partii muszą się za nich tłumaczyć, ale nie widać, by chcieli ich "uciszyć" (tak samo jest zresztą z PO i Stefanem Niesiołowskim).
PiS miało i ma wiele wspólnego z Republikanami. Radykałowie to jedna z tych rzeczy. Po drugiej stronie oceanu są Akin czy McDaniel, u nas Krystyna Pawłowicz, Stanisław Pięta, Antoni Macierewicz czy Artur Górski (ten, który mówił, że kazałby rodzić swojej żonie po gwałcie). Czy to na sali sejmowej, czy podczas spotkań wyborcami, potrafią szokować radykalnymi wypowiedziami. Koledzy z partii muszą się za nich tłumaczyć, ale nie widać, by chcieli ich "uciszyć" (tak samo jest zresztą z PO i Stefanem Niesiołowskim).
Jak mówi w rozmowie z naTemat prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, skoro PiS tak fascynuje się Republikanami, mógłby czerpać z ich doświadczeń na polu walki z partyjnym ekstremizmem. – Więcej koordynacji, dyscypliny - to na pewno. Obserwuję działania polskich partii politycznych i widzę, że mimo wielkich pieniędzy i profesjonalizacji, od czasu do czasu zdarzają się takie spontaniczne wypowiedzi czy działania, za które ugrupowanie płaci cenę – stwierdza.
Chodzi też o rozłożenie akcentów. Są momenty, gdy smoleński radykalizm, który uosabia Macierewicz, staje się motywem przewodnim w PiS. Partia ostro straciła np. po aferze z "trotylem na wraku tupolewa". Lekcja Republikanów brzmi: nie pozwalaj radykałom płynąć w głównym nurcie.
Dopóki w partii jest tylko skrzydło radykalne, to nie grozi jej spadek poparcia. - Ale kiedy partia zostanie nośnikiem tych skrajnych treści, to może być uznana za nieodpowiedzialną w kwestii rządzenia państwem. Czytaj więcej
"W centrum nikt nie czeka"
Na tym jednak republikańska nauczka dla PiS się kończy. Recepty, o której pisze "NYT" nie da się przełożyć na polskie warunki jeden do jednego. Amerykanie mają zamknięty, dwupartyjny system, my - proporcjonalny, gdzie nie ma czegoś takiego jak "swing states" (niezdecydowane stany, o które walczą obie partie). Republikanie muszą docierać do neutralnego "środka", a PiS, jak twierdzą eksperci i o czym mówią sami politycy, wręcz przeciwnie.
Na tym jednak republikańska nauczka dla PiS się kończy. Recepty, o której pisze "NYT" nie da się przełożyć na polskie warunki jeden do jednego. Amerykanie mają zamknięty, dwupartyjny system, my - proporcjonalny, gdzie nie ma czegoś takiego jak "swing states" (niezdecydowane stany, o które walczą obie partie). Republikanie muszą docierać do neutralnego "środka", a PiS, jak twierdzą eksperci i o czym mówią sami politycy, wręcz przeciwnie.
– Prawda jest taka, że w centrum nikt na nas nie czeka – mówił w kwietniu tego roku rzecznik PiS Adam Hofman. Jak twierdzi, tezę, że mówienie o Smoleńsku szkodzi PiS-owi, forsują tylko oderwani od rzeczywistości dziennikarze.
– PiS nie ma po co powstrzymywać radykałów, dopóki jest to radykalizm retoryczny. PiS nie walczy o swing states. Przeciwnie, posiadł umiejętność mobilizowania radykalnych wyborców. Gdyby partia Kaczyńskiego zastosowała taką samą taktykę jak Republikanie, byłoby to w najgorszym razie neutralne – zwraca uwagę prof. Chwedoruk.
– Większym zagrożeniem dla PiS byłaby demobilizacja radykalnych wyborców. Kaczyńskiego bardzo ciężko będzie przesunąć się do środka, a na nich zawsze może liczyć, bo są najwierniejsi – potwierdza Wiesław Gałązka, specjalista od wizerunku z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Tomasz Lis w październiku ubiegłego roku pisał w "Newsweeku", że tak politycy PiS, jak Republikanie, stali się "zakładnikami ideologicznych ekstremistów". Amerykanie, o czym najlepiej świadczą wyniki wyborów, przynajmniej na chwilę sobie z tym poradzili.
PiS - jeśli chce utrzymać swój stan posiadania - nie może sobie na to na razie pozwolić.
