Aleksiej Nawalny został zatrzymany w drodze na demonstrację przeciwko wtrąceniu jego brata za kraty.
Aleksiej Nawalny został zatrzymany w drodze na demonstrację przeciwko wtrąceniu jego brata za kraty. Fot. Twitter.com/navalny; Twitter.com/EvgenyFeldman

Czyżby szykował się nam "moskiewski majdan"? Tym pełnym nadziei na upadek reżimu także w Rosji określeniem niektórzy nazywają już niespodziewany protest, do którego doszło po ogłoszeniu wyroku skazującego lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego i jego brata Olega w sprawie o rzekome wyłudzenia we francuskim koncernie Yves Rocher.

REKLAMA
Aleksiej i Oleg Nawalni zostali we wtorek skazani przez moskiewski sąd na trzy i pół roku pozbawienia wolności. Temu pierwszemu wykonanie wyroku zawieszono, drugiego czeka bezwzględne wykonanie kary. To dość zaskakująca decyzja rosyjskich władz, bo w przeciwieństwie do brata, Oleg Nawalny nigdy nie był zaangażowany w działalność opozycyjną. Aleksiej Nawalny ocenił więc, iż w ten sposób sędzi Jelenie Korobczenko kremlowski reżim po prostu nakazał jeszcze mocniej uderzyć w niego samego.
Niepotwierdzone zarzuty i inspirowany politycznie proces zakończony zastanawiającymi wyrokami doprowadził do mobilizacji wśród Rosjan. Na zorganizowanym w okolicach Placu Maneżowego niedaleko Kremla proteście we wtorkowy wieczór pojawiło się stosunkowo wiele - jak na protesty w Rosji - osób. W obronie brata chciał wystąpić tam również Aleksiej Nawalny, który musiał w tym celu złamać warunki aresztu domowego, w jakim miał pozostawać do połowy lutego.
Szybko został on jednak zatrzymany przez służby. "Najpierw wieźli mnie do rejonowego oddziału MSW, ale w pół drogi dostali nowe wskazówki. Przywieźli mnie do domu, z mieszkania nie wypuszczają. Pod drzwiami jest pięciu funkcjonariuszy 2. pułku operacyjnego" - relacjonuje na Twitterze.
W wiele gorszych warunkach znajdują się prawdopodobnie zatrzymani w czasie protestów zwykli mieszkańcy Moskwy i relacjonujący te wydarzenia dziennikarze. Z doniesień ich kolegów wynika, że na obrzeżach Placu Maneżowego OMON aresztuje wszystkich, którzy się tam znaleźli. Także nieuczestniczących w proteście przechodniów.
W centralnym punkcie placu długo udawało się jednak utrzymać grupie około tysiąca osób, z których wiele trzyma w rękach kartki z napisem "Nawalny". W rosyjskich mediach społecznościowych opozycja wzywa moskwian do dołączenia do akcji lub chociaż wsparcia protestujących jedzeniem, gorącymi napojami i kocami, by zachęcić ich do dłuższego protestu. Niestety licznie zgromadzone siły porządkowe coraz skuteczniej usuwają demonstrantów.
"Nie doszedłem do Manieżki, ale to nie oznacza, że wy nie możecie tego zrobić. Wzywam wszystkich, by nie opuszczali tego miejsca. Wszystkich nie aresztują" - apeluje też sam Aleksiej Nawalny. Na wezwanie którego odpowiadają już nie tylko w Moskwie. Na Twitterze pojawiają się zdjęcia mniejszych demonstracji z Woroneża, Jekaterynburga i Nowosybirska.
Nawalny to obecnie prawdopodobnie najpotężniejszy wróg Kremla. Z wykształcenia jest specjalistą od prawa finansowego, a z powołania blogerem. Wszystko to w połączeniu ze sporą charyzmą i ambicjami politycznymi pozwala mu od kilku lat udanie piętnować nadużycia Kremla i skorumpowanej administracji państwowej.
W ubiegłym roku pozwoliło mu to z relatywnym powodzeniem ubiegać się o stanowisko mera Moskwy. Nawet według rosyjskiej komisji wyborczej, zajął drugie miejsce i zdobył prawie 30 proc. głosów. Przegrał oczywiście tylko ze wskazanym przez Kreml Siergiejem Sobianinem. Już wcześniej napsuł jednak Władimirowi Putinowi krwi nie tylko swoimi wpisami na blogu. W 2011 roku miały miejsce największe jak dotąd protesty przeciwko polityce Putina, a na ich czele stał właśnie Aleksiej Nawalny.
Dlatego też trzy i pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu to nie pierwszy wyrok za rzekome przestępstwa gospodarcze jaki na nim ciąży. Inne "zawiasy" ma w sprawie, w której sąd w Kirowie zarzucał mu wyprowadzenie z państwowej spółki 16 mln rubli. Wówczas sędzia uznał nawet, że Nawalnemu należy się aż pięć lat natychmiastowej odsiadki w łagrze, ale praktycznie następnego dnia o zawieszenie wyroku wystąpiła... prokuratura. Ta sama, która wcześniej domagała się nawet dziesięciu lat pozbawienia wolności dla opozycjonisty.
Wtedy reżim ugiął się pod presją kilkunastotysięcznego tłumu zwolenników Aleksieja Nawalnego, którzy już w dzień ogłoszenia wyroku zgromadzili się przed siedzibą Dumy. Dziś ten sam scenariusz opozycja próbuje więc zrealizować w obronie wolności jego brata, Olega.