Jestem za ciszą wyborczą. To wspaniały czas, kiedy możemy odpocząć od polityków

Cisza wyborcza w Polsce obowiązuje od 1991 r.
Cisza wyborcza w Polsce obowiązuje od 1991 r. Fot. Nomad_Soul / www.shutterstock.com
„Cisza wyborcza powinna zostać zlikwidowana, bo w czasach rozwoju nowych mediów nie spełnia już swojej roli” - taką tezę postawił serwis WirtualneMedia.pl po zasięgnięciu opinii co bardziej znamienitych osobistości ze świata mediów. Dziennikarzom się nie dziwię. Potrzebę przekazywania informacji mają we krwi. Ale prywatnie, jako przeciętny wyborca, nie mogę się z nimi zgodzić. Cisza wyborcza jest nam potrzebna, a rezygnacja z niej w kraju pozbawionym wysokiej kultury politycznej może jedynie wywołać potężny chaos, w którym ciężko będzie wyborczą decyzję podjąć.


Rzekomo kłopotliwy ostatnimi czasy wynalazek ciszy wyborczej wprowadzono w Polsce dokładnie 13 lat temu. To czas liczony od północy dnia poprzedzającego wybory do momentu zakończenia głosowania.

Zgodnie z zapisem w ustawie podczas ciszy wyborczej zabroniona jest agitacja na rzecz kandydatów oraz komitetów zgłoszonych do wyborów. Sztabom i kandydatom nie wolno m.in. rozdawać ulotek i rozwieszać nowych plakatów, nie wolno też agitować w internecie. Mediom natomiast muszą ograniczyć w programie tematy polityczne, nie wolno im też podawać nawet szczątkowych sondaży wyborczych.

Karą za naruszenie ciszy wyborczej jest grzywna – w zależności od tego w jaki sposób zostanie naruszona, grzywna może sięgać nawet miliona złotych.


Groźna agitacja
Zapis o zakazie agitacji wyborczej nie budzi żadnych moich wątpliwości. Jest jak najbardziej słuszny. Dlaczego? Ano dlatego, że rodzime partie robią wszystko, by ich działalność była maksymalnie intensywna przez kilka długich tygodni poprzedzających wybory. Te dwa dni, w trakcie których nie wolno im już przekonywać do siebie Polaków naprawdę nikomu nie szkodzą. Wręcz przeciwnie – pozwalają nam wreszcie spokojnie pomyśleć nad tym, kto z szacownego grona jest kandydatem najbardziej godnym zaufania i – co za tym idzie – naszego głosu.


Parafrazując więc słowa Bogusława Chraboty, redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" – tym, co z ciszy wyborczej powinno się utrzymać, jest z pewnością zakaz agitacji wyborczej w lokalu i przed lokalem wyborczym w dniu wyborów.

I znów ta wredna PKW...
Problem w tym, że wszyscy mamy skłonności do przesady. Bo chyba inaczej nie można zaklasyfikować przedstawionej podczas majowych wyborów do europarlamentu przez Państwową Komisję Wyborczą opinii o tym, że lajkowanie na Facebooku materiałów związanych z wyborami, a nawet polubienie fanpage'a wybranego kandydata mogą być przez nią uznane za łamanie ciszy wyborczej. – Takie działanie może być przedmiotem postępowania karnego – napominał wówczas odchodzący niedługo szef PKW, Stefan Jaworski.
Ustawa mówi jasno: agitacja wyborcza to publiczne nakłanianie lub zachęcanie do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego. Czy zatem można uznać, że PKW ma rację? Otóż nie, nie można. To, o czym mowa nie jest naruszeniem ciszy wyborczej, tylko wolności obywateli. Agitacja to agitacja, lajkowanie to lajkowanie. Idąc tym tropem, za chwilę dojdziemy do wniosku, że rozmowa z przyjacielem toczona na tematy polityczne w kawiarni właśnie podczas ciszy wyborczej czyni z nas co najmniej wywrotowców.


Może więc zamiast likwidować ciszę wyborczą warto zastanowić się nad tym, by odebrać głos politykom, a dać go po prostu Polakom. Nie tylko na Facebooku czy Twitterze. Dyskusja polityczna – pod warunkiem, że jest prowadzona na odpowiednim poziomie – bardzo dobrze nam zrobi. Dyskusja, nie agitacja.

A co z nami?
Dziennikarze narzekają, że w USA jest inaczej, że nie ma ciszy wyborczej, kampanie ciągną się do samego końca, a i w trakcie wyborów można wejść do dowolnego lokalu wyborczego i zrobić stamtąd relację. – Po jednej stronie przy wejściu stał stolik Obamy, po drugiej Romneya, w środku też byli agitatorzy i rozdawali ulotki. Nikomu to nie przeszkadzało, traktowano to bardzo naturalnie – cytują Wirtualne Media Katarzynę Kolendę-Zaleską, reporterkę „Faktów”, niegdyś korespondentkę z wyborów w USA.

Jedna relacja nikomu z pewnością by nie zaszkodziła, ale tu znów pojawia się wątek skłonności do skrajności. Jeśliby w Polsce bowiem – wzorem USA – dać mediom wolną rękę i znieść ciszę wyborczą, to jestem pewna, że jedynym tematem, jaki przez owe dwa dni by w mediach wszelakich poruszano byłyby wybory właśnie. Temat wedle wszelkiego prawdopodobieństwa byłby wałkowany z lewa na prawo i z prawa na lewo. I co jeszcze bardziej prawdopodobne, prędzej czy później do tych relacji dołączyliby rozmaici eksperci i sami politycy. I zabawa w kampanię rozpoczęłaby się na nowo. A tak, nie dość, że mamy od polityki chwilę luzu, to jeszcze z radością odkrywamy, że w serwisie informacyjnym może znaleźć się tyle innych, równie interesujących tematów tak bardzo od polityki dalekich.

Pomidory i pistacje
Wiem, że w mediach społecznościowych cisza wyborcza nie obowiązuje. Wiem, że na Facebooku i Twitterze pod rozmaicie brzmiącymi hasłami kryją się wyborcze wiadomości. Wiem, że „pomidory” oznaczają Platformę Obywatelską, wiem, że „pistacje” to Prawo i Sprawiedliwość. Wiem, że cena i utarg to usłyszane u źródła wstępne wyniki exit pollów. Pytanie – na co to komu? Czy nie lepiej i nie prościej byłoby zaczekać, aż oficjalne i pełne wyniki zostaną nam przedstawione i wtedy dopiero zabierać się do ich komentowania i oceniania? Co z tego, że o godzinie 15.00 w dniu głosowania poparcie dla partii X będzie wynosiło 70 proc. skoro dzień później po obliczeniu wszystkich głosów ta sama partia mogłaby już pochwalić się tylko 30 proc. głosów? Po co ekscytować się tym, że exit poll podaje, że prezydenturę zdobył Iksiński skoro kilka godzin później możemy dowiedzieć się, że sondaż to jednak tylko sondaż i ostatecznie ułamkiem procent wygrywa ktoś zupełnie inny?

Potęga mediów społecznościowych nie polega na tym, by zaśmiecać portale niepewnymi informacjami, które potem wymagają poprawek i sprostowań. Potęga mediów społecznościowych polega na tym, że możemy dzięki nim przekazywać rzetelne informacje w błyskawiczny sposób. I dobrze byłoby gdybyśmy zamiast na sporze o ciszę wyborczą, właśnie na trosce o tą rzetelność się skupili.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYBORY2019 0 0W mediach Rydzyka przedwyborczy post. "Wystarczy nie jeść dzień, żeby uchronić ojczyznę przed złem"
0 0Chcą zlikwidować MEN. Macie dość chaosu PiS? Program Konfederacji o edukacji to dopiero rewolucja
Coca-Cola 0 0Jak uczyć dzieci chronić środowisko, czyli czy najmłodsze pokolenie uratuje świat
Duka 0 0Szwedzki przepis na spotkanie. “Krog” to kolejne modne słowo ze Skandynawii