Cierpienia młodego rodzicobójcy, czy zabicie ojca i matki to zbrodnia dla elit?

Zuzanna M i Maria Goniewicz to ta sama osoba.
Zuzanna M i Maria Goniewicz to ta sama osoba. Fot. KWP Lublin/Facebook Maria Goniewicz
Wstrząsające jest to, kiedy potomek zabija rodziców. Takie zabójstwa nie są zlecane, dzieci mordują własnoręcznie, krwawo i bez litości. Tak jak para nastolatków spod Białej Podlaskiej. Funkcjonariusze, którzy byli na miejscu zbrodni z przerażeniem stwierdzili, że podobnych obrazów nie widzieli nawet na najgorszych horrorach. Czy coś szczególnego decyduje o mordach w rodzinie, intensywność uczuć przekłada się na okrucieństwo mordu, a może jest to zbrodnia jak każda inna, tylko silnie ztabuizowana?


Mity greckie rozprawiały się z wieloma tabu, w tym z ojcobójstwem i matkobójstwem. Kiedy Edyp dowiedział się, że zabił przez przypadek ojca i ożenił się z własną matką, wyłupił sobie oczy. Orestes zabił swoją matkę Klitajmestrę, ponieważ ta z kolei zabiła swojego męża i ojca Orestesa. Czyn, mimo że w jakimś stopniu uzasadniony, musi zostać odpowiednio ukarany. Orestes ściągnął na siebie Erynie, boginie gniewu, które doprowadziły go do obłędu.


Motyw ojcobójstwa pojawia się również u Dostojewskiego, w powieści "Bracia Karamazow", w filmach Xaviera Dolana, serialach telewizyjnych, polskiej kinematografii (przykładem może być film Pawła Sali "Matka Teresa od kotów", który powstał w oparciu o fakty). O mordach w rodzinie obszernie pisali w swoich oryginalnych baśniach bracia Grimm. Podłe macochy były w rzeczywistości biologicznymi matkami bohaterów. Zabicie własnego rodzica jest nośne kulturowo. Może być kuszące dla osób łaknących sławy, uwagi, z opisanych przypadków wynika, że zabijają wrażliwcy, inteligenci, ludzie niegodzący się na zastaną rzeczywistość.


Kamil i Zuzanna
Strona facebookowa Marii Goniewicz jest utrzymana w klimacie czerni i bieli. Rozmazane zdjęcia nastolatki, wydrukowane wiersze sfotografowane w towarzystwie papierosów i whisky, linki do utworów Crystal Castles czy Portishead. Choć bardziej adekwatne byłyby chyba "Ballady morderców" Nicka Cave'a. Maria to pseudonim artystyczny Zuzanny M. osiemnastolatki, która najprawdopodobniej namówiła swojego chłopaka Kamila do zamordowania jego rodziców.


Para napadła małżeństwo w nocy. Działali z wyrachowaniem, do morderstwa użyli trzech noży, byli przygotowani, w zapasie mieli nawet lateksowe rękawiczki. Niestety, okazało się, że nie pomyśleli o tym, by dobrze naostrzyć narzędzia zbrodni. Kiedy ojciec Kamila się obudził, dziewczyna ugryzła go w rękę. Nastolatkowie postanowili więc odciąć kończynę, by śledczy nie znaleźli na niej materiału genetycznego Zuzanny. Nie dało rady, noże były zbyt tępe.
Post użytkownika Maria Goniewicz.
Matce Kamila udało się uciec z domu. Para jednak przyciągnęła ją z powrotem do budynku. Funkcjonariusze, którzy znaleźli ciała, powiedzieli, że podobnego widoku nie widzieli na najgorszych horrorach typu gore. Użyli sformułowania, że dom dosłownie spłynął w krwi.

Dobry syn
Szokiem dla rodziny i całej okolicy było też zamordowanie byłego wiceministra transportu w rządzie PiS Eugeniusza Wróbla. Sprawcą przestępstwa był syn polityka, Grzegorz. Dobry, ułożony, z drużyny harcerskiej, żeglarz, magister. Któregoś dnia pokłócił się z ojcem, prawdopodobnie o wyjazd do Stanów i kupno samochodu. Złapał za nóż, ugodził ojca, poćwiartował zwłoki piłą mechaniczną, zapakował części ciała w rolki tapet i utopił w stawie.

Mikołaj był z kolei oczkiem w głowie rodziców. Kiedy 19-latek przyjeżdżał na weekend z uczelni, w domu było prawdziwe święto. Pamiętnego wieczora podobno czekała na niego ulubiona sałatka. Chłopak zjadł, porozmawiał z rodzicami, a w nocy zamordował ich siekierą. Dlaczego? Podobno rodzice nie chcieli przyjąć do wiadomości, że Mikołaj jest gejem, nie akceptowali jego związku ze starszym mężczyzną.

Z opisanych w mediach przykładów rodzicobójców wyłania się obraz inteligentnego człowieka, wrażliwca, który nie radzi sobie ze światem i własnymi uczuciami. A więc rodzice, strzeżcie się poetów i studentów?

Mordujemy znajomych
Doktor Dagmara Woźniakowska-Fajst szybko i stanowczo zaprzecza. – W mediach lansowany jest określony profil rodzicobójcy, który szokuje, bo silnie przełamuje stereotypy społeczne. Dobry, inteligentny syn i wrażliwa, piękna córka są mordercami? To się niesie medialnie. Prawda jest natomiast taka, że najwięcej morderstw zdarza się właśnie w rodzinie i wśród osób bliskich, ale najczęściej w awanturach suto zakrapianych alkoholem – zaznacza doktorka.

Jednak zupełnie czym innym jest przecież rodzinna awantura, w której przypadkowo i pod wpływem alkoholu ginie krewny, nawet najbliższy. Bardzo często śmierć jest wówczas przypadkowa, tak jak ma to miejsce, kiedy katowana kobieta zacznie się bronić. Scenerią takich zbrodni bardzo często jest kuchnia. Wszystko z prozaicznego powodu, pod ręką zawsze znajdzie się nóż. Maltretowane kobiety uderzają bez wprawy, ale często celnie. Ich intencją nie jest zabicie, ale bywa, że są nadto skuteczne w działaniu.

Opisane powyżej morderstwa rodziców nie są wynikiem przypadku, tylko zaplanowanymi akcjami. Zwłaszcza zbrodnia z Rakowisk, do której nastolatkowie przygotowywali się od tygodni. Oglądali filmy, najpierw traktowali to jako żart, potem żart stał się śmiertelnie poważny.

Niebezpieczna młodość
Kryminolożka zaznacza, że zabicie własnych rodziców często wiąże się z zaburzeniami psychicznymi u sprawcy. – Morderstwa dzielą się m.in na ekonomiczne lub utylitarne, czyli takie, które mają doprowadzić do jakiegoś skutku, zmiany. Zabicie rodzica zwykle wiele nie zmienia. Takie mordy są często wyzwoleniem emocji.

Dziecko może zdecydować się zabić swoich rodziców pod wpływem agresji, która była przez długi czas skierowana w ich stronę. – Sprawcy nie są w stanie przewidzieć konsekwencji swoich czynów. To charakterystyczne dla osób młodych lub po prostu niedojrzałych, których kompetencje społeczne są bardzo małe -–podkreśla Dagmara Woźniakowska-Fajst.

Bo czy powodem do zabicia kogokolwiek może być nieakceptowanie wyborów życiowych? W XXI wieku władza rodzicielska nie jest przecież tak silna, a obowiązek spełnienia woli rodzica nie ciąży już tak bardzo. Chyba że jest się ekonomicznie uzależnionym od matki i ojca, wówczas sytuacja na pierwszy rzut oka może wydawać się patowa.
Dagmara Woźniakowska-Feist

Młodzi ludzie są bardziej skłonni do tak drastycznych zachowań z wielu powodów. Nastolatkowie są bardzo często nastawieni do świata nonkonformistycznie, nie potrafią myśleć przyszłościowo, nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów.

Ciekawe jest jednak to, że ta nonkonformistyczna postawa często zmienia się w pełną uległość w obrębie innych młodych ludzi lub jednego człowieka. Taki mechanizm mógł zadziałać w przypadku morderstwa w Rakowiskach. Chłopakowi mogło bardzo zależeć na tej dziewczynie.

Według danych, kobiety, które chcą zamordować, robią to rękami innych osób. Podżegają i prowokują. Nie chodzi o to, by obciążyć winą dziewczynę, być może chłopak miał trudne relacje z rodzicami, żal. Jeśli jednak zrobił to tylko z miłości, to trudno przewidzieć, jakie czeka go piekło, gdy zda sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów.

Okrucieństwo nie do przyjęcia
Analizując przypadki głośnych spraw z zamordowaniem rodziców, uderza szczególne okrucieństwo morderców. Ciosy nożem, siekierą, ćwiartowanie, to wygląda jak sceny z najgorszego horroru w wykonaniu psychopaty. Czy osoba, która zdecyduje się na zabicie rodziców traci już jakiekolwiek hamulce?

– Okrucieństwo związane z zamordowaniem rodziców nie wynika z chęci zadania jak największego bólu. Po prostu niewiele osób wie, jak skutecznie zabić człowieka, a to też przecież trzeba umieć. Morze krwi mogło wynikać z nieudolności morderców. Z podobnych pobudek ćwiartuje się ofiary, zawija w dywany i tapety. Niedoświadczeni mordercy nie mają przecież wprawy, a zależy im na zatarciu śladów – tłumaczy kryminolożka.

Zabicie rodzica niesie ze sobą szerokie możliwości interpretacji, drugie dna, analizy. Włączenie w zbrodnię aspektu nieszczęśliwej miłości, nieakceptowanej przez złych rodziców popisowo wpisuje się w utarte tropy kulturowe. Być może ktoś nawet pożałuje morderców, może sprawa krwawych nastolatków rozpędzi się medialnie jak historia mamy Madzi. Krwawa poetka jest nawet bardziej inspirująca niż mordercza matka.

Jednak tworzenie stereotypów może być równocześnie tworzeniem wzorów. A tabuizowanie nie niesie ze sobą zbyt wielu korzyści w żadnym wymiarze. Morze krwi wygląda malowniczo tylko, gdy jest odpowiednio skadrowane, morderca staje się bohaterem romantycznym tylko, gdy opinia publiczna umieści go w takiej narracji. Bez tych wszystkich ornamentów wydarzenia z Rakowisk są tylko bezmyślną rzezią zaplanowaną przez niedojrzałych ludzi. I tak powinno się je przedstawiać.