W Gdańsku dawna stocznia coraz bardziej znika pod kołami buldożerów.
W Gdańsku dawna stocznia coraz bardziej znika pod kołami buldożerów. Fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta

Gdy kilka lat temu rozpoczęto przekształcanie dawnych terenów Stoczni Gdańskiej w zupełnie nową, centralną dzielnicę Gdańska, wiele mówiono o planach stworzenia tam klimatu znanego z Walencji czy Liverpoolu. Dziś z tych ambitnych planów zostało niewiele. Podobnie, jak z legendarnego stoczniowego krajobrazu Gdańska, który znika ostatnimi czasy wręcz z dnia na dzień.

REKLAMA
Deweloperzy to nie dżentelmeni...
O historyczną tkankę, w której rodziła się pierwsza "Solidarność" zaczęto w Gdańsku drżeć już wówczas, gdy rozpoczęła się budowa Nowej Wałowej. Z wąskiej ulicy oddzielającej tereny stoczniowe od Głównego Miasta zaczęto tworzyć arterię, która zapewni płynny ruch na Młodym Mieście - dzielnicy, w którą zamienić ma się w najbliższych latach większość dawnej Stoczni Gdańskiej
Już wówczas pisaliśmy w naTemat o zagrożeniu dla stoczniowych dźwigów, bez których trudno wyobrazić sobie Gdańsk. Istniała obawa, że spokojni możemy być chyba tylko o pomnik Poległych Stoczniowców, czyli słynne gdańskie Trzy Krzyże. Budowlańcom na drodze stanął już jednak nie mniej słynny od pomnika mur stoczniowy z grafiką Iwony Zając, w którą wplecione były przejmujące historie gdańskich stoczniowców. Mur zburzono i zaczęto brać się za demontaż dźwigów.
logo
W Gdańsku zostało już niewiele dźwigów. Na szczęście, najbardziej charakterystyczne chroni już konserwator zabytków. Fot. Jakub Noch / naTemat.pl
Wówczas Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zapewniał jednak, że o najbardziej charakterystyczne żurawie nie należy się bać, bo miasto zawarło z inwestorami i tymi stoczniami, które wciąż dźwigi wykorzystują "dżentelmeńską umowę". – Dżentelmeńskie umowy czasem w biznesie się sprawdzają. Jednak tam, gdzie istnieje strona społeczna i publiczne pieniądze, powinniśmy być raczej zwolennikami transparentnych umów – ostrzegał w rozmowie z naTemat Janusz Chilicki z inicjatywy "Dźwignij Gdańsk - NIE dla burzenia Stoczni Gdańskiej".
Już kilka tygodni później samego Pawła Adamowicza zaskoczyła informacja, iż Stocznia Gdańsk niespodziewanie sprzedała kilka niepotrzebnych jej już dźwigów. W październiku ubiegłego roku miasto postanowiło więc dalej nie ryzykować. Gdańsk kupił swój pierwszy dźwig i zaczął zbierać środki na kolejne. Najskuteczniej na ratunek historycznemu krajobrazowi na początku października tego roku przyszedł jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku, który potwierdził, iż dźwigi to zabytki i muszą podlegać ochronie konserwatorskiej.
Bitwa o dźwig to za mało
Stoczniowy klimat miasta tworzą jednak nie tylko one. Pierwsze projekty Młodego Miasta zakładały, że tuż obok centrum powstanie intrygująca dzielnica loftów, adaptowanych z dawnych hal produkcyjnych i budynków administracyjnych stoczni. Charakterystyczna industrialna zabudowa z czerwonej cegły miała być podstawą wszelkich nowych planów. To z tego powodu tak, a nie inaczej zaprojektowano przecież kontrowersyjną, "rdzawą" elewację Europejskiego Centrum Solidarności.
logo
Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku. Tuż za nim powstaje Młode Miasto. Fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta
Po zakończeniu budowy Nowej Wałowej, otwarciu ECS i udostępnieniu części postoczniowych terenów, latem zaroiło się tam od ciekawych spotkania z historyczną tkanką turystów i mieszkańców Trójmiasta. Dobrze, jeśli zrobili tam sobie kilka pamiątkowych zdjęć, bo po grudniowej serii rozbiórek po dawnym, stoczniowym Gdańsku niewiele zostaje.
Na twarde rozprawienie się z przeszłością postawił inwestor Drewnica Development, który jedną z hal, gdzie rodziła się "Solidarność" zburzył 13 grudnia, w... 33. rocznicą wybuchu stanu wojennego. W innych dniach zniknęło kilka kolejnych zabudowań i dawna stocznia przypomina coraz bardziej puste pole w środku miasta.
Bezsilne miasto
O co chodzi? Oczywiście o pieniądze. Już przed rokiem Janusz Chilicki z "Dźwignij Gdańsk" ujawniał w rozmowie z naTemat, że w planach zagospodarowania przestrzennego Młodego Miasta zostały wpisane nie tylko miejsca takie, jak ECS, ale również centrum handlowe większe od wrzeszczańskiej Galerii Bałtyckiej (jednego z największych tego typu obiektów w kraju).
logo
Pierwsze wyburzenia wymusiła budowa Nowej Wałowej. Fot. Jakub Noch / naTemat.pl
Zmiany, które zachodzą w krajobrazie Gdańska to jednak nie tylko historia o zadeptywaniu historii i mocy wielkich pieniędzy, którymi obracają deweloperzy, ale także o niedoskonałym prawie. Prezydent Gdańska nie ma bowiem żadnych prawnych narzędzi, którymi mogły zmusić inwestorów do większej wrażliwości wobec przeszłości i tkanki miejskiej.
Pawłowi Adamowiczowi w świetle ostatnich wydarzeń pozostało tylko ubolewać nad tym wraz z innymi mieszkańcami... " Sporo widziałem terenów poprzemysłowych, które zostały zamienione w nowe inwestycje. Wszędzie zachowuje się co ciekawsze fragmenty i co cenniejsze, budując i komponując z nimi nowe budynki. Mam nadzieję, że tak będzie i na terenie postoczniowym. Na razie nie widać wielkiego zainteresowania, a szkoda" - napisał prezydent na Facebooku tuż po ostatnich wyburzeniach.