A czy Ty masz już swojego trenera seksualnego? "W gabinecie seksuologa rozwiązują problemy w teorii, ja w praktyce"

Trener seksualny będzie wkrótce równie popularny, co osobisty trener fitness?
Trener seksualny będzie wkrótce równie popularny, co osobisty trener fitness? Fot. Shutterstock.com
Popyt rodzi podaż, a nic nie sprzedaje się ostatnio tak dobrze, jak seks. Sam seks jednak nie zawsze już wystarczy. Musi być dobry. Nic więc dziwnego, że zwiększa się popyt na usługi, które mają sprawić, iż ten nasz seks lepszy będzie. Gdy seksuolodzy skupiają się na uczuciach i teorii, ci którzy wolą od razu uczyć się w praktyce, dzwonią raczej po seksualnych trenerów.


Bo liczy się doświadczenie i technika...
A raczej trenerki, bo w Polsce ogłoszeń mężczyzn trudniących się tą raczkującą gałęzią branży seksualnej praktycznie nie ma. Nie łatwo jest też o sprawdzone namiary na trenerki seksu, ale można wybierać co najmniej z kilku ogłoszeń w każdym z największych miast. Prężnie działa w tym przypadku także poczta pantoflowa.

Tak poznałem Paulinę, która wśród głodnych lepszego seksu mieszkańcach Trójmiasta ma najlepszą renomę. – Prowadzę teraz kilku singli i trzy pary. Kalendarz jest więc już szczelnie wypełniony i kilku nowych klientów zawsze trzeba niestety odsyłać – stwierdza. I tłumaczy, że na więcej pracy nie może sobie pozwolić, bo w tym fachu najważniejsze jest zapewnienie odpowiednich warunków. Przede wszystkim spokoju, intymności i poświęcenia dosłownie całej siebie. W przeciwieństwie do seksuologów, praca trenera seksualnego polega bowiem czasem także na aktywnym uczestnictwie w stosunku.
Paulina
29-letnie trenerka seksu z Trójmiasta

Na tym polega luka, którą wypełniamy. W gabinecie seksuologicznym można dowiedzieć się ostatecznie o praktyce współżycia tyle, co mówią mądre książki. No i że trzeba wszystko wypracować sobie w łóżku samemu. A bardzo dużo osób ma problemy z seksem tylko dlatego, że brakuje im doświadczenia lub odpowiedniej techniki.

Trenerka seksualna nie odrzuca jednak całkiem wiedzy z "mądrych książek". Pierwsze lekcje odpowiedniej łóżkowej techniki zaoferowała już na trzecim roku studiów na wydziale psychologii. Pracę magisterską obroniła co prawda nie z seksuologii, a psychologii rodzinnej, ale przekonuje, że za kilka lat ze zdobytymi w trakcie prowadzonej praktyki doświadczeniami, pisząc doktorat skupi się już tylko na kwestiach seksuologicznych.

I stanowczo prosi mnie, bym napisał jasno i wyraźnie, że seksualni trenerzy to nie prostytutki. – To największy problem, z którym borykałam się na początku. Jest jeszcze za wcześnie w Polsce, by wywieszać szyld poradni. Choć jest taka trenerka w Krakowie, ale z tego, co wiem taka forma prowadzenia terapii wywołał na nią sporą nagonkę. Trzeba więc zacząć od odpowiedniego ogłoszenia. Niestety chętnie odpowiadają na nie ludzie, których jedynym problemem z seksem jest to, że szybko potrzebują sobie ulżyć, jak u zwykłej prostytutki... – żali się Paulina.


Prostytutka czy terapeuta?
Czego więc od seksualnej trenerki można oczekiwać? Jak tłumaczy moja rozmówczyni, na pewno nie chodzi tylko "czysty seks i po wszystkim". – Na początek proponuję trzy wstępne spotkania, na których poznajemy się z klientem. Szukamy mocnych i słabych stron. Na trzecim zaczynamy nad nimi pracować. I tu zwykle rozpoczyna się praca nad praktycznym przełamywaniem ewentualnych barier czy zbieraniem odpowiedniego doświadczenia – wyjaśnia.

To typowy scenariusz pracy z klientem indywidualnym. W przypadku treningu par Paulina stara się, by w części praktycznej skupiali się oni na trenowaniu wzajemnym. – W przypadku par doradzam raczej odpowiednie rozwiązania, czy po prostu pozycje. I to nie rzadko okazuje się absolutnym przełomem w ich życiu seksualnym – zapewnia.

I przytacza historię pary, która z polecenia trafiła do niej po kilkunastu miesiącach chodzenia od jednego terapeuty do drugiego. Żaden nie potrafił sprawić, by dla kobiety stosunek nie kojarzył się zwykle z dyskomfortem lub nawet bólem, a dla mężczyzny frustracją przeradzającą się w strach.

W czym był ich problem? W rozmiarach. Żaden ze starych profesorów, po których oni chodzili nawet o tym nie pomyślał, a tym bardziej nie sprawdził. Mnie wystarczyło jedno spotkanie, by to zauważyć, że fizycznie niestety nie byli dla siebie stworzeni. Sprawdziłam jakie przyzwyczajenia ma w trakcie stosunku ten mężczyzna i kilka kolejnych treningów wystarczyło, by je skorygować. A kobiecie doradzić odpowiednie do jego rozmiarów pozycje, w których mogła tylko czerpać z tego radość.

Opowiada mi to nie ukrywając dumy, ale choć zwykle rozwiązuje problemy, nie chce nazywać siebie "terapeutką", a klientów "pacjentami". – To wystawiałoby nas na niepotrzebny konflikt z klasycznymi poradniami seksuologicznymi. Poza tym, w tej ofercie chodzi również o emocje, ale ostatecznie pomagam przede wszystkim w poprawie praktycznych umiejętności, o których seksuolodzy w swoich gabinetach zupełnie zapominają – przekonuje uparcie seksualna trenerka.

"Z depresją nie chodzi się na siłownię"
Seksuologom rzeczywiście nie po drodze z takimi jak Paulina. W Polsce specjaliści zgodnie wolą wskazywać na marginalny wciąż charakter takich "trenerskich" ofert i wolą tego zjawiska nie komentować. Bardziej otwarci na rozmowę są jednak na Zachodzie, gdzie zarezerwowane w kalendarzu miejsce na ćwiczenia z trenerem seksualnym to dla wielu nic dziwnego, ani nawet wstydliwego.

– Czasem natomiast bardzo szkodliwego – komentuje dla naTemat praktykujący w Holandii terapeuta rodzinny Dick Peeters. I podkreśla, że u trenera seksualnego powinno jednak szukać się zwykłej usługi polegającej na rozładowaniu napięcia niż sposobu na rozwiązanie swoich problemów.
Dick Peeters
terapeuta rodzinny

U nas takie usługi były całkiem popularne na początku nowego tysiąclecia, ale dziś jakby było ich nieco mniej. Wtedy przemawiały natomiast szczególnie do dehumanizujących się na różnych płaszczyznach pracowników korporacji międzynarodowych. Takich ludzi, którzy uważali, że wszystko da się nadrobić ciężką pracą, także braki w życiu intymnym...

– Prędzej czy później i tak trafiają jednak do profesjonalistów, by zająć się także nadwyrężoną psychiką lub związkiem, któremu treningi wcale nie pomogły. To typowe zwłaszcza, gdy z usług trenera korzystał tylko jeden z partnerów. Dopóki dotyczą po prostu stosunku, w takich ofertach nie ma nic złego, bo to tylko dobrze świadczona usługa seksualna. Kiedy trener chce jednak zabierać się także za psychikę, trzeba bić na alarm. Przecież z depresją też nikogo nie śle się na siłownię! – podkreśla Peeters.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Reserved 0 0Reserved pokazuje inną twarz lat 80. Wieczorowa kolekcja bierze z nich to, co najlepsze
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Skoda Polska 0 0Nowe auto nie musi być kupione za gotówkę. Można je mieć jak telefon na abonament
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Raczek o kultowym już filmie
0 0Internet stracił głowę. Baby Yoda urzeka nawet tych, którzy nie cierpią "Gwiezdnych wojen"
0 0Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii
0 0Robią coś, czego bał się rząd PiS. Czesi wprowadzają podatek, który tak drażni Amerykanów
0 0Pawłowicz "uwaliła" Śmiszka na studiach? Nie, tylko... pomyliła osoby
0 0"Mam dość bycia naczelnym biurokratą". Tusk o szefowaniu EPL
0 0SN uznał protest dotyczący wyborów do Senatu! Powtórki jednak nie będzie
0 0Greta Thunberg z Noblem dla Dzieci. Nie pojawiła się na gali
0 0Dorośli ignorują temat. Co 10. dziecko w Polsce jest nieszczęśliwe

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"