
Okładki polskich magazynów zdobią przeważnie wizerunki polskich gwiazd. To ma zagwarantować lepszą sprzedaż numeru oraz jego promocję. Pytanie tylko - po co ci celebryci, gwiazdy a nawet legendy, skoro ani trochę siebie na tych zdjęciach nie przypominają?
REKLAMA
Przeważnie wygląda to tak. Wchodzi przeciętny Kowalski do salonu prasowego czy innej Żabki, wybiera produkty i kieruje się z nimi do kasy. Kolejka. Zaczyna się więc Kowalski nudzić i rzuca okiem to na lewo, to na prawo, w końcu zatrzymuje wzrok na regale z krajową prasą i... doznaje szoku. Bo większość tzw. "jedynek" zdobi wizerunek gwiazdy, która z twarzy jest podobna… do nikogo?
Tak jest choćby w przypadku ostatniej, jakże świątecznej okładki magazynu dla panów “Logo”, którego bożonarodzeniową gwiazdą jest… no właśnie, kto?
Tak, tak. Na okładce Dawid Podsiadło, choć gdyby nie wielki, żółty śródtytuł, to odgadnąć nazwisko gwiazdy byłoby naprawdę trudno. No właśnie - odgadnąć? Czy naprawdę chodzi o to, by “odgadywać” tożsamość tego, który pojawia się na okładce? Bo jeżeli tak, to przyznać trzeba, że czytelników ta zabawa przestała bawić, a nawet zaczęła nudzić. Może nawet nigdy nie bawiła. Bo robienie z twarzy Dawida Podsiadło pola na eksperymenty, bombardowanie młodej buzi milionem efektów i filtrów, jest po prostu słabe. Dla przypomnienia - Dawid w rzeczywistości prezentuje się tak:
I trzeba być absolutnie chorym, aby uznać że finalne dzieło grafików z wyżej wymienionego pisma jest poprawioną (czytaj: lepszą) wersją artysty. Podobnie było z ostatnią okładką PANI, na której znalazła się… hmmm, Danuta Stenka?
TO jest Danuta Stenka:
Masakrowanie twarzy bohaterów okładek przy pomocy Photoshopa stało się, niestety, normą. I naprawdę, czasem człowiek zachodzi w głowę i pyta sam siebie - czy w tych redakcjach postradali wszelkie zmysły? Bo jeżeli chodzi o wzrok to sprawa jest prawie pewna. Zaćma umysłowa doskwiera także w redakcji magazynu HOT Moda, gdzie na ostatniej okładce pojawiła się taka o to pani:
To aktorka serialowa Ada Fijał, która w rzeczywistości wygląda tak:
Choć znam skrajne wręcz przypadki. Moja ulubiona masakra to dziennikarka Iwona Radziszewska w "Gali", czyli graficzny kosmos:
Oraz Iwona w realu:
Niestety, będzie coraz gorzej, bowiem w polskich pismach ostatnie zdanie w kwestii okładki należy przeważnie do dyrektora kreatywnego. A ci, nie wiedzieć czemu, godzą się na brzydotę, nawet, gdy w zespole pojawia się głos rozsądku:
Karolina Korwin Piotrowska również zwróciła uwagę na panoszącą się, coraz z resztą bezczelniej, głupotę, która, nie ma co ukrywać, najlepszym doradcą nie jest:
Nigdy nie wiadomo, co zobaczysz jako efekt finalny. To może być ktoś kompletnie niepodobny do ciebie. Można dostać wylewu, idąc do kiosku. Skąd się biorą takie babole? Coraz bardziej mi szkoda bohaterów okładek. Szczególnie tych niegłupich, którzy bezwolnie stają się ofiarą czyjegoś brakoróbstwa i głupoty.
I jest to chyba najlepsza puenta do całej tej historii. Nie wymagająca jakiegokolwiek poprawiania.
