Producenci kas fiskalnych szykują się na deszcz pieniędzy. Decyzja urzędnika zapewniła im ok. 100 mln zł

Odkąd urzędnicy zechcieli uszczelniać system podatkowy, produkcja kas to świetny biznes.
Odkąd urzędnicy zechcieli uszczelniać system podatkowy, produkcja kas to świetny biznes. Posnet / YouTube.com
Szefowie Posnetu, Novitusa i Elzabu to najwierniejsi fani polityki ministra finansów. Na producentów kas fiskalnych w 2015 roku spłynie deszcz pieniędzy. Minister finansów Mateusz Szczurek zdecydował, że także prawnicy, lekarze, dentyści, kosmetyczki, mechanicy czy firmy prowadzące działalność gastronomiczną będą musieli wystawiać paragony z kas fiskalnych.


Jeśli tak, jak szacuje Ministerstwo Finansów, 70 tys. przedsiębiorców ruszy do sklepu po kasy, to branża zainkasuje ok. 100 mln złotych. Kasa od wiodącego polskiego producenta kosztuje 1100 zł, a 1400 zł trzeba zapłacić za model z pamięcią elektroniczną (przechowuje dane o sprzedaży na dysku, nie ma potrzeby przechowywania papierowych wydruków). To kwoty minimalne, bo są urządzenia kosztujące ponad 3 tys. zł.


Karuzela ze sprzedażą elektronicznych pudełek drukujących paragony ruszy na dobre w nowym roku. Artur Łagowski z Centrum Kasiarzy - ogólnopolskiej sieci sprzedaży kas fiskalnych, wspomina, że w 2013 roku, kiedy urzędnicy również poszerzyli obowiązek posiadania kas, producentom zabrakło urządzeń w magazynach. Według Instytutu Rynku Elektronicznego, klienci kupili wówczas 305 tys. kas fiskalnych wobec 180 tys. rok wcześniej.

– Co jakiś czas decyzje ministerstwa prowokują boom w sprzedaży. Tak będzie też w tym roku – dodaje Łagowski. Już teraz klienci dzwonią do Centrum Kasiarzy i pytają „po ile te kasy”. Takich telefonów było już tyle, że opublikował internetowy poradnik dla przedsiębiorców pierwszy raz kupujących kasę fiskalną. Mogą oni liczyć na 700 zł zwrotu za zakup z Ministerstwa Finansów, zaliczenie wydatku do kosztów prowadzenia działalności i ewentualnie odliczenie podatku VAT.
Człowiek ze złotym paragonem
Jak zyskowny może być jeden podpis ministra, pokazuje historia zabrzańskiej spółki Elzab, produkującej kasy od kilkudziesięciu lat. Jeszcze w 2010 roku notowała straty. W 2012 roku temu notowaną na giełdzie firmę kupił za 37 mln zł warszawski COMP. Jego prezes Jacek Papaj już wie, że zrobił interes życia. Dziś biznes wyceniany jest na giełdzie na 250 mln. Spółka miała ponad 100 mln przychodów ze sprzedaży i 15 mln zł zysku. Mało tego, producent kas postanowił wejść na nowe rynki zbytu min. do Węgier.


Rynek kas fiskalnych rozwija się nieprzerwanie od 1994 r. kiedy ustawowo wprowadzono obowiązek posiadania urządzenia w handlu. Dziś największą jego część zasilają klienci, którzy zgodnie z ustawą muszą co pięć lat wymieniać stare kasy na nowe. Według Instytutu Rynku Elektronicznego, takich może być nawet 180 tys. rocznie. Czasem trafia się jednak złoty strzał, gdy obowiązek tzw. fiskalizacji trafia na kolejnych podatników.

Szczyty sprzedaży producenci zaliczali w 1998 i 2003 r., kiedy kasy fiskalne miały znaleźć się w taksówkach. Potem przyszedł czas na instruktorów nauki jazdy i właścicieli szkół tańca – wyliczał Robert Tomaszewski, przewodniczący rady nadzorczej COMP. W 2013 roku wprowadzono przepis, że kasy muszą mieć przedsiębiorcy sprzedający osobom fizycznym produkty i usługi za ponad 20 tys. zł ( wcześniej limit wynosił 40 tys.). Teraz kasy wstawią do swoich firm wszyscy lekarze, stomatolodzy, właściciele serwisów naprawy aut, salony kosmetyczne, firmy gastronomiczne.
Najzabawniejsze jest to, że kasiarze prawdopodobnie zarobią więcej niż wyniesie działka fiskusa. Resort finansów szacuje, że kasy fiskalne ograniczą szarą strefę co zwiększy dochody budżetu o 90 mln zł. To trochę mniej niż wspomniane wcześniej przychody branży. Nie brakuje ekspertów twierdzących, że w ten sposób państwo ośmiesza się wprowadzając coraz większy zamordyzm podatkowy. – Okazuje bezwzględność i surowość wobec sprzedawcy, który nie wręczyła klientowi paragonu. Karząc go 300-złotowym mandatem. Zarazem wobec grup przestępczych, prze które traci ponad 30 mld zł VAT prezentuje słabość i bezradność – mówi prof. Witold Modzelewski z Instytutu Studiów Podatkowych.

Stołówki pod szczególnym nadzorem
Jak zwykle nowe przepisy jeszcze bardziej skomplikowały życie. Szczególnie na firmowych stołówkach. Kasy mogło tam nie być, o ile wszyscy żywiący się na firmowej stołówce byli pracownikami etatowymi (w przypadku zatrudniania na praktykach studentów, czy osób na "śmieciówkach" zwolnienie nie obowiązywało). Teraz cała gastronomia ma drukować paragony choć podatek VAT w tych usługach to tylko 8 proc.. Ale żeby nie było łatwo wprowadzono jeden wyjątek. Dla firm podających jedzenie na pokładach samolotów. I znowu zagwozdka – nie wiadomo czy przywilej obowiązuje również w przydrożnych restauracjach samolotach.

Modzelewski sugeruje, że nowe przepisy o kasach to prezent dla ich producentów. Tak naprawdę gdyby Ministerstwo Finansów chciało ruszyć szarą strefę, powinno nakazać wprowadzenie kas w firmach remontowo-budowlanaych. Z danych portalu InfoPraca wynika, że tylko co piąty malarz pracuje legalnie i rozlicza swoje dochody z urzędem skarbowym. Dla korepetytorów, opiekunek do dziecka i fizjoterapeutów praca bez rachunku jest czymś zupełnie normalnym.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta
0 0Przekop mierzei przyciąga turystów. Nie wszyscy się cieszą
0 0Będzie nowy serial w świecie "Star Wars". Jest mroczny zwiastun

TRAGEDIA W TATRACH

ANETA OLENDER 0 0"Ludzie mają to gdzieś". Demontaż krzyża na Giewoncie to absurd, problem tkwi gdzie indziej
0 0Dzieci, dwie kobiety i Czech. Wiadomo, kim były osoby, które zginęły w Tatrach

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem