Najsztub miał zostać porwany dwa lata po Ziętarze.
Najsztub miał zostać porwany dwa lata po Ziętarze. Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta

Z ustaleń śledczych wynika, że ta sama grupa, która w 1992 r. porwała i zamordowała Jarosława Ziętarę, dziennikarza „Gazety Poznańskiej”, miała takie samo zlecenie na Piotra Najsztuba.

REKLAMA
Najsztub w 1990-1996 pracował jako dziennikarz śledczy „Gazety Wyborczej”. Jego porwanie planowano na 1994 r. Ostatecznie nie doszło ono do skutku, bo Najsztub oraz pracujący z nim Maciej Gorzeliński dostali ochronę. O sprawie śledczym donieśli ponoć Ci sami świadkowie, którzy zeznają w sprawie zabójstwa Ziętary. Sam Najsztub na łamach serwisu "Gazety Wyborczej" przyznaje, że wiedział o zagrożeniu.
Piotr Najsztub

"Pracowaliśmy w Poznaniu nad tekstem "Państwo Elektromis". Dwóch informatorów ostrzegło, że jest na nas zlecenie. (…) Decyzja redakcji była taka, że będziemy chronieni do chwili, gdy po ukazaniu się artykułu złożymy zeznania w prokuraturze, i tak było." Czytaj więcej

Źródło: "Gazeta Wyborcza"
„Państwo Elektromis” opisywało działanie spółki Mariusza Świtalskiego. Firma dopuszczała się ogromnych nadużyć podatkowych i celnych. Pozostawała jednak bezkarna, bo Świtalski większość wysokich stanowisk obsadził byłymi policjantami z wydziału ścigania przestępczości gospodarczej oraz urzędnikami.
Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, we wtorek krakowska prokuratura przeszukała magazyny należące do obecnej firmy Świtalskiego - "Czerwona Torebka". To wcześniej były magazynami Elektromisu. Tam właśnie więziono Ziętarę po porwaniu. Wczoraj śledczy opuścili Poznań, ale jak dotąd nie wiadomo, czy znaleźli coś nowego.
Źródło: wyborcza.pl