
Polska scena polityczna nie zmienia się od lat. W samej wierchuszce niepodzielnie rządzą dwie partie PO i PiS, jak satelity krążą PSL i SLD. Pojawiają się nowe ugrupowania, ale złożone są one zwykle z tych samych graczy przystrojonych w inne piórka. Wciąż narzekamy na brak świeżej krwi.
Polacy chcą nowych twarzy i są zmęczeni starą klasą polityczną. Według zeszłorocznego sondażu, który przeprowadziło CBOS, 34 proc. wyborców nie widziało na scenie politycznej partii, która wyrażałaby ich poglądy i dbała o ich interes. A 56 proc. na pytanie, którą partie uważa za sobie bliską, odpowiedziało, że nie ma takiej.
Jednak nieprawdą jest, że polska scena polityczna znajduje się w stagnacji. – Od około 2002 roku pojawiają się lokalne komitety wyborcze, w dużej mierze złożone z młodych, aktywnych ludzi – mówi dr Olgierd Annusewicz, zastępca dyrektora Ośrodka Analiz Politologicznych UW.
W takim razie, co się dzieje z tymi młodymi politykami i dlaczego ich ugrupowania nie odnoszą sukcesu? Młodzi niezadowoleni Najbliższe wybory samorządowe pokazują, że młodzi rwą się do polityki, a ten zryw w dużej mierze spowodowany jest niezadowoleniem z obecnego stanu rzeczy. Dobrym przykładem jest m.in. Kraków Przeciw Igrzyskom, który powstał w wyniku spontanicznego zrywu krakusów oponujących przeciwko zorganizowaniu w stolicy Małopolski Zimowych Igrzysk Olimpijskich.
Liderem tego ugrupowania jest Tomasz Leśniak, 28-letni socjolog. O starcie w wyborach samorządowych podjął decyzję, gdy w referendum ws. organizacji igrzysk 70 proc. krakowian opowiedziało się przeciwko imprezie. Szefową jego sztabu została 24-letnia Weronika Śmigielska, magister z kultury współczesnej. Z listy komitetu kandyduje też Łukasz Kuczmiński, który wsławił się wygraną wojną z deweloperem.
– Kiedy zacząłem krzyczeć w sprawie Leoparda, krakowskiego dewelopera, który zbankrutował i wyniku tej decyzji jego klienci mieli zostać z 30-letnimi kredytami, a bez mieszkań, słuchały mnie raptem dwie osoby. Gdy zorganizowałem spotkanie przyszło pięć, kiedy poinformowałem media, było ich już 200. Wygraliśmy sprawę, która wydawała się z góry przegrana. To uświadomiło mi, że warto działać, dlatego działam – mówi Łukasz, który w najbliższych wyborach startuje do rady miasta Krakowa.
W Warszawie z listy Zielonych kandyduje Joanna Erbel. Promuje działanie prospołecznościowe, stawia na budowanie kapitału społecznego, ekologię. O Erbel było głośno, w związku z jej wywiadem do "Gazety Wyborczej". Dziennik opublikował dwie wersje tej rozmowy, autoryzowaną i taką, której Erbel nie poprawiała. Miało to wykazać niekompetencję kandydatki.
Kolejną warszawską organizacją, która powstała "w geście niezgody na politykę stołecznego ratusza" jest inicjatywa Miasto Jest Nasze, założona w październiku 2013 roku. Tak piszą o sobie na stronie internetowej.
Miasto Jest Nasze
W Szczecinie z kolei powstał komitet Cogito. Jego członkami są ludzie niezrzeszeni: lekarka, nauczycielka, trener piłki nożnej, studenci i piłkarze. Stawiają na sprawy społeczne chcą wynagradzać obywateli, którzy działają na rzecz społeczności.
Różne miasta, różne ugrupowania. Zwykle stawiają na działania lokalne, chcą budować kapitał społeczny, wywodzą się nie z klasy politycznej, tylko z obywateli zmęczonych obecną władzą. Jest jeszcze jedna rzecz, która ich łączy – niskie poparcie.
Głosujemy na znanych albo rozpoznawalnych Zieloni mają zaledwie 2,2 proc. poparcia, Miasto Jest Nasze w ogóle nie zostało odnotowane w sondażach do rady miasta, Kraków Przeciw Igrzyskom ma 4 proc, KWW Cogito ma marginalne poparcie. Czy te dane nie pokazują, że Polakom tak naprawdę dobrze jest z obecną władzą?
– Trzeba pamiętać, że będą to wybory na czterech poziomach: do rad gmin, powiatów, sejmików wojewódzkich oraz na wójta czy burmistrza. W miastach na prawach powiatów będą to trzy poziomy. Młode ruchy z pewnością będą beneficjentem w tych wyborach na najniższym szczeblu, ponieważ w swoich działaniach potrafią wskazywać wymiar lokalny – tłumaczy doktor Olgierd Annusewicz.
Na najwyższych szczeblach najprawdopodobniej wygrają starzy wyjadacze. Dlaczego? Ponieważ z politykami jest jak z piosenkami, postawimy na tych, których znamy. O ile lokalnego działacza sąsiad może kojarzyć z ulicy albo sklepu, o tyle w dużych wyborach kierujemy się względami osobowościowymi.
– Nie ma co się łudzić, że ktokolwiek głosuje na program kandydata i politycy znakomicie zdają sobie z tego sprawę. Kiedy pytam moich studentów politologii, czy kiedykolwiek zapoznali się z programem polityka, na którego chcieli oddać swój głos, to rękę do góry podnoszą zaledwie 2-3 osoby – mówi Olgierd Annusewicz i dodaje, że kluczową sprawą dla kandydata jest nawiązanie relacji z wyborcą, która może się przełożyć na późniejszy wynik głosowania. W przypadku dużych graczy ten kontakt nawiązuje się przede wszystkim poprzez media.
Doktor z Ośrodka Analiz Politycznych wskazuje Piotra Guziała i Sebastiana Wierzbickiego, jako młodych polityków, którzy w dość krótkim czasie zbudowali kapitał polityczny. – Trzeba zadbać o tę rozpoznawalność i nie zrażać się kiepskim wynikiem osiągniętym w pierwszych wyborach, w których wzięło się udział – dodaje Olgierd Annusewicz.
Aby tylko wstawić nogę Młode ruchy zdają sobie z tego sprawę. Lider KWW Cogito Marek Garncarek liczy na to, że jego ugrupowaniu uda się zdobyć choćby jeden mandat.
– Chodzi o to, żeby chociaż wstawić tam nogę, żeby zrobić ferment – mówi Łukasz Kuczmiński z Komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom. – Nie mamy przecież takich funduszy, jak duże partie. Portale społecznościowe i internet znacznie rozszerzyły nasze pole działania, gdyby nie one, to trudno byłoby sprawić, żeby ktokolwiek o nas usłyszał – tłumaczy.
Sam celuje do grupy wyborców w wieku 30-40 lat. Tłumaczy, że starsi ludzie zwykle dużo narzekają, ale ostatecznie głosują na sprawdzonych polityków. – Kiedy z nimi rozmawiam, to najpierw słyszę, że mają już dosyć partii obecnych na scenie politycznej, ale gdy opowiadam im o naszej inicjatywie to wycofują się z antypatii do starych polityków. Tłumaczą, no może ten Majchrowski jednak coś zrobił, a was przecież nie znam. Po prostu ręce opadają – zżyma się Kuczmiński.
Tę tezę potwierdza Olgierd Annusewicz. – Ludzie starają się też podejmować decyzje racjonalnie. I często oddanie głosu na ugrupowanie, które nie ma szansy zrealizować swojego programu wyborczego, wydaje im się bezsensowne.
Łukasz liczy na to, że uda mu się dostać do rady miasta. – Fajnie byłoby gdyby ludziom bardziej się chciało zmienić świat wokół siebie, ten najbliższy im samym. Może z czasem zaczną głosować na ludzi, którym też na tym zależy. Wychodzę z założenia, że kropla drąży skałę.
A dr Olgierd Annusewicz dodaje, że porażka jest dla ugrupowania testem trwałości. Jeśli młode ruchy utrzymają się do następnych wyborów i staną się rozpoznawalne, to jest spora szansa, że kolejnym uda im się osiągnąć lepszy wynik.
