
Warszawskie kino Iluzjon, które dwa lata temu przeszło generalny i drogi remont, uznane przez mieszkańców oraz urzędników za miejsce “Zasłużone dla Warszawy”, zostało zniszczone przez… no, właśnie, kogo? Internet bierze sprawy w swoje ręce i szuka sprawców.
REKLAMA
Naprawdę, ciężko pojąć, co może mieć w głowię ten, który bierze puszkę farby i postanawia pomalować zabytek. W ogóle, co trzeba mieć w głowię, aby niszczyć cokolwiek w przestrzeni miejskiej? Jednak porywanie się z zamysłem uszkodzenia czegoś, co jest dziedzictwem naszej kultury jest dowodem już totalnego odmóżdżenia. Celem oszołomów padło tym razem warszawskie kino Iluzjon. Przypomnę tylko - jest to jedno z tych miejsc, które sprawiło, że okolica stała się bezpieczna, przyjazna dla mieszkańców, społecznie po prostu zmartwychwstała. Dla Mokotowa - miejsce zatem bezcenne. I dziś, idąc rano ulicą Narbutta, rzuciło mi się (trudno naprawdę tej tandety nie zauważyć) w oczy to:
Jest to o tyle smutny widok, że Iluzjon odremontowany został dwa lata temu, a jego renowacja kosztowała NAS kilkanaście milionów złotych. Dziś to bardzo ważne miejsce kultury na mapie stolicy. Tu odbywają się uroczyste premiery filmów, ważne spotkania kulturalne, jest też przestrzeń kawiarniana otwarta dla wszystkich. Chyba najbardziej otwarta na okolicznych mieszkańców, którym brakowało takiej przestrzeni. I ktoś właśnie postanowił tę przestrzeń podniszczyć. Dlaczego i kto to zrobił? Nic nie wiadomo.
Nie trudno natomiast zgadnąć, jakie nastroje towarzyszą mieszkańcom Warszawy, gdy patrzą na to, co zrobili wandale. - Szok, dla mnie to jest szok - mówi mi napotkana przed kinem pani Eugenia, która mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie Iluzjonu. - Przecież to jest niszczenie wspólnego dobra. Żeby to jeszcze było jakieś hasło przeciw władzy czy czemuś, a takie się kiedyś malowało, ale i wtedy brano pod uwagę, gdzie i co się maluje. A to? To ani mądre, ani ładne, ani z głową. Bezgłowie.
Bezgłowie to chyba najlepsze określenie na to, co przy Narbutta się wydarzyło. Historia przeniosła się już do internetu. Gdy wrzuciłem zdjęcie zarówno na Facebooka, jak i Twittera, szybko powstał pomysł, aby zdjęcia przekazywać sobie dalej, bowiem ktoś ze wspólnych znajomych może rozpozna “twórczość” chociażby po tzw. tagach, którymi podpisali swoje “dzieła” wandale. Być może ktoś widział albo po prostu słyszał o tym, kto mógł to zrobić. Jeżeli zatem możecie, to podawajcie informacje dalej. Zamieszczam więcej zdjęć poniżej:
