Data ważności parówek do... 2017 roku. Ile może wytrzymać mięso z supermarketów?

Parówki z datą ważności do 2017 roku. Ciekawe czy producent bierze odpowiedzialność za to, że ktoś może je za 3 lata próbować zjeść?
Parówki z datą ważności do 2017 roku. Ciekawe czy producent bierze odpowiedzialność za to, że ktoś może je za 3 lata próbować zjeść? Fot.natemat.pl
Sprawdzamy, w jaki sposób producenci konserwują chemią żywność.


Mostki mięsne i parówki z datą ważności do sierpnia 2017 roku? Takie zdjęcie przysłał nam czytelnik, mięso znalazł w warszawskim supermarkecie. Dietetyczka Kamila Kweczke, autorka strony czytamyetykiety.pl uważa, że data przydatności do spożycia musi być tutaj pomyłką. Podobny komentarz dostałam od Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy Rzeczypospolitej Polskiej.


Bo mięso, nawet nasączone chemią do granic możliwości po trzech latach "zaczęłoby do nas mówić". – Na razie może tylko zaświecić w ciemności – żartuje Jerzak – W sieciowych marketach nie ma nic w 100 procentach prawdziwego. Ja zawsze czytam skład. W jednym z lepszych, ogólnopolskich marketów nie znalazłem praktycznie nic, co nie miałoby w sobie sztucznych dodatków. Wróć, tam była jedna szynka, która dosłownie nazywała się "Szynka bez konserwantów" i miała być bez chemii...


Podobnie wygląda skład pieczywa z dyskontów, o czym pisaliśmy w naTemat.
Prawdziwe mięso się psuje
Nawet mrożone mięso nie powinno być przechowywane aż trzy lata. Na przykład wołowina może leżeć w zamrażalce maksymalnie dziesięć miesięcy. – Ogólnie mięso jest produktem, który ma krótką datę przydatności do spożycia. A przekroczenie jej i spożycie zepsutego
mięsa albo wyrobów mięsnych może skończyć się zatruciem. Dlatego producenci powinni przywiązywać uwagę do tego jaką datę umieszczają na opakowaniu. Ciekawa jestem czy ten producent bierze odpowiedzialność za to, że ktoś zje te parówki w 2017 roku? – pyta Karolina Kweczke.


Dobrej jakości parówki mają raczej krótką datę przydatności do spożycia. Jak to możliwe, że takie nasączone chemią mięso może w lodówce przeleżeć dłużej? – Niektóre dodatki do żywności jak np. konserwanty przedłużają datę przydatności do spożycia. Zastosowanie zabiegów takich jak pasteryzacja czy sterylizacja też tak działa – mówi dietetyczka.

Parówki i mostki ze zdjęcia mogły być pakowane w atmosferze ochronnej, co też trochę przedłuża ich trwałość. – Chodzi o to, by ścinać koszty produkcji. Może nie udać się sprzedać tak szybko produktu – tłumaczy takie praktyki Marek Jerzak.

Co jest w środku? Algi i pazury
– Najgorsze jest to, że nie ma podanego składu tych parówek. Cena za kilogram jest dość wysoka, dlatego podejrzewam, iż ich skład nie jest najgorszy. Szkoda tylko, że jest tajemnicą - mówi dietetyk z czytamyetykiety.pl. Kweczke radzi wprost, że najlepiej kupować żywność jak najmniej przetworzoną i świeżą. A z czego składają się takie parówki? Na ten temat krążą już legendy...
– Do naszej restauracji parówki kupujemy bezpośrednio od producenta na wsi, kosztują 20 zł za kilogram. W supermarkecie to jest 5 złotych za kilogram. Przerażający jest fakt, że matki dają potem dzieciom parówki drobiowe z mechanicznie oddzielonym mięsem. Tam są
pazury, pióra, dzioby. Wszystko! – tłumaczy Marek Jerzak z Racji Mięsa.

Restaurator przypomina sobie, że kiedyś w składzie kiełbasy pakowanej próżniowo zobaczył syrop glukozowo-fruktozowy. A w szynce z dużego sklepu są często wypełniacze. To przez morskie algi robi się ona śliska. Producenci takiego "świecącego mięsa" gimnastykują się, by umieścić w nim jak najwięcej wody, jak najmniej samego mięsa.

– Jeżdżę kilkadziesiąt kilometrów za Poznań po mięso od małych, rodzinnych masarni. Sprzedawca opowiadał mi, że kiedyś przyjechała do niego klientka i pytała dlaczego jego szynka nie jest różowa i się tak rozwarstwia. Nie wiedziała, że tak wygląda prawdziwe mięso – opowiada Jerzak.

Dwie grupy
Ci, którzy kupują paczkowane mięso w supermarketach przeważnie dzielą się na dwie grupy. Jedni nie mają świadomości co jest w środku i nigdy nie czytają składu. – Druga grupa po prostu została na czymś takim wychowana. Nie wiedzą jak smakuje i wygląda prawdziwe mięso - mówi Jerzak. I dodaje: – Czasem myślę, że ludzie lubią być oszukiwani. Lepiej raz w tygodniu zjeść prawdziwe mięso, niż kupować taki ekwiwalent.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

NIE TYLKO POLITYKA

O TYM SIĘ MÓWI 0 0Gliński weźmie artystów za twarz, jak w PRL? Prawda może was zaskoczyć
0 0Krótka ławka PiS. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska