Ostatnio przez przypadek wyciekła instrukcja stworzona w biurze prasowym PiS, która radziła posłom, jak mają wypowiadać się m.in. w sprawie wyborów
Ostatnio przez przypadek wyciekła instrukcja stworzona w biurze prasowym PiS, która radziła posłom, jak mają wypowiadać się m.in. w sprawie wyborów Fot. Sławomir Kamiński / AG

Jeszcze kilka lat temu w PiS nie było propagandowych instrukcji dla posłów. Dziś, podobnie jak inne partie, ugrupowanie Kaczyńskiego precyzyjnie określa na piśmie, co i jak mają mówić. Tylko dlaczego tak się tego wstydzi? – Wszyscy to robią i nie ma w tym nic dziwnego. Większość posłów dostaje rano SMS-y lub maile z partyjnym przekazem – opowiada były spin doctor PiS Michał Kamiński. Z kolei w PO słyszymy, że za odstępstwo od instrukcji grożą "konsekwencje".

REKLAMA
Jednym głosem o fałszerstwach
Wybory zostały sfałszowane, Urban w roli eksperta kompromituje Platformę Obywatelską, “Palikot mówi bzdury jak zawsze” – to przykłady rekomendacji dla polityków PiS, które znalazły się w mailu od biura prasowego partii przypadkowo wysłanym do dziennikarzy. Dzięki niemu opinia publiczna po raz kolejny dostała do ręki dowód na to, że właściwie wszystko, co mówią w mediach parlamentarzyści, jest rezultatem wytyczonej przez partyjnych strategów linii.
Przygotowanie "przekazów dnia" w PiS nie różni sie specjalnie od innych partii. Tworzą je pracownicy biura prasowego klubu parlamentarnego, skupieni wokół rzecznika Marcina Mastalerka. Ich podstawowym źródłem są wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Zamysł jest prosty – posłowie mają przez cały dzień "mówić prezesem". Jeśli ten z trybuny sejmowej stwierdził, że w kontekście wyborów trzeba używać słowo "fałszerstwo", to znaczy, że tak głosi oficjalne stanowisko. I że od rana można się spodziewać medialnych epizodów np. Mariusza Błaszczaka, w których tezy szefa będą powtarzane słowo w słowo.
– Nie zawsze tak to wyglądało. W czasach, kiedy ja byłem w PiS, przekazy nie istniały. Paleta posłów i twarzy PiS była tak rozległa i to byli ludzie na tyle samodzielni, że nie dało się ich wprowadzić – mówi naTemat Michał Kamiński. Dodaje, że instrukcje w różnych partiach są różnie sformułowane, w zależności m.in. od stylu zarządzania ugrupowaniem i samodzielności polityków.
– Jednak, co do zasady, występują wszędzie. Spójność przekazu i wizerunku jest bardzo ważna, więc trudno się temu dziwić – dodaje.
Słowo od premiera
Przedstawiciele innych partii dziś chętnie żartują z tego, że właśnie PiS-owi przytrafił się niezręczny "wyciek". A co słychać u nich? Pytam byłą rzeczniczkę rządu i posłankę PO Małgorzatę Kidawę-Błońską. – U nas biuro prasowe przygotowuje dla klubu informacje na temat tego, o czym w mediach danego dnia się mówi i jakie jest stanowisko PO. Trudno wymagać, by polityk czytał wszystkie gazety i oglądał wszystkie programy. To całkowicie naturalne – przekonuje w odpowiedzi.
Zarzeka się, że w instrukcjach Platformy nie znajdziemy "jednoznacznych rekomendacji". Tyle że wcześniej także PO zdarzały sie wycieki, które mówiły co innego. W 2012 roku "Rzeczpospolita" opublikowała fragmenty dokumentów przygotowanych przez ówczesnego rzecznika prasowego klubu Pawła Olszewskiego. Wynikało z nich, że partia zalecała politykom, by obwiniać PiS za aferę Amber Gold.
Z kolei w 2008 roku "Dziennik" pisał, że działacze PO dostają propagandowe instrukcje z Kancelarii Premiera, gdzie przygotowywali je eksperci departamentu komunikacji społecznej. Nakazywały one zajmowanie się głównie krytykowaniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wychwalaniem Donalda Tuska. Podpowiadały nawet gotowe tezy.
– Dziś nie dostajemy żadnych instrukcji z Kancelarii Premiera – zapewnia posłanka Kidawa-Błońska.
A czy za niedostosowanie się do rekomendacji z partyjnych "przekazów" coś grozi? – Obowiązkiem każdego posła jest prowadzenie polityki zgodnej z programem partii – odpowiada. Inny poseł, którego o to zapytałem, stwierdza zaś, że "mogą być konsekwencje" – drastyczna rozbieżność między wypowiedzią a stanowiskiem Platformy grozi "rozmową dyscyplinującą".

Nie udawajcie świętoszków

W mniejszych partiach nie jest inaczej. W Twoim Ruchu, a wcześniej w Ruchu Palikota, za "przekazy dnia" odpowiadał wszechwładny rzecznik Andrzej Rozenek. Kiedy kolejni posłowie zaczęli opuszczać partię, reszcie wysyłał SMS-y z informacjami, jak mają to komentować. "Życzymy mu powodzenia w nowym wcieleniu politycznym. Obecne przeciwności są normalnym etapem w życiu każdej młodej partii – trwa odsiewanie ziarna od plew" – pisał, kiedy z Ruchu odszedł Dariusz Dziadzio.
Zabawne było to, jak posłowie wcielali tę instrukcję w życie. Michał Kabaciński na Facebooku napisał nawet w kontekście masowych odejść, że "gównojadów nigdy za mało".
Pytanie, śmiać się czy oburzać? "Partie, które szykują dla swoich posłów przekazy dnia, trzeba pochwalić i im pogratulować. To jedna z najbardziej podstawowych i oczywistych form dbania o jedność przekazu. Ta jedność daje wyborcy poczucie bezpieczeństwa" – pisała na swoim blogu Anna Dąbrowska z "Polityki".
Trudno się nie zgodzić. Pozostaje tylko ciekawość, co by było, gdyby parlamentarzystom zabrano "ściągawki". I obawa, że w takim wypadku moglibyśmy zatęsknić za instrukcjami.