
W najnowszej odsłonie „afery kilometrówkowej” w Sejmie wyszło na jaw, że Radosław Sikorski Radosław Sikorski pobrał dziesiątki tysięcy złotych zwrotu kosztów za używanie prywatnego auta do celów służbowych. Pytany gdzie dokładnie jeździł zasłania się niepamięcią. W żadnej firmie, która korzysta z floty, nikt by takiego wytłumaczenia nie kupił, a winowajcy groziłoby zwolnienie.
REKLAMA
– W każdej normalnej firmie człowiek musi przedstawić rachunek, fakturę, paragon. A w Sejmie, hulaj dusza piekła nie ma – stwierdził Konrad Piasecki z radia RMF FM w rozmowie z Tomaszem Nałęczem. W odpowiedzi usłyszał, że „Sejm to nie jest normalna firma, że tak funkcjonują parlamenty na całym świecie, no może z wyjątkiem Korei Północnej”.
A gdyby Sejm był normalną firmą? Z 460 terenowymi przedstawicielami mógłby się równać z British American Tobacco, producentem papierosów Pall Mall i Lucky Strike. Rok temu BAT zatrudnił 500 osób do sprzedaży papierosów, wyposażając ich w telefony służbowe, podręczne komputery i samochody. Podobne armie przedstawicieli utrzymują również Polpharma - 900 osób w dystrybucji leków oraz Grupa Żywiec zatrudniająca około 800 osób do sprzedaży piwa. Tak duża skala działalności może wiązać się z problemem nadużyć w rozliczeniach kosztów wyjazdów służbowych, użycia służbowych aut czy telefonów do celów prywatnych. Do czasu, aż wprowadzi się elektroniczny monitoring i kontrolę nad służbowymi narzędziami pracy.
– Były już na polskim rynku sprzedażowym firmy, które pozwalały sobie na nieliczenie wydatków na przedstawicieli handlowych, ale zbankrutowały i zniknęły z rynku. Takie samo liczenie się z kosztami powinno dotyczyć wydatków państwa – mówi Piotr Szymandera, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przedstawicieli Handlowych. Dodaje, że porównanie Sejmu do firmy - wbrew temu, co chcieliby politycy - jest jak najbardziej trafione. Tak jak firmy reagują na potrzeby klientów, tak samo i parlamentarzyści powinni dbać o sprawy wyborców. – Jako podatnicy i osoby oddające głos jesteśmy przecież ich pracodawcami – dodaje w rozmowie z naTemat.
– Nie wierzę w to, by poseł mógł uczciwie rozliczyć na samochód więcej niż 30 tys. zł. bo tyle wynoszą koszty działania przedstawiciela handlowego, który prawie cały czas jest w trasie – mówi prezes branżowego stowarzyszenia.
Szymandera to zawodowy handlowiec, który w branży pracuje od 15 lat. Doskonale pamięta czasy, kiedy każdą dużą firmę gnębiły problemy nadużyć finansowych. Ale to historia. – Są już GPS-y i inne narzędzia techniczne do tego, aby poseł mógł łatwo rozliczyć się z każdej minuty pracy – mówi. Dodaje, że współcześnie elektroniczne systemy planują pracę pracownikom na 7 dni z góry, punkt po punkcie, włączając czas dojazdu do klienta, czas rozmów i odpoczynku. Dzielą też użycie telefonu na rozmowy prywatne i służbowe. Podobnie i komputer jako narzędzie pracy może być zabezpieczony przed użyciem do rozrywki. – Kiedy przyjeżdżam do sklepu na wizytę uruchamiam aplikację wizytową. Jeśli w trakcie wywiadu handlowego zadzwoni telefon i odbiorę, to pracodawca odliczy mi z czasu pracy czas rozmowy – opowiada Szymandera.
W biznesie karą za te wszystkie przewinienia są konsekwencje finansowe i zwolnienie z pracy. Zazwyczaj jeśli ktoś deklaruje użycie służbowego samochodu do celów prywatnych zaliczane jest to do jego dochodu, od którego należy zapłacić podatek. Takie standardy rozliczeń obowiązują w większości firm handlowych.
Niewinne grzeszki?
Oszustwa finansowe to po przywłaszczeniu i kradzieży trzecia kategoria popełnianych w polskich firmach nadużyć – wynika z raportu firmy Euler Hermes i organizacji Pracodawcy RP. Zadziwiające, jak wiele obserwacji z życia firm pasuje do polskiego parlamentu. „Ludzie wielokrotnie stawiani w powtarzającej się sytuacji pokusy w grupie, szybko i łatwo uzgadniają usprawiedliwienia i sięgają po motyw korzyści. W gronie pracowników buduje się doskonała więź do wypracowywania usprawiedliwień. Nadużycia pracowników szybko się rozprzestrzeniają, choć zaczyna się od małych rzeczy – jak np. kradzież długopisów, notesów biurowych, oszukiwanie na paliwie, wynoszenie firmowego mienia – kończy się na defraudacji pieniędzy" - czytamy w raporcie.
Oszustwa finansowe to po przywłaszczeniu i kradzieży trzecia kategoria popełnianych w polskich firmach nadużyć – wynika z raportu firmy Euler Hermes i organizacji Pracodawcy RP. Zadziwiające, jak wiele obserwacji z życia firm pasuje do polskiego parlamentu. „Ludzie wielokrotnie stawiani w powtarzającej się sytuacji pokusy w grupie, szybko i łatwo uzgadniają usprawiedliwienia i sięgają po motyw korzyści. W gronie pracowników buduje się doskonała więź do wypracowywania usprawiedliwień. Nadużycia pracowników szybko się rozprzestrzeniają, choć zaczyna się od małych rzeczy – jak np. kradzież długopisów, notesów biurowych, oszukiwanie na paliwie, wynoszenie firmowego mienia – kończy się na defraudacji pieniędzy" - czytamy w raporcie.
Bartosz Pikuła z Euler Hermes wylicza najczęstsze przewinienia: pozorowania pracy, używanie samochodu służbowego i telefonu służbowego do celów prywatnych, wcześniejsze wychodzenia z pracy bez wiedzy i zgody pracodawcy, poświadczanie nieprawdy w raportach, a nawet spanie w pracy.
Teraz przypomnijcie sobie wszystkie medialne afery z ochroną BOR przynosząca VIP-om zakupy do domu, pobieraniem diet za posiedzenia komisji, których członkowie tylko podpisywali listę obecności czy rankingi najbardziej leniwych posłów. Dziwnie pasuje, prawda?
Autorzy raportu zwracają uwagę na mechanizmy powstawania nadużyć. Człowiek, który uważa, że jest uczciwy, nie powinien kraść. Aby dopuścić się kradzieży, musi mieć wytłumaczenie. Działają tu podstawowe mechanizmy psychologiczne jak racjonalizacje, że np. „pracodawca i tak na tym nie ucierpi” i że „każdy na moim miejscu skorzystałby z okazji”. Usprawiedliwienia te są uzgadnianie na poziomie grupy, która decyduje, co można kraść, kiedy i w jakich ilościach. Gdy zostanie to już ustalone, każdy z członków ma „prawo skorzystać” z wypracowanych rozwiązań.
Psychologiczny portret firmowego złodzieja dziwne też pasuje do obwinianych posłów. Najczęściej kradzieże popełniają pracownicy w wieku 26–40 lat (60 proc. wszystkich sprzeniewierzeń), w 90 proc. są to mężczyźni, których statystyczny czas pracy wynosi 4–10 lat (ponad 50 proc. wszystkich przypadków).
Jak zdyscyplinować posłów
Niestety na nadużycia nie ma łatwych recept. Okradanie pracodawcy w Polsce ma długie tradycje (głównie za sprawą PRL i chęci do oszukiwania poprzednich władz) i jest powszechnie dziedziczone społecznie, ale też niesione kulturą organizacyjną przedsiębiorstw. Eksperci Euler Hermes twierdzą, że błędem byłoby płacenie więcej posłom, ponieważ nadużycia wcale nie zależą od wysokości pensji. Tylko w ograniczonym stopniu działa straszak w postaci usunięcia z partii. Strach przed przyłapaniem nie trwa bowiem długo i powróci w końcu do punktu wyjścia.
Niestety na nadużycia nie ma łatwych recept. Okradanie pracodawcy w Polsce ma długie tradycje (głównie za sprawą PRL i chęci do oszukiwania poprzednich władz) i jest powszechnie dziedziczone społecznie, ale też niesione kulturą organizacyjną przedsiębiorstw. Eksperci Euler Hermes twierdzą, że błędem byłoby płacenie więcej posłom, ponieważ nadużycia wcale nie zależą od wysokości pensji. Tylko w ograniczonym stopniu działa straszak w postaci usunięcia z partii. Strach przed przyłapaniem nie trwa bowiem długo i powróci w końcu do punktu wyjścia.
– Doświadczenie uczy, że pewna kontrola jest niezbędna, bo zapobiega powstaniu poczucia bezkarności u kradnących. Natomiast im większa kontrola, tym także wyższe koszty – twierdzą autorzy raportu i kradzieżach w firmie.
Eksperci doradzają, że w firmach narażonych na nadużycia, powinno pracować się z samymi pracownikami, budując etos pracy poprzez warsztaty z wyspecjalizowanymi trenerami i psychologami biznesu. – Wówczas praca nabierze dla zatrudnionych znaczenia moralnego, zostanie powiązana z ich poczuciem własnej godności, z cenionymi przez nich osobiście wartościami – zalecają eksperci.
O jaki efekt chodzi? Marek Kosewski, ekspert zarządzania i szef Instytutu Zarządzania Godnościowego cytuje w takich wypadkach historię z trzema murarzami budującymi katedrę. Gdy przechodzień spytał ich, dlaczego tam pracują, pierwszy odpowiedział, że układa cegły, bo mu płacą od sztuki. Drugi, że buduje według poleceń nadzorcy. Trzeci mówi, że stara się jak najlepiej budować świątynię na chwałę Pana.
Morał? Ktoś będzie musiał się dużo napracować nad polskimi posłami.
