Mieszkasz na przedmieściach? Gratulacje! Dzięki temu wkrótce będziesz na topie.
Mieszkasz na przedmieściach? Gratulacje! Dzięki temu wkrótce będziesz na topie. Fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– W ciągu najbliższych 35 lat największe polskie miasta będą się wyludniać i to w bardzo szybkim tempie – alarmuje w swoim nowym raporcie GUS. A to między innymi dlatego, że masowo będziemy przeprowadzać się do pobliskich podmiejskich miejscowości.

REKLAMA
Moda na mieszkanie albo przynajmniej marzenie o mieszkaniu na przedmieściach widoczna jest na polskim podwórku już od jakiegoś czasu. Mówienie o tym jak męczące są duże miasta, jak jest w nich brudno, głośno i drogo stało się wręcz naszym obowiązkiem. Rzadko kiedy spotyka się mieszczucha, który swojego ciasnego M2 za nic w świecie nie zamieniłby na dom z ogródkiem. Spory odsetek amatorów przedmieść jest z pewnością w tych wypowiedziach szczery, choć zdaniem ekspertów, równie dużo jest takich, którym mieszkanie poza centrum wcale na rękę nie jest. Decydują się na to, bo nie mają innego wyjścia.
Ta moda to konieczność
– Lansowanie mody na przedmieścia to w pewnym sensie konieczność – mówi Marcin Jańczuk z agencji nieruchomości Metrohouse. – Jeśli chcemy kupić mieszkanie o przyzwoitym metrażu i w przyzwoitej cenie, to jedyną naszą nadzieją są właśnie przedmieścia. Kwota, która w przypadku lokalu w centrum wystarczyłaby nam np. na dwa pokoje, w przypadku przedmieść wystarczy na mieszkanie trzypokojowe. Tylko tam także znajdziemy lokale kwalifikujące się do programu Mieszkanie dla Młodych.

„Mieszkanie dla młodych" to rządowy program wsparcia osób w wieku do 35 lat przy kupnie pierwszego, nowego mieszkania lub domu jednorodzinnego. Polega on na dofinansowaniu wkładu własnego oraz dodatkowym finansowym wsparciu w formie spłaty części kredytu. Czytaj więcej

Problem w tym, że poza oszczędnościami na metrach kwadratowych, czy to na obrzeżach miast czy też w podmiejskich miejscowościach znajdziemy niewiele. Wbrew temu, do czego konsekwentnie przekonują nas deweloperzy przedstawiając swoim klientom wizje sielskiego, położonego nieopodal lasu osiedla o romantycznej nazwie, na którym panuje harmonia i porządek i z którego do centrum miasta dojedziemy w nie więcej niż 20 minut.
Jasne.
– Przedmieścia polskich miast gwarantują dziś realizację tylko jednej potrzeby – mieszkaniowej – mówiła niedawno na łamach „Polityki” dr Katarzyna Kajdanek, autorka książki „Suburbanizacja po polsku”. – A zarówno miasto, jak i wieś oferują trochę więcej. W mieście masz lepszy dostęp do dóbr nauki i kultury, w każdej chwili możesz wyskoczyć na piwo albo kawę, jest tam inne tempo życia, które wielu osobom odpowiada. Na tak zwanej prawdziwej wsi wszystko toczy się wolniej, jest cisza, spokój, sarenki na polu i mleko prosto od krowy. Żyjąc na przedmieściu, pozbawiasz się tych wszystkich walorów miasta, a zalety wsi otrzymujesz w postaci szczątkowej i zdegradowanej.
Przedmieścia na plus?
Sen z oczu tym, którzy z przedmieść muszą dojeżdżać do pracy, spędza także transport. Gdy próbujemy dojechać do centrum samochodem, mamy więcej niż gwarantowane – o ile nie ratuje nas praca w niestandardowych godzinach – że utkniemy w korku. Tracimy zatem nie tylko czas, ale i zaoszczędzone np. na wysokości raty kredytu pieniądze. Autobus? Podobnie.
Jedynym ratunkiem wydaje się sieć szybkich kolei miejskich, tylko, że ta w Polsce nadal jeszcze raczkuje. – Popularne SKM-ki niestety kursują tylko na wybranych trasach – dodaje Jańczuk. – Przy czym trzeba pamiętać, że tam, gdzie z miasta dojedziemy kolejką, ceny mieszkań są już znów nieco wyższe. I tak cała skomplikowana operacja oszczędnościowa zaczyna tracić sens.
Jeśli jednak wierzyć prognozom, jakie ostatnio opublikował Generalny Urząd Statystyczny, wkrótce i w Polsce – wzorem Stanów Zjednoczonych – zacznie się proces tzw. suburbanizacji. Chodzi o zjawisko częstego osiedlania się na terenach okalających duże miasta, które z kolei wedle wszelkiego prawdopodobieństwa spowoduje rozwój przedmieść. Bo to właśnie na przedmieścia masowo będą wyprowadzać się w kolejnych kilkudziesięciu latach mieszkańcy dużych miast wojewódzkich.
Raport Głównego Urzędu Statystycznego

Poznań w 2028 r. i Łódź w 2048 r. - utracą status miast liczących ponad pół miliona mieszkańców, zaś Opole w 2040 r. spadnie do kategorii miast niedużych, mających mniej niż 100 tys. mieszkańców. Kielce, zamiast 198,5 tys.,będzie zamieszkiwać niespełna 138 tys. osób, a Katowice zamiast 302 tys. niewiele ponad 208 tys. mieszkańców. W Bydgoszczy z 357 tys. mieszkańców zostanie ich 262 tys., w Lublinie z 342 zostanie 265 tys., w Toruniu z 202 tys. niespełna 158 tys., a w Gorzowie Wielkopolskim z 124 tys. zaledwie 101 tys. Jedynie w przypadku Warszawy i Rzeszowa liczba ludności ma szansę utrzymywać się na stałym poziomie lub nieznacznie wzrosnąć.

Będzie lepiej?
– Przykładem takiego zjawiska może być chociażby Poznań – wyjaśnia na łamach serwisu TVN24 Biznes i Świat dr Piotr Szukalski, demograf z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego. – Tam, wedle danych GUS, liczba ludności będzie maleć. Jednocześnie liczba mieszkańców zacznie rosnąć w okalającym miasto powiecie ziemskim poznańskim - z obecnego poziomu 359,6 tys. wzrośnie do 534,6 tys. w 2050 r.
Więcej mieszkańców na przedmieściach natomiast – zdaniem Jańczuka – prędzej czy później wymusi rozwój infrastruktury. Nie tylko tej drogowej. I wtedy mieszkanie na przedmieściach ma szansę stać się nie tylko mniej lub bardziej modne, ale także wygodne.