
Kwestia fałszowania wyborów znacznie podgrzała atmosferę na prawicy. Do tego stopnia, że Ewa Stankiewicz zarzuca Joannie Lichockiej i Łukaszowi Warzesze niewystarczającą niepokorność. “W tej piramidzie normalności gdzie Ty Joasiu i Łukasz Warzecha zajmujecie niepoślednie miejsce, mam wrażenie, że na samym szczycie uśmiecha się Michnik, Żakowski i Paradowska” – pisze reżyserka.
Pretekstem do napisania o koledze i koleżance z prawej strony stała się dla Stankiewicz różnica zdań w sprawie protestów po wyborach samorządowych. Lichocka i Warzecha uważają np., że przesadą była okupacja siedziby Państwowej Komisji Wyborczej, którą zainicjowała działaczka Solidarnych 2010.
“Być może wyniki drugiej tury byłyby lepsze gdyby nie część tzw. prawicowych dziennikarzy. Niektórzy z nich, z wyrachowania albo z własnego braku rozwagi, przyczynili się do zniechęcenia centrowego elektoratu do glosowania na kandydatów PiS. I to niemniej niż dziennikarze rządowi” – napisała kilka dni temu Lichocka, wyraźnie wskazując na Stankiewicz.

Ta ostro odpowiedziała, przekonując, że dziennikarka "Gazety Polskiej" - tu cytat z Bronisława Komorowskiego - "popadła w odmęty szaleństwa". "Ciekawe, że Joanna Lichocka przyznaje że wybory zostały sfałszowane, ale najwyraźniej jakoś godzi ona wiedzę o fałszerstwach wyborczych z zaufaniem do wyników wyborów. I zrzuca winę za przegraną na osoby domagające się uczciwości procesu wyborczego. To kojarzy mi się z leninowską logiką. Powiesić tego komu ukradziono rower. Normalne" – komentuje.
Ewa Stankiewicz
Lichockiej dostaje się za to, że "nie krzyczy", kiedy fałszerstwa wyborcze są przecież oczywiste. Poza tym nierzetelnie opisuje okupację PKW. "Jestem w trakcie procesu karnego, ale skoro najwyraźniej nie zadałaś sobie Joasiu trudu sprawdzenia podstawowych informacji zanim zabrałaś się do pisania tekstu i rzucania oskarżeń pod moim adresem to zachęcam, dowiedz się np. u szefa ochrony siedziby PKW Konrada Komornickiego, czy kiedy wchodziliśmy do budynku PKW drzwi były zamknięte, czy otwarte" – proponuje Stankiewicz.
"Piszesz o okupacji siedziby PKW. Może Ty w wyniku rzetelnej dokumentacji dziennikarskiej powzięłaś jakąś nieznaną mi wiedzę, jednak o ile mi wiadomo, a byłam tam na miejscu, osoby protestujące znajdowały się w ogólnodostępnej sali dla mediów, w korytarzu prowadzącym do tej sali oraz w holu" – dodaje.
Swój tekst kończy stwierdzeniem, że nie rozumie logiki Lichockiej, której "konsekwencją jest wniosek, że właściwie najlepiej nie mówić i nie robić nic". "W tej piramidzie normalności gdzie Ty Joasiu i Łukasz Warzecha zajmujecie niepoślednie miejsce, mam wrażenie, że na samym szczycie uśmiecha się Michnik, Żakowski i Paradowska. Rzeczywiście w tej konfiguracji ja znajduję się na samym dole, jako czystej wody 'freak'" – podsumowuje.
