
Głośna sprawa zwolnionej katechetki, która żyła w konkubinacie i zaszła w ciążę ma swój szczęśliwy finał. Dostanie pracę w Katolickim Centrum Edukacyjnym jako pedagog. Szkoda tylko, że wymagało to nagłośnienia sprawy przez dziennikarzy.
REKLAMA
Sprawa opisana przez "Gazetę Wyborczą" odbiła się głośnym echem niemal we wszystkich polskich mediach. Wiele osób nie potrafiło zrozumieć, dlaczego zwalnia się z pracy ciężarną kobietę. Eksperci w rozmowie z naTemat zgodnie jednak głosili, że decyzja jest prawem Kościoła, a życie prywatne katechetki musi być zgodne z jej naukami. Miejsce pracy po katechetce zajął ksiądz.
Kobieta, która "nie spełniła oczekiwań moralnych" nie zostanie jednak pozostawiona sama sobie. Jak czytamy w "Wyborczej", w czwartek wieczorem ks. Wilk z krakowskiej kurii pani Sylwii sms-a w którym zapenił, że może spać spokojnie. Dzień później poinformował dziennikarzy, że znalazł sposób na wyjście z sytuacji i że zwolniona katechetka będzie zatrudniona u niego na pełny etat, aż do porodu.
Pani Sylwia uzyska tym samym prawo do płatnego urlopu macierzyńskiego i wszystkie świadczenia zdrowotne. Ks. Wilk przyznaje, że nie znalazł od razu wyjścia z sytuacji. – Nie wiem, czemu wcześniej o tym nie pomyślałem - mówi ks. Krzysztof Wilk. Być może potrzebny był do tego dopiero rozgłos medialny.
Źródło: Wyborcza.pl
