
Na pozór dość zaskakującą propozycję złożył amerykańskim studentom republikański kandydat do fotela prezydenta USA Mitt Romney. Zdaniem milionera, młodzi nie powinni unikać pożyczania pieniędzy od rodziców. I jeżeli mają tylko takie możliwości, na kapitale od mamy i taty budować własną pozycję. Ale, czy to nie wstyd?
REKLAMA
Takie podejście praktycznie całkowicie różni się przecież od tego, co od lat jest lansowane jako właściwe podejście do życia, którym powinni kierować się młodzi ludzie. W powszechnej opinii, największym uznaniem darzy się przecież tych, którzy na wszystko co mają zarobili własnymi rękami. Może na słonecznym południu panuje nieco inne podejście, zgodnie z którym do trzydziestki nie powinno się nawet myśleć o opuszczeniu okolic maminej spódnicy, jednak w większości nowoczesnych, cywilizowanych krajów docenia się maksymalną samodzielność, a piętnuje chodzenie w życiu na skróty. Nowe auto od rodziców, czy utrzymywane przez nich mieszkanie mogą pomóc w lansowaniu się w towarzystwie, ale na dłuższą metę rzadko stają się przecież powodem do dumy ze sposobu życia. Takich ludzi raczej się wyśmiewa, niż podziwia. Nie inaczej, jak tych którzy własny biznes w zasadzie dostali w prezencie od bliskich. Krytycy Janusza Palikota z lubością wytykają mu na przykład to, że w młodości start w wielkim biznesie zapewniły mu fundusze otrzymane od teścia.
A słynne motto "od zera do milionera" to przecież streszczenie opowieści o amerykańskim śnie, która leży u podstaw afirmacji samodzielności. Tymczasem obrzydliwie bogaty i słynący z przedsiębiorczości amerykański polityk mówi swoim młodym rodakom, że właśnie nie tędy droga. I radzi, by podjęli ryzyko, zdobyli wykształcenie i jak najszybciej wystartowali ze swoją własną działalnością, a na starcie nie bali się sięgnąć do kieszeni rodziców, jeżeli tylko ci są w stanie im pomóc. Za najlepszy przykład dając historię właściciela znanej w USA sieci kanapkowej Jimmy John's, Jimmiego Johna Liautauda, który wymyślił swój biznes po czym po kapitał na początek poszedł prosto do swojego ojca. I będąc progu dorosłości zapewne trudno nie zacząć się zastanawiać, czy amerykański polityk przypadkiem nie ma racji.
Właściwie choćby przytoczony przypadek Janusza Palikota również skłania do tego, by za wszelką cenę nie upierać się przy samodzielności i jeśli w pobliżu jest zamożny bliski, wprost poprosić go o pieniądze na realizację własnych marzeń. Poza tym, na liście najbogatszych Polaków bardzo łatwo można znaleźć jeszcze więcej przykładów, że warto wykorzystać właśnie taką ścieżkę do wielkiej kariery i pieniędzy. Własnych, choć na początku zdobytych dzięki uprzejmości rodziny.
Tak swoje imperium zaczął przecież budować najbogatszy człowiek w Polsce, czyli Jan Kulczyk. Pierwszy kapitał na realizację nowatorskich jak na tamte czasy planów biznesowych otrzymał on bowiem od zamożnego ojca Henryka. W podobny sposób do podboju hermetycznego świata kosmetyków wystartowała dr Irena Eris. Na początku lat 80-tych mogła założyć swój pierwszy mały zakład produkujący kremy tylko dzięki temu, że pieniądze na ten interes podarowali jej rodzice. Wcześniej otrzymali bowiem w spadku dom, który spieniężyli i zdobyte w ten sposób fundusze oddali w ręce przedsiębiorczej córki. Czy rekiny biznesu zajmowałby więc swoją dzisiejszą pozycję, gdyby uparcie odmawiali przyjęcia pieniędzy od rodziców? Kto wie. Być może wielu ich rówieśników wówczas tak uczyniło i dziś bardzo tego żałuje.
Ciekawe, jaką drogę wolelibyście Wy wybrać? A może sami pożyczyliście pieniądze od rodziców, by je pomnożyć. Jak i czy w ogóle umówić się na spłatę takiej pożyczki?
