
Premier Ewa Kopacz nie ma zamiaru puszczać płazem poselskich wojaży, na które pozwalali sobie nie tylko członkowie Prawa i Sprawiedliwości, ale i PO. Zapowiada, że jeżeli wyjaśnienia nie będą wystarczająco przekonujące, parlamentarzyści nie mają co liczyć na żadną taryfę ulgową.
Dokładnie siedem dni daje parlamentarzystom premier Ewa Kopacz. Źle rozliczone wyjazdy bulwersują społeczeństwo i media, premier uważa jednak, że każdy ma prawo do złożenia wyjaśnień. Zarzuty dotyczące poselskich podróży znalazły się w specjalnie przeprowadzonym audycie. Jak podaje dziennik.pl, jeden z posłów już zrezygnował z pracy w klubie PO, a drugi przygotowuje wyjaśnienia.
Ewa Kopacz
W sobotę do zarzutów o nadużycia przy wyjazdach służbowych odniósł się były już poseł PiS Adam Hofman. Przekonuje on, że afera madrycka, która rozpoczęła prześwietlanie poselskich wyjazdów to spisek. Hofman twierdzi, że nie naruszył żadnej z zasad planując swoją podróż do Hiszpanii.
W wywiadzie dla tygodnika "wSieci" zarzeka się, że osławiona kilometrówka jest tylko "faktem medialnym". W przypadku rozliczania sejmowych podróży służbowych poseł ma do wyboru dwie możliwości: albo skorzystać z biletów zakupionych przez Kancelarię Sejmu, albo wziąć ekwiwalent kwoty za wspomniane bilety i dotrzeć na miejsce w dowolny sposób.
Źródło: Dziennik.pl
