
Żadne badanie nigdy nie udowodniło, że to mężczyźni są lepszymi politykami czy zarządcami. Jednak to oni wciąż zajmują większość stanowisk w partiach politycznych i na ministerialnych stanowiskach. Zwykle nie dzieje się tak z merytorycznych powodów – mężczyźni mają więcej czasu na tzw. networking, zajmują swoje stanowiska od wielu lat, często nie muszą martwić się o dom czy dzieci, mogą bez skrępowania budować swój polityczny kapitał. Czy są na nich efektywni? Niekoniecznie. Może więc zamiast forsować kobiety, warto pozbawić stołków niekompetentnych mężczyzn.
Parytety budzą ogromny sprzeciw nie tylko u mężczyzn, lecz także u kobiet. Określa się je jako forsowanie niekompetentnych osób na stanowiska tylko ze względu na ich płeć. Kobiety z kolei nie chcą być traktowane jak kandydatki specjalnej troski i twierdzą, że zdobycie stanowiska tylko dlatego, że są kobietami uwłacza ich godności.
Kwoty tradycyjnie skupiają się na niedoreprezentowaniu kobiet. To z kolei umacnia pogląd, że to mężczyźni są w polityce normą, a kobiety pełnią funkcję intruzów. Właśnie dlatego bardzo często poddawane są bardzo skrupulatnym ocenom, czy aby na pewno nadają się do sprawowania władzy. Z kolei panowie nie muszą tak bardzo udowadniać sowich kompetencji, co z kolei skutkuje wieloma nieefektywnymi politykami. Właśnie dlatego powinno się ograniczyć liczbę mężczyzn działających w aparacie władzy, by zostali tylko ci, którzy się do tego nadają. Takie rozwiązanie przyniesie korzyści obydwu stronom, a przede wszystkim społeczeństwu.
Przeciwnicy parytetów, a nawet kobiet w polityce, bardzo często zżymają się, że gdy kobiety zajmują połowę miejsc na listach wyborczych, nawet inne panie nie chcą na nie głosować. Murray podkreśla, że nie dzieje się tak dlatego, że są gorszymi kandydatkami, tylko ponieważ wzorzec idealnego kandydata wciąż jest konstytuowany na cechach męskich. Często wybiera się więc nieświadomie, według tego co podpowiada nam norma.
Oczywiście, chyba każdy wyborca chciałby być reprezentowany przez kompetentnego i skutecznego polityka, prawdopodobnie płeć nie grałaby wówczas większego znaczenia. Kwoty ograniczające liczbę mężczyzn brzmią ciekawie, ale jaki mechanizm selekcji stosować? Warto też dodać, że autorka oczywiście bierze też pod uwagę surowe ocenianie kobiet, ale do tego nie trzeba nikogo zachęcać, bo to już ma miejsce.
