
Kompromitacja Państwowej Komisji Wyborczej to dla PiS dar niebios, kolejny dowód na to, że „państwo istnieje tylko teoretycznie”. Ale Kaczyński zupełnie sobie z wykorzystaniem tej szansy nie poradził. W poziomie kwestionowania podstaw instytucji państwa zrównał się z ekstremistami z Ruchu Narodowego i KNP. Zamyka też sobie szansę na być może jedyną koalicję, która dałaby mu szansę na rządzenie po wyborach w 2015 roku.
REKLAMA
Prawo i Sprawiedliwość miota się i szamocze, wydatkując wiele energii bez większego skutku. To już drugie wybory z rzędu, które partia Jarosława Kaczyńskiego jednocześnie wygrywa i przegrywa. W maju w eurowyborach zyskała 5 mandatów i zrównała się z PO, minimalnie przegrywając w liczbie głosów. Teraz PiS wygrał pod względem liczby wyborców, ale przegrał mandatami.
Niepotrzebne emocje
To pokazuje, że wizja rządów PiS, nawet samodzielnych, po wyborach parlamentarnych w 2015 roku nie jest tak pewna, jak wskazywałyby na to sondaże i buńczuczne deklaracje polityków tej partii. A Jarosław Kaczyński i jego doradcy właśnie zaprzepaszczają wielką szansę, by urealnić powrót do Kancelarii Premiera.
To pokazuje, że wizja rządów PiS, nawet samodzielnych, po wyborach parlamentarnych w 2015 roku nie jest tak pewna, jak wskazywałyby na to sondaże i buńczuczne deklaracje polityków tej partii. A Jarosław Kaczyński i jego doradcy właśnie zaprzepaszczają wielką szansę, by urealnić powrót do Kancelarii Premiera.
I to w sytacji, gdy problemy ze sprawnym przeprowadzeniem wyborów idą na konto PO. Ta partia rządzi od siedmiu lat, a do większości wyborców nie trafiają informacje, że skład PKW to dzieło Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego. Politycy PiS mogliby więc krytykować brak profesjonalizmu, zbyt niskie środki na przeprowadzenie wyborów (albo ich złe wykorzystanie – na remont siedziby, a nie na procedury wyborcze). Wybrali jednak broń większego kalibru.
Bezpodstawne zarzuty
PiS po raz kolejny rzuca poważne oskarżenia o sfałszowaniu wyborów. Po raz kolejny, bo te same zarzuty słyszeliśmy już w czasie kampanii do wyborów europejskich. Wtedy jednak nie padły żadne dowody, co nie skłoniło PiS do do odpuszczeniu tego tematu.
PiS po raz kolejny rzuca poważne oskarżenia o sfałszowaniu wyborów. Po raz kolejny, bo te same zarzuty słyszeliśmy już w czasie kampanii do wyborów europejskich. Wtedy jednak nie padły żadne dowody, co nie skłoniło PiS do do odpuszczeniu tego tematu.
Pomimo zaangażowania dużych środków w sprawdzanie procesu wyborczego, partia nie złapała nikogo za rękę, o czym pisał w naTemat Michał Gąsior. Trudno sobie wyobrazić, żeby fałszerstwo na skalę, o której mówi PiS, nie pozostawiło śladów. Tak dużej operacji nie przeprowadziłaby jedna osoba, ale ogromna grupa. W niej musiałoby się trafić słabsze ogniwo. – Nie wiem kto to zrobił – mówił tymczasem w Gdańsku Kaczyński. Ale to nie przeszkadza tej partii w wytaczaniu najcięższych dział. Dotychczas taka retoryka zarezerwowana była dla Ruchu Narodowego i Kongresu Nowej Prawicy.
PiS jak Ruch Narodowy
Obie wspomniane partie wyspecjalizowały się w antysystemowym podburzaniu nastrojów społecznych, licząc, że ogólnopolska rewolucja uliczna pozwoli im przejąć władzę. PiS starał się pokonać konkurencję na drodze tradycyjnej walki politycznej, tym bardziej, że Kaczyński to były premier, a nie rozrywany ambicjami student. Teraz PiS stawia się na równi z ulicznymi bojówkarzami i politycznymi awanturnikami, dając PO argument że „z terrorystami się nie negocjuje”.
Obie wspomniane partie wyspecjalizowały się w antysystemowym podburzaniu nastrojów społecznych, licząc, że ogólnopolska rewolucja uliczna pozwoli im przejąć władzę. PiS starał się pokonać konkurencję na drodze tradycyjnej walki politycznej, tym bardziej, że Kaczyński to były premier, a nie rozrywany ambicjami student. Teraz PiS stawia się na równi z ulicznymi bojówkarzami i politycznymi awanturnikami, dając PO argument że „z terrorystami się nie negocjuje”.
Kosmiczne przymierze
PiS wszedł też w taktyczny sojusz z Leszkiem Millerem z SLD, który absolutnie nic mu nie daje. – Na wojnie każdy bagnet dobry – przypominał rosyjskie powiedzenie Kaczyński. I zupełnie bagatelizował fundamentalny konflikt SLD-PiS. – Padały ostre słowa, ale to fragment historii III RP – mówił o elementarnym wręcz sporze postkomuniści-postsolidarnościowcy.
PiS wszedł też w taktyczny sojusz z Leszkiem Millerem z SLD, który absolutnie nic mu nie daje. – Na wojnie każdy bagnet dobry – przypominał rosyjskie powiedzenie Kaczyński. I zupełnie bagatelizował fundamentalny konflikt SLD-PiS. – Padały ostre słowa, ale to fragment historii III RP – mówił o elementarnym wręcz sporze postkomuniści-postsolidarnościowcy.
A chodzenie za rękę z Leszkiem Millerem może zrazić część wyborców Jarosława Kaczyńskiego. Podejrzewam, że budzi też pomruki niezadowolenia w partii, szczególnie wśród bohaterów podziemia, takich jak Piotr Naimski czy Antoni Macierewicz. Pytam drugiego z polityków o jego odczucia na temat współpracy.
Szkodliwa współpraca
– Na pewno bardzo źle oceniam portal naTemat oraz obłudę działania tej instytucji – mówi ze stoickim spokojem w głosie wiceprezes PiS. – Także źle oceniam treści, które mogę w ostatnim czasie, ale nie tylko, przeczytać w medium, które pan reprezentuję. Bardzo dziękuję za rozmowę i pozdrawiam – kończy uprzejmy jak zwykle Macierewicz.
– Na pewno bardzo źle oceniam portal naTemat oraz obłudę działania tej instytucji – mówi ze stoickim spokojem w głosie wiceprezes PiS. – Także źle oceniam treści, które mogę w ostatnim czasie, ale nie tylko, przeczytać w medium, które pan reprezentuję. Bardzo dziękuję za rozmowę i pozdrawiam – kończy uprzejmy jak zwykle Macierewicz.
Trudno jednak oczekiwać, by Macierewicz był ostatnimi decyzjami prezesa zachwycony. A ten szkodliwy wizerunkowo romans absolutnie nic Kaczyńskiemu nie daje. Nawet jeśli pomimo wpadnięcia w antysystemową gorączkę oraz romansowaniu z „czerwonymi” PiS-owi uda się wygrać wybory, nic im to nie da.
Przegrani zwycięzcy
Partia Kaczyńskiego wygrała wybory samorządowe, a będzie rządziła tylko w jednym województwie. To pokazuje dramatycznie słabą zdolność koalicyjną tego ugrupowania i brak potencjalnych partnerów. Wszak Kongres Nowej Prawicy i Ruch Narodowy przegrały te wybory z kretesem.
Partia Kaczyńskiego wygrała wybory samorządowe, a będzie rządziła tylko w jednym województwie. To pokazuje dramatycznie słabą zdolność koalicyjną tego ugrupowania i brak potencjalnych partnerów. Wszak Kongres Nowej Prawicy i Ruch Narodowy przegrały te wybory z kretesem.
Teraz Korwin-Mikke połyka język, bo dotychczas ostro krytykował narodowców, tymczasem Przemysław Wipler już mówi o wspólnych listach KNP i RN. Tonący brzytwy się chwyta. Ale nawet ta współpraca może nie dać tym ugrupowaniom 5 proc. i tak potrzebnych Kaczyńskiemu koalicyjnych szabel w Sejmie.
Niszczenie przyszłego koalicjanta
Wtedy jedynym możliwym koalicjantem PiS byłoby PSL. Tymczasem ostatnie lata to ostra walka tych ugrupowań i próba połknięcia ludowców przez partię Kaczyńskiego. Jak widać po wynikach wyborów samorządowych skończona na razie niepowodzeniem. Tymczasem PiS zamiast próbować obłaskawić ludowców, atakuje ich jako największe zło demokracji.
Wtedy jedynym możliwym koalicjantem PiS byłoby PSL. Tymczasem ostatnie lata to ostra walka tych ugrupowań i próba połknięcia ludowców przez partię Kaczyńskiego. Jak widać po wynikach wyborów samorządowych skończona na razie niepowodzeniem. Tymczasem PiS zamiast próbować obłaskawić ludowców, atakuje ich jako największe zło demokracji.
W polityce wybacza się wiele, co pokazują Miller i Kaczyński, ale potrzeba jednak nieco czasu, by wyborcy zapomnieli. Tymczasem prezes PiS zarzuca ludowcom prorosyjskość i bije w liderów PSL z jeszcze większą zaciekłością niż przed wyborami. Przed pierwszą turą PiS rozdał na wsi pół miliona ulotek przypominających wpadkę Marka Sawickiego z „frajerami”.
Nic z tego nie wyszło, bo PSL na wsi trzyma się mocno. Jedyny efekt to dodatkowe rozdrażnienie ludowców. Tak nie prowadzi się rozmówi koalicyjnych. Prawo i Sprawiedliwość przed wyborami przeżyło trudny okres związany z „wyprawą madrycką”. Wtedy prezes Kaczyński zachował się wzorowo. Dzisiaj, kiedy to on dostał prezent od losu, zaprzepaszcza szansę. Kolejną.
