Kryzys polskiej państwowości? Przed wojną było o wiele gorzej

Marszałek Piłsudski w otoczeniu współpracowników w czasie zamachu majowego. Czy dziś zrobiłby w Polsce porządek?
Marszałek Piłsudski w otoczeniu współpracowników w czasie zamachu majowego. Czy dziś zrobiłby w Polsce porządek? Domena Publiczna
– To najczarniejsza karta w historii polskiej demokracji po 1989 roku – grzmiał w rozmowie z naTemat Jarosław Gowin. Były minister sprawiedliwości w tak mocnych słowach ocenia tegoroczne wybory samorządowe. Ale nie tylko III RP ma – według niektórych – problem z demokracją. Poważniejsze kryzysy targały Polską już niedługo po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Oto największe z nich.


Wtedy Polacy, przez 123 lata żyjący pod berłem cara, króla czy cesarza, nie wiedzieli co to demokracja. Na naukę życia w nowym ustroju nie było za późno, jednak ówczesny klimat polityczny – wiek XX nie bez powodu uznawany jest za wiek wojen – nie sprzyjał praworządności. Zanim młoda polska państwowość okrzepła, spiętrzyły się przed nią poważne problemy. I chyba nasi przodkowie nie zdali egzaminu z demokracji...


Ciszej nad tą trumną!
Wybory parlamentarne odbyły się w II RP sześciokrotnie. Pierwszy raz w 1919 - przeprowadzano je jeszcze w ogniu walk o granice, jednak wyłonienie jednoizbowego Sejmu było głównym zadaniem odradzającego się państwa. I Sejm spełnił zadanie z chwilą uchwalenia w 1921 roku tzw. konstytucji marcowej. Rok później, w listopadzie 1922 roku, przeprowadzono w II RP kolejne wybory – jak się okazało ostatnie w pełni „normalne”.


Już miesiąc później, w grudniu 1922 roku, w pierwszych w dziejach Polski wyborach prezydenckich niespodziewanie zwyciężył Gabriel Narutowicz. W II turze pokonał murowanego faworyta prawicy – hrabiego Maurycego Zamojskiego, a to dzięki głosom ludowców, mniejszości narodowych i lewicy. To był jednak początek horroru, który rozpętały środowiska prawicowe. W prasie uznano Narutowicza za „obcego prezydenta”, wytykano mu ateizm, kontakty z masonerią, udział w spisku żydowsko-ukraińskim. Endecy manifestowali na ulicach wielu miast; dochodziło do rozruchów.
Pierwszy prezydent został pogrzebany już za życia. Był przedmiotem obelg i kpin nawet w dniu swego zaprzysiężenia na najwyższy urząd w państwie.
– Czy jestem jeszcze naczelnikiem, czy nie? Nie mogę oddać władzy w tej chwili, kiedy banda g…zakłóca spokój, znieważa prezydenta, a rząd nic na to; dajcie mi władzę, a ja uspokoję ulicę – mówił Piłsudski do marszałka Macieja Rataja.


Prezydent zginął tragicznie kilka dni później, 16 grudnia 1922 roku. W gmachu warszawskiej Zachęty zastrzelił go niezrównoważony malarz Eligiusz Niewiadomski, sympatyk Narodowej Demokracji. Dla wielu endeków męczennik. Ale prawica chciała wyciszyć całą sprawę. "Ciszej nad tą trumną!" - apelował w głośnym artykule w "Rzeczpospolitej" prawicowy publicysta Stanisław Stroński.

Autorzy nagonki na prezydenta osiągnęli swój cel, ale ich działania oburzyły także świat kultury. – Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni / Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie – pisał w powstałym po zamachu wierszu Julian Tuwim.

Piłsudski idzie po władzę
Nie minęły cztery lata, a Polskę znowu dosięgnął poważny kryzys polityczny. W maju 1926 roku Piłsudski targnął się na demokrację i postanowił siłą przejąć władzę w kraju, gdzie – jak przekonywał – rządziła „sejmokracja”. Dlatego wprowadził do Warszawę wierną sobie armię i przeprowadził zamach stanu – zamach na polską demokrację. Ceną za władzę była śmierć ponad 160 cywilów i zniszczenia miasta. Praworządność w Polsce zeszła na drugi plan, demokratycznie wybrany prezydent zrzekł się władzy. Ale jego zwolennicy bronili się z bronią w ręku.
Parlamenty były w Polsce przed wojną rozwiązywane często, ale wtedy – po zamachu majowym – Piłsudski „oszczędził” posłów i senatorów. – Warunki tak się złożyły, że mogłem nie dopuścić was do sali Zgromadzenia Narodowego, kpiąc sobie z was wszystkich, ale czynię próbę, czy można jeszcze w Polsce rządzić bez bata. Nie chcę czynić nacisku, ale ostrzegam, że Sejm i Senat są instytucjami najbardziej znienawidzonym w społeczeństwie, ostrzegam, nie zawierajcie z kandydatami na prezydenta układów partyjnych, musi on stać ponad stronnictwami, winien umieć reprezentować cały naród – mówił do parlamentarzystów Piłsudski.

Zapowiadał jednocześnie „uzdrowienie” Polski, stąd jego zwolennicy nazywali obóz władzy "sanacją". Ale ówczesnej Polsce bliżej było do autokracji niż demokracji. Rządzili wojskowi - aż kilkadziesiąt proc. budżetu pochłaniały wydatki na wojsko - a opozycja nie miała szans, aby zmienić polityczną rzeczywistość. – Rząd, który doszedł do władzy na skutek próby sił przez most, nie upada na skutek próby sił przez drzwi – mówił poseł Związku Ludowo-Narodowego Jerzy Zdziechowski nawiązując do zamachu majowego i sposobu zliczania głosów poprzez przechodzenie parlamentarzystów przez dwie pary drzwi – jedne z napisem „TAK”, drugie - „NIE”.
Polskie piekiełko
Pierwsze wybory parlamentarne pod rządami sanacji odbyły się w 1928 roku; wygrał je – co nie było zaskoczeniem – powołany przez władze Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem – do Sejmu 25 proc., do Senatu 31 proc. Jeszcze więcej (prawie 47 proc.) BBWR zdobył w tzw. wyborach brzeskich z listopada 1930 roku, przeprowadzonych po akcji zastraszenia i aresztowania członków opozycji oraz osadzenia ich w twierdzy w Brześciu. W zakończonym w 1933 roku procesie brzeskim sądzono 11 parlamentarzystów jako „wichrzycieli politycznych”. Był wśród nich m.in. Wincenty Witos, skazany na półtora roku więzienia. Szykanowanie opozycji, unieważnienie jej list wyborczych i proces brzeski stały się symbolami brutalności polskiej władzy w II RP. Niekoniecznie dodały splendoru rządom marszałka, choć ten i tak cieszył się sporym poparciem.

Lata 30. to czas, kiedy najpełniej rozwijał się kult Piłsudskiego. Po jego śmierci w maju 1935 roku wprowadzono ustawę w myśl której za obrazę „dobrego imienia” marszałka groziło więzienie. Wybory z września tego roku, przeprowadzane w atmosferze żałoby po „pierwszym obywatelu”, przyniosły kolejne zwycięstwo obozu sanacyjnego, ale nie mogło być inaczej. Zbojkotowała je opozycja, a część głosów na nią prawdopodobnie unieważniono. Frekwencja wyniosła zaledwie niecałe 47 proc. - najmniej w całej historii II RP. Około pół miliona oddanych głosów było nieważnych; przynajmniej część z nich oddano świadomie.

Wprowadzona jeszcze za życia marszałka tzw. konstytucja kwietniowa (kwiecień 1935 roku) wzmacniała władzę prezydenta kosztem ograniczenia kompetencji parlamentu; ograniczono też liczbę posłów (z 444 do 208) i senatorów (ze 111 do 96). W wyborach do Sejmu zrezygnowano z list partyjnych na rzecz jednej, na kształt której wpływ mieli oczywiście aktualnie rządzący. Trzecią część senatorów mianował prezydent.
W 1938 roku przeprowadzono jeszcze jedne wybory parlamentarne, ale szybko polskie problemy z demokracją zeszły na drugi plan w obliczu niebezpieczeństwa wybuchem wojny. Paradoksalnie katastrofa, która spadła na nasz kraj w 1939 roku, częściowo położyła kres politycznym awanturom. Oczywiście opozycja obwiniała sanację za klęskę wojenną, ale w czasie okupacji Polacy pokazali, że umieją jednoczyć się w trudnych chwilach.

Choć różnili się poglądami współpracowali na rzecz polskiej niepodległości. Największe ugrupowania - Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Narodowe, Stronnictwo Pracy oraz Polska Partia Socjalistyczna (WRN) weszły w skład Politycznego Komitetu Porozumiewawczego, który tworzył polityczny pion Polski Podziemnej – fenomenu na skalę europejską.

***

– Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić – powiedział symbolicznego 11 listopada 1918 roku Piłsudski do współpracowników z rządu Ignacego Daszyńskiego, który utworzono kilka dni wcześniej.
Czyżby słowa jednego z ojców polskiej niepodległości były ciągle aktualne?