Kościół NMP w Alei Solidarności. 52 lata temu przeniesiono go o 21 metrów.
Kościół NMP w Alei Solidarności. 52 lata temu przeniesiono go o 21 metrów. Domena Publiczna / GFDL / CC-BY-SA 2.5

53 lata temu warszawiacy byli świadkami niecodziennego wydarzenia – w związku z poszerzeniem ówczesnej Alei Świerczewskiego konieczne było... przesunięcie kościoła. I to dosłownie. Całą operację niezwykle sprawnie przeprowadzono w nocy z 30 listopada na 1 grudnia 1962.

REKLAMA
Kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny na stołecznym Lesznie przez lata stał na swoim miejscu. Świątynia, wybudowana w pierwszej połowie XVIII stulecia dla karmelitów trzewiczkowych, przetrwała czasy zaborów i okupacji niemieckiej. Znajdowała się w sercu getta warszawskiego – była jednym z trzech kościołów funkcjonujących w zamkniętej dzielnicy żydowskiej. Choć uległ częściowemu zniszczeniu, po 1945 roku został odbudowany. Szybko wpisał się w krajobraz socrealistycznego Muranowa.
Zabytek na środku drogi
Wkrótce jednak zabytkowy kościół stanął na przeszkodzie dokończenia sztandarowej inwestycji władz ludowych w Warszawie – budowy Trasy Wschód-Zachód. Choć do użytku oddano ją już w 1949 roku, niemal na środku jezdni Alei Świerczewskiego stał... kościół. W końcu zdecydowano się na jego przesunięcie.
logo
Drzeworyt Michała Starkmana z około 1855 (po lewej stronie widoczne zabudowania klasztorne) Domena Publiczna
Niecodzienną operację architektoniczną przygotowywano przez niemal dwa lata. Plany opracowano w Biurze Studiów i Projektów Konstrukcji Stalowych „Mostostal”. Zasięgano opinii Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjnych, Rady Konserwatorskiej Stolicy oraz Rady Odbudowy Kościołów. Wszystko należało dopiąć na ostatni guzik – konieczne było wykonanie szczegółowych pomiarów; przesunięty kościół trzeba było bowiem osadzić na zupełnie nowych fundamentach.
Choć władze starały się utrzymać całe wydarzenie w tajemnicy, w nocy z 30 listopada na 1 grudnia mieszkańcy Warszawy tłumnie zebrali się wokół kościoła. Od budowli odgradzali ich milicjanci oraz specjalny parkan. Ruch na jezdni wstrzymano. Trzeba było zachować wszelkie środki ostrożności - nie wykluczano bowiem możliwości, że kościół po prostu runie. A jednak się udało.
21 metrów i 7 tys. ton
Był już 1 grudnia 1962 roku, dochodziła 1.00 w nocy. Budowlę przesuwano za pomocą 420 rolek, które poruszały się po sześciu torach, wspartych przez żelbetową konstrukcję. Cały mechanizm wprawiano w ruch za pomocą lin i wyciągarek ręcznych, obsługiwanych przez robotników. Na minutę kościół "pokonywał" odcinek liczący ponad 9 cm przemieszczając się w stronę dawnego ogrodu klasztornego.
logo
Pokarmelitański kościół NMP. Nie każdy wie, że przed laty stał w innej lokalizacji, niż obecnie. Domena Publiczna
Budowla ważąca 6,8 tys. ton został przesunięta o dokładnie 21 metrów w kierunku północnym. Nie minęły nawet 4 godziny i było po wszystkim.
– Przez cały czas operacji kościół jarzył się światłami, a w środku nie zgasła ani jedna z palących się lamp. Warszawscy inżynierowie, budowniczowie, montażyści i robotnicy udowodnili raz jeszcze, że nawet najtrudniejsze przedsięwzięcie zrobić mogą na piątkę – relacjonował tygodnik „Stolica”.
Czas płynie, kościół stoi
Mimo nocnej pory, mieszkańcy reagowali żywiołowo. Za sprawne przeprowadzenie akcji dziękowali oklaskami. Udało się uniknąć rozbiórki, choć wcześniej władze brały taką możliwość pod uwagę. Z pewnością jednak zdawały sobie sprawę z reakcji społecznej, jaką mogłoby wywołać zburzenie kościoła. Podobnie jak niepowodzenie całej akcji.
Przy okazji sporo zaoszczędzono. Przesunięcie świątyni kosztowało 6 mln 300 tys. złotych; jej rozebranie wiązałoby się z co najmniej dwukrotnie większym wydatkiem.
Dziś, po 53 latach od niecodziennej operacji architektonicznej, kościół spokojnie stoi na swoim miejscu (w Alei Solidarności). O poprzedniej lokalizacji świątyni przypomina specjalna linia wytyczona na chodniku i ulicy. Kończy się dokładnie na 21 metrze – tyle bowiem wynosił "spacer" niezwykłego świadka historii. Nazywanego "Kościołem Przesuwanym".