
Trwające postępowanie aukcyjne na rozdysponowanie częstotliwości LTE to kluczowa sprawa dla rozwoju Polski – również dla naszej gospodarki. Przyznają to zarówno politycy, jak i niezależni eksperci. Tymczasem jeden z posłów poprosił Biuro Analiz Sejmowych o opinię na temat... terminów w aukcji, choć żadna ze stron biorących w niej udział nie zgłaszała w tej kwestii wątpliwości. Według analizy BAS aukcję powinno się unieważnić i ogłosić od nowa. Taka opinia stoi jednak w kompletnej sprzeczności z opiniami niezależnych prawników.
O opinię do BAS zgłosił się Antoni Mężydło, w odniesieniu do wątpliwości, jakie wobec aukcji miał UOKiK. Prezes UOKiK miał wątpliwości co do faktu, że rozdysponowanie odbędzie się w drodze aukcji, a nie przetargu, a wtórowali mu właśnie Antoni Mężydło i Ludwik Dorn.
Aukcja daje przede wszystkim pewność, że kupujący musi oferować żywe pieniądze – a więc operatorzy zgłaszający się do aukcji muszą mieć płynność finansową, być stabilni, a nie mieć fikcyjne finanse. Rozumiem, że kiedy taki operator wygrywa, to po prostu musi zorganizować swoją działalność i inwestycję zrealizować – tego zresztą wymagają warunki aukcji. Czytaj więcej
W analizie sejmowej nie podjęto jednak tych wątków, a jedynie... terminy aukcji, które jakoby miałyby być niezgodne z rozporządzeniem ministerstwa administracji i cyfryzacji z 19 lipca 2013. W skrócie: chodzi o to, że zgodnie z prawem oferty powinno się móc składać w terminie do 45 dni od ogłoszenia aukcji.
Prof. Szydło w swojej analizie wskazuje jednak, że aukcję należałoby unieważnić, a następnie ogłosić na nowo. Dla UKE, ministerstwa cyfryzacji, a także telekomów, które przecież zgodnie chcą jak najszybszego przeprowadzenia postępowania, byłby to spory problem. Przede wszystkim jednak byłby to problem dla Polski, bo im szybciej rozdysponujemy częstotliwości, tym szybciej zaczną się inwestycje. I tym szybciej zaczniemy realizować cele Europejskiej Agendy Cyfrowej: zapewnienie wszystkim obywatelom do 2020 roku dostępu do szybkiego internetu. Jak rozdysponowanie częstotliwości w tym pomoże, wyjaśniał prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.
Uważam, że było dostatecznie dużo czasu, by wszystkie strony, instytucje publiczne, wyklarowały swoje stanowiska. (...) Te częstotliwości są niesłychanie istotne, bo zwiększają dostępność do internetu, także tego szybkiego. Tego procesu, który teraz jest, ja bym nie zatrzymywał. Czytaj więcej
Gdyby teraz trzeba było odwołać aukcję, odbyłoby się to ze szkodą przede wszystkim dla obywateli, którzy musieliby dłużej czekać na szybszy internet lub na dostęp do internetu w ogóle. LTE bowiem ma wypełnić dostępem do sieci tam, gdzie operatorom kompletnie nie opłaca się, nawet z unijnym dofinansowaniem, stawiać infrastruktury stacjonarnej.
Na szczęście wątpliwe jest, by UKE teraz unieważniło przetarg. Po pierwsze dlatego, że po prostu byłoby to absurdalne – odwoływać całe postępowanie i ogłaszać na nowo tylko po to, żeby wydłużyć czas składania ofert o 9 godzin, z czego połowa tego czasu przypada na wieczór i noc.
W doniesieniach prasowych zakwestionowano prawidłowość określenia terminu przez Prezesa UKE, podając przy tym dwa argumenty. Po pierwsze, że przepisy nakazują nieuwzględnienie w obliczeniach dnia zdarzenia, od którego liczy się termin tj. dnia 10 października. Po drugie, że termin powinien minąć z upływem ostatniego dnia terminu, czyli 24 listopada 2014 r. o godzinie 24:00. Obydwa powyższe argumenty nawiązują do sposobu liczenia terminu określonego w art.111 Kodeksu cywilnego (dalej Kc). Warto w związku z tym podkreślić, że w przypadku aukcji na rezerwację częstotliwości przepisy Kc bez wątpienia nie znajdują zastosowania. Brak jest w nich bowiem – jak w przypadku innych przepisów Pt (np. art.104 ust.1) – wyraźnego odwołania do kodeksu.
W związku z brakiem stosowania przepisów Kc, możliwa jest więc następująca interpretacja. Po pierwsze: postanowienie w Rozporządzeniu, że aukcja rozpoczyna się w dniu opublikowania może być traktowane jako wskazówka interpretacyjna, że dzień ogłoszenia powinien być wliczany do terminu złożenia oferty wstępnej. Po drugie, że termin ten upływa nie na koniec 45-dniowego dnia od ogłoszenia aukcji (godz.24.00), ale że Prezes UKE ma swobodę określenia – w ramach 45 dnia od ogłoszenia aukcji – innej godziny, do której mają zostać złożone oferty.
Z możliwości takiej skorzystał w analizowanym postępowaniu, zastrzegając obowiązek osobistego złożenia ofert w godzinach pracy Urzędu tj. do g.15.00.
Aukcja na częstotliwości jest aukcją sprzedażową, a nie zakupową i nie jest realizowana w rygorze Prawa zamówień publicznych. Ramy takiej aukcji ustala Prawo telekomunikacyjne oraz rozporządzenie Ministra Administracji i Cyfryzacji w sprawie w sprawie przetargu, aukcji oraz konkursu na rezerwację częstotliwości lub zasobów orbitalnych przetargu, aukcji oraz konkursu na rezerwację częstotliwości lub zasobów orbitalnych.
Sposób szczegółowych rozwiązań leży w gestii organizatora. (…) Należy odróżnić sposób liczenia terminu od wyznaczenia terminu. Co do sposobu liczenia - zgoda: upływ terminu na określoną czynność od określonej daty kończy się co do zasady z upływem godziny 24. Lecz termin składania ofert czy zakończenia aukcji lub rundy jest terminem wyznaczanym przez organizatora (a nie obliczanym od innego wydarzenia). Może to nastąpić poprzez podanie dokładnej daty z godziną (np. dla terminu składania ofert) lub sposobu zamknięcia aukcji bądź warunku np., że brak ofert przez określony czas, co także jest praktykowane w zamówieniach publicznych. Takie postępowanie nie narusza żadnych zasad kodeksowych.
Niestety, niektórzy posłowie najwyraźniej postanowili postawić sobie za punkt honoru zatrzymać aukcję, by móc de facto przesunąć jeden termin o 9 godzin – które i tak nikomu różnicy nie zrobią. I zaszkodzić tym samym głównie Polakom. Faktem bowiem jest, że to obywatele najszybciej skorzystają na rozdysponowaniu częstotliwości LTE – dzięki szybkiemu rozpoczęciu inwestycji i sporym wpływom do budżetu. Operatorzy telekomunikacyjni zysków z tego jeszcze długo nie zobaczą.

