
Najpopularniejsze muzea na świecie swoich gości liczą w milionach. W tym zestawieniu na drugim końcu bieguna jest Izba pamięci mieszcząca się w podziemiach obecnej siedziby Służby Kontrwywiadu Wojskowego w Warszawie. W ciągu dwóch ostatnich lat odwiedziło ją zaledwie 99 osób. Żeby się do niego dostać, najpierw trzeba wysłać maila, a potem uzbroić się w cierpliwość.
Nietypowe muzeum, które upamiętnia ofiary represji stosowanych przez komunistyczny Główny Zarząd Informacji, powstało w 2006 roku. Mieści się przy ul. Oczki 1, a prezentowaną tam wystawę można obejrzeć bezpłatnie od poniedziałku do piątku - w godzinach 14-15. Tyle tylko, że mało kto o niej wie. Placówka nie może liczyć na rekordy frekwencji.
Wystarczą chęci i cierpliwość Nic dziwnego. Aby wejść do podziemi gmachu SKW trzeba spełnić wymagania proceduralne, o którym mowa na stronie internetowej Służby. Niezbędne jest przesłanie na adres mailowy skw@skw.gov.pl swoich danych osobowych (imię i nazwisko, adres zameldowania oraz numer PESEL). W przypadku pozytywnej odpowiedzi – która powinna nadejść nie później niż 30 dni od wysłania zgłoszenia – można umówić się na wizytę. Jak podkreśla jednak SKW na swojej stronie internetowej, preferowane jest zwiedzanie wystawy przez zorganizowane grupy.

– Izba Pamięci mieści się w historycznej siedzibie Informacji Wojskowej, w miejscu, gdzie mieścił się areszt śledczy. Odtworzono tam cele aresztantów oraz pokoje służące do ich przesłuchiwania. Są też tablice ikonograficzne przedstawiające genezę, rozwój, rozwiązanie GZI WP, a także dokonywane przez nią represje. Prezentowany jest też film dokumentalny - zapis wspomnień jednego z aresztowanych – mówił naTemat pracownik SKW, który chciał pozostać anonimowy.
„Pozornie” uciążliwa procedura Do tej pory, podkreślił nasz rozmówca, każdy wniosek wpływający do Służby został rozpatrzony pozytywnie. – Procedury odwiedzin są pozornie uciążliwe, ale to normalne, zważywszy na fakt, że izba znajduje się w siedzibie służb specjalnych – tłumaczy pracownik kontrwywiadu.
Uproszczona procedura zwiedzania obowiązuje tylko 1 marca – tego dnia obchodzony jest Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych. Każdy, kto wówczas przyjdzie do siedziby SKW, po spisaniu personaliów, może w towarzystwie przewodnika obejrzeć ekspozycję.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie O "tajemniczości" muzeum niech świadczy fakt, że nie jest popularne nawet wśród osób ze służb. O ekspozycję zorganizowaną przez SKW pytaliśmy byłych pracowników służb specjalnych. Ani Vincent Severski, ani Aleksander Makowski – niegdyś oficerowie wywiadu – nie słyszeli o istnieniu izby pamięci.
Historyk prof. Antoni Dudek, choć nigdy nie obejrzał wystawy w SKW, mówił w rozmowie z naTemat, że jeszcze jako pracownik Instytutu Pamięci Narodowej miał okazję zwiedzić Izbę Pamięci Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
– Te inicjatywy służą głównie szkoleniu młodych oficerów, budują ich tożsamość. (…) Służby specjalne z natury rzeczy nie są zainteresowane rozpowszechnianiem informacji. Generalnie jednak uważam, że mają obsesję na punkcie tajności – mówił historyk.
Podkreślił, że Główny Zarząd Informacji to najkrócej mówiąc policja polityczna w Ludowym Wojsku Polskim, najbardziej zsowietyzowana ze wszystkich służb specjalnych PRL.
"UB do kwadratu" Do 1956 roku GZI WP aresztował ponad 15 tys. wojskowych; większość z nich poddano brutalnym przesłuchaniom. Stosowano zarówno tortury fizyczne, jak i psychiczne. Wykonano łącznie 20 wyroków śmierci. Po odwilży październikowej 1956 roku skazani w procesach politycznych zostali zrehabilitowani.

Informacja wojskowa szczególnie interesowała się oficerami przedwojennego Wojska Polskiego, Armii Krajowej oraz byłymi żołnierzami Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Przedstawiano ich jako "wrogów ludu" i szpiegów zagranicznych wywiadów, działających na szkodę państwa.
Raport GZI z 1948 roku stwierdzał, że „50 proc. przedwojennych oficerów posiada wrogie lub obce klasowo poglądy polityczne i jednocześnie ich stosunek do obowiązków służbowych jest zły albo budzi zastrzeżenia”.
Prof. Paweł Wieczorkiewicz, zmarły w 2009 roku sowietolog i historyk, określił komunistyczną Informację Wojskową mianem „UB do kwadratu”. – Ludzie, którzy przeszli przez więzienia UB (a byli tacy) i więzienia Informacji, modlili się, żeby trafić do UB, mimo że tam był osławiony pułkownik Różański, bo wszystko było lepsze niż Informacja Wojskowa. Tam naprawdę siedzieli sadyści przez duże “S” i mordercy przez wielkie “M”. Było się czego bać – mówił prof. Wieczorkiewicz.
Spróbujemy umówić się na wizytę w tym tajemniczym muzeum...
