Statek kosmiczny VirginGalactic rozpadł się w powietrzu. Pilot, który przeżył katastrofę, zdradza jej przyczyny
Statek kosmiczny VirginGalactic rozpadł się w powietrzu. Pilot, który przeżył katastrofę, zdradza jej przyczyny Fot.virgingalactic.com

Pilot Peter Siebold opowiedział policji o tym jak doszło do wypadku Virgin Galactic. Nie wiedział, że drugi pilot tak wcześnie odblokował system pozycjonowania statku, który wchodzi w atmosferę. Na skutek tego maszyna się rozpadła. To zgadzałoby się z wersją wydarzeń przyjmowaną przez amerykańskich śledczych.

REKLAMA
- Siebold powiedział nam, że został wyrzucony ze statku w momencie, gdy rozpadała się kabina pilotów. W pewnym momencie odpiął pas fotela lotniczego i automatycznie otworzył się spadochron - powiedział dziennikarzom przedstawiciel amerykańskiej organizacji bezpieczeństwa lotniczego - National Transportation Safety Board.
W tym wypadku zawiniły błąd ludzki i technika: Michael Alsbury - pilot, który zginął w katastrofie, na początku samodzielnego lotu odblokował specjalne ogony (feathering system), które znajdują się na tyle statku kosmicznego. Ale nie wydał komendy, by się wysunęły. Komputer z jakiegoś powodu zrobił to za niego.
System pozycjonowania statku jest potrzebny dopiero, gdy statek jest wysoko na orbicie. Podnosi wtedy ogony, które powodują że statek nie wznosi się nieprzytrzymywany siłą grawitacji, tylko leci do przodu. Ponieważ ogony wypuszczone zostały za wcześnie, opór powietrza był za duży i w efekcie pojazd połamał się na kawałki.
Amerykańskie media porównują przeżycie katastrofy przez Petera Siebolda do scenariusza filmu sensacyjnego. Siebold został tylko ciężko poturbowany upadkiem. Wyrzucony z rozpadającego się statku zaczął spadać na ziemię z prędkością naboju. Uratował go spadochron. Lecąc zdołał nawet pokazać pilotowi w przelatującym myśliwcu "thumbs up".