Jarosław Kaczyński nie radzi sobie z kryzysem wokół wyborów parlamentarnych.
Jarosław Kaczyński nie radzi sobie z kryzysem wokół wyborów parlamentarnych. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Kompromitacja Państwowej Komisji Wyborczej to dla PiS dar niebios, kolejny dowód na to, że „państwo istnieje tylko teoretycznie”. Ale Kaczyński zupełnie sobie z wykorzystaniem tej szansy nie poradził. W poziomie kwestionowania podstaw instytucji państwa zrównał się z ekstremistami z Ruchu Narodowego i KNP. Zamyka też sobie szansę na być może jedyną koalicję, która dałaby mu szansę na rządzenie po wyborach w 2015 roku.

REKLAMA
Prawo i Sprawiedliwość miota się i szamocze, wydatkując wiele energii bez większego skutku. To już drugie wybory z rzędu, które partia Jarosława Kaczyńskiego jednocześnie wygrywa i przegrywa. W maju w eurowyborach zyskała 5 mandatów i zrównała się z PO, minimalnie przegrywając w liczbie głosów. Teraz PiS wygrał pod względem liczby wyborców, ale przegrał mandatami.
Niepotrzebne emocje
To pokazuje, że wizja rządów PiS, nawet samodzielnych, po wyborach parlamentarnych w 2015 roku nie jest tak pewna, jak wskazywałyby na to sondaże i buńczuczne deklaracje polityków tej partii. A Jarosław Kaczyński i jego doradcy właśnie zaprzepaszczają wielką szansę, by urealnić powrót do Kancelarii Premiera.
I to w sytacji, gdy problemy ze sprawnym przeprowadzeniem wyborów idą na konto PO. Ta partia rządzi od siedmiu lat, a do większości wyborców nie trafiają informacje, że skład PKW to dzieło Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego. Politycy PiS mogliby więc krytykować brak profesjonalizmu, zbyt niskie środki na przeprowadzenie wyborów (albo ich złe wykorzystanie – na remont siedziby, a nie na procedury wyborcze). Wybrali jednak broń większego kalibru.
Bezpodstawne zarzuty
PiS po raz kolejny rzuca poważne oskarżenia o sfałszowaniu wyborów. Po raz kolejny, bo te same zarzuty słyszeliśmy już w czasie kampanii do wyborów europejskich. Wtedy jednak nie padły żadne dowody, co nie skłoniło PiS do do odpuszczeniu tego tematu.
Pomimo zaangażowania dużych środków w sprawdzanie procesu wyborczego, partia nie złapała nikogo za rękę, o czym pisał w naTemat Michał Gąsior. Trudno sobie wyobrazić, żeby fałszerstwo na skalę, o której mówi PiS, nie pozostawiło śladów. Tak dużej operacji nie przeprowadziłaby jedna osoba, ale ogromna grupa. W niej musiałoby się trafić słabsze ogniwo. – Nie wiem kto to zrobił – mówił tymczasem w Gdańsku Kaczyński. Ale to nie przeszkadza tej partii w wytaczaniu najcięższych dział. Dotychczas taka retoryka zarezerwowana była dla Ruchu Narodowego i Kongresu Nowej Prawicy.
PiS jak Ruch Narodowy
Obie wspomniane partie wyspecjalizowały się w antysystemowym podburzaniu nastrojów społecznych, licząc, że ogólnopolska rewolucja uliczna pozwoli im przejąć władzę. PiS starał się pokonać konkurencję na drodze tradycyjnej walki politycznej, tym bardziej, że Kaczyński to były premier, a nie rozrywany ambicjami student. Teraz PiS stawia się na równi z ulicznymi bojówkarzami i politycznymi awanturnikami, dając PO argument że „z terrorystami się nie negocjuje”.
Kosmiczne przymierze
PiS wszedł też w taktyczny sojusz z Leszkiem Millerem z SLD, który absolutnie nic mu nie daje. – Na wojnie każdy bagnet dobry – przypominał rosyjskie powiedzenie Kaczyński. I zupełnie bagatelizował fundamentalny konflikt SLD-PiS. – Padały ostre słowa, ale to fragment historii III RP – mówił o elementarnym wręcz sporze postkomuniści-postsolidarnościowcy.
A chodzenie za rękę z Leszkiem Millerem może zrazić część wyborców Jarosława Kaczyńskiego. Podejrzewam, że budzi też pomruki niezadowolenia w partii, szczególnie wśród bohaterów podziemia, takich jak Piotr Naimski czy Antoni Macierewicz. Pytam drugiego z polityków o jego odczucia na temat współpracy.
Szkodliwa współpraca
– Na pewno bardzo źle oceniam portal naTemat oraz obłudę działania tej instytucji – mówi ze stoickim spokojem w głosie wiceprezes PiS. – Także źle oceniam treści, które mogę w ostatnim czasie, ale nie tylko, przeczytać w medium, które pan reprezentuję. Bardzo dziękuję za rozmowę i pozdrawiam – kończy uprzejmy jak zwykle Macierewicz.
Trudno jednak oczekiwać, by Macierewicz był ostatnimi decyzjami prezesa zachwycony. A ten szkodliwy wizerunkowo romans absolutnie nic Kaczyńskiemu nie daje. Nawet jeśli pomimo wpadnięcia w antysystemową gorączkę oraz romansowaniu z „czerwonymi” PiS-owi uda się wygrać wybory, nic im to nie da.
Przegrani zwycięzcy
Partia Kaczyńskiego wygrała wybory samorządowe, a będzie rządziła tylko w jednym województwie. To pokazuje dramatycznie słabą zdolność koalicyjną tego ugrupowania i brak potencjalnych partnerów. Wszak Kongres Nowej Prawicy i Ruch Narodowy przegrały te wybory z kretesem.
logo
Poparcie dla partii w wyborach do sejmików. Fot. naTemat
Teraz Korwin-Mikke połyka język, bo dotychczas ostro krytykował narodowców, tymczasem Przemysław Wipler już mówi o wspólnych listach KNP i RN. Tonący brzytwy się chwyta. Ale nawet ta współpraca może nie dać tym ugrupowaniom 5 proc. i tak potrzebnych Kaczyńskiemu koalicyjnych szabel w Sejmie.
Niszczenie przyszłego koalicjanta
Wtedy jedynym możliwym koalicjantem PiS byłoby PSL. Tymczasem ostatnie lata to ostra walka tych ugrupowań i próba połknięcia ludowców przez partię Kaczyńskiego. Jak widać po wynikach wyborów samorządowych skończona na razie niepowodzeniem. Tymczasem PiS zamiast próbować obłaskawić ludowców, atakuje ich jako największe zło demokracji.
W polityce wybacza się wiele, co pokazują Miller i Kaczyński, ale potrzeba jednak nieco czasu, by wyborcy zapomnieli. Tymczasem prezes PiS zarzuca ludowcom prorosyjskość i bije w liderów PSL z jeszcze większą zaciekłością niż przed wyborami. Przed pierwszą turą PiS rozdał na wsi pół miliona ulotek przypominających wpadkę Marka Sawickiego z „frajerami”.
Nic z tego nie wyszło, bo PSL na wsi trzyma się mocno. Jedyny efekt to dodatkowe rozdrażnienie ludowców. Tak nie prowadzi się rozmówi koalicyjnych. Prawo i Sprawiedliwość przed wyborami przeżyło trudny okres związany z „wyprawą madrycką”. Wtedy prezes Kaczyński zachował się wzorowo. Dzisiaj, kiedy to on dostał prezent od losu, zaprzepaszcza szansę. Kolejną.