
Odeszła dwa lata temu, dokładnie drugiego stycznia 2013 roku. Pozostawiła po sobie bezcenny dorobek w postaci rozmów. Autorka wielokrotnie nagradzanych wywiadów, niekwestionowany autorytet wśród polskich dziennikarzy. Była także wykładowcą, a potem moim mentorem. Niezwykła postać. Teresa Torańska.
REKLAMA
Data w notatniku - 16.10.2011
Wtedy poznałem Teresę Torańską. Weszła tego dnia do sali wykładowej w jednej z warszawskich uczelni wyższych. My, studenci trzeciego roku dziennikarstwa, ona - królowa wywiadu, mistrzyni zadawania pytań. Legenda. Nie mogliśmy lepiej trafić. Temat zajęć “Sztuka wywiadu”. Przez najbliższe pół roku nas tej sztuki uczyła. Po mistrzowsku. - Co chcesz robić? Spytała, a ja absolutnie onieśmielony, nie wiedziałem od czego zacząć. - Wywiady ze zwykłymi ludźmi - palnąłem. Nie oceniała ludzi. Powiedziała tylko: "Rób! Siadaj, pisz!”. Konkretnie, jakby nie było czasu, by tracić czas. Taką ją pamiętam. Uczyła rzeczowo i dobitnie. Do tego z humorem i brakiem miejsca na sprzeciw. Robiła wrażenie. Autorytet. Spowodowała, że polubiłem wywiad jako gatunek. Poczułem się w nim pewnie, a gdy tylko gubiłem tę pewność, mogłem zwrócić się do niej o pomoc. Także wtedy, gdy nie byłem już jej studentem. W końcu sprawiła, że wywiad stał się moją ulubioną formą. - Faceci mają gorzej, pamiętaj - ostrzegała. Potem, w publikacji “Ja, my, oni”, która ukazała się po jej śmierci, wyjawiła dlaczego:
Wtedy poznałem Teresę Torańską. Weszła tego dnia do sali wykładowej w jednej z warszawskich uczelni wyższych. My, studenci trzeciego roku dziennikarstwa, ona - królowa wywiadu, mistrzyni zadawania pytań. Legenda. Nie mogliśmy lepiej trafić. Temat zajęć “Sztuka wywiadu”. Przez najbliższe pół roku nas tej sztuki uczyła. Po mistrzowsku. - Co chcesz robić? Spytała, a ja absolutnie onieśmielony, nie wiedziałem od czego zacząć. - Wywiady ze zwykłymi ludźmi - palnąłem. Nie oceniała ludzi. Powiedziała tylko: "Rób! Siadaj, pisz!”. Konkretnie, jakby nie było czasu, by tracić czas. Taką ją pamiętam. Uczyła rzeczowo i dobitnie. Do tego z humorem i brakiem miejsca na sprzeciw. Robiła wrażenie. Autorytet. Spowodowała, że polubiłem wywiad jako gatunek. Poczułem się w nim pewnie, a gdy tylko gubiłem tę pewność, mogłem zwrócić się do niej o pomoc. Także wtedy, gdy nie byłem już jej studentem. W końcu sprawiła, że wywiad stał się moją ulubioną formą. - Faceci mają gorzej, pamiętaj - ostrzegała. Potem, w publikacji “Ja, my, oni”, która ukazała się po jej śmierci, wyjawiła dlaczego:
Współodczuwać, a nie współczuć
To jedna z najważniejszych zasad, jakimi kierowała się Teresa Torańska w swojej pracy. I jednocześnie najcenniejsza rada, jaką mogła mi dać. Mówiła także: “Trzymaj ego na wodzy”. Uważała bowiem, że zarówno pycha i jak współczucie potrafią dziennikarza wyprowadzić w pole. Szczególnie podczas przeprowadzania wywiadu. - Wywiad to walka dwóch stron. Musisz zrobić wszystko, aby wygrać - tłumaczyła. Na współczucie nie było zatem miejsca. Mogłeś tylko, a nawet powinieneś “czuć” drugą stronę. To były bardzo proste porady, a nie wielkie teorie na temat tego zawodu. Ale właśnie w tej oszczędności tkwił cały sens. - Zadawaj krótkie pytania - powtarzała jak mantrę na każdym naszym spotkaniu. To było zresztą motto, hasło reklamowe “Sztuki wywiadu”, której autorką była właśnie Teresa Torańska. Choć sama mówiła, że nie robi wywiadów, tylko przeprowadza rozmowy, wiedziała niemal wszystko o tym, jak wsłuchiwać się w to, co mówią ludzie. A ja miałem okazję się od niej tego słuchania nauczyć.
To jedna z najważniejszych zasad, jakimi kierowała się Teresa Torańska w swojej pracy. I jednocześnie najcenniejsza rada, jaką mogła mi dać. Mówiła także: “Trzymaj ego na wodzy”. Uważała bowiem, że zarówno pycha i jak współczucie potrafią dziennikarza wyprowadzić w pole. Szczególnie podczas przeprowadzania wywiadu. - Wywiad to walka dwóch stron. Musisz zrobić wszystko, aby wygrać - tłumaczyła. Na współczucie nie było zatem miejsca. Mogłeś tylko, a nawet powinieneś “czuć” drugą stronę. To były bardzo proste porady, a nie wielkie teorie na temat tego zawodu. Ale właśnie w tej oszczędności tkwił cały sens. - Zadawaj krótkie pytania - powtarzała jak mantrę na każdym naszym spotkaniu. To było zresztą motto, hasło reklamowe “Sztuki wywiadu”, której autorką była właśnie Teresa Torańska. Choć sama mówiła, że nie robi wywiadów, tylko przeprowadza rozmowy, wiedziała niemal wszystko o tym, jak wsłuchiwać się w to, co mówią ludzie. A ja miałem okazję się od niej tego słuchania nauczyć.
Tera-tora, “no, no, no” i... gałgan
Tera-tora. Tak zaczynał się adres mail do Teresy Torańskiej. I tak ją też nazywaliśmy. Albo “Cześć, Tereska”. Zawsze z sympatią, bo choć wymagała ode mnie dużo, trudno było się na nią gniewać. I te odwieczne “no, no, no”, które bawiło i wchodziło innym w nawyk. Nie pamiętam kiedy, ale “nonować” zacząłem nie tylko ja, ale i moi znajomi. - Słuchaj, co ludzie mówią. Jesteś gałgan, ale zdolny - to były ostatnie słowa, jakie usłyszałem. Był listopad 2012 roku. Teresa Torańska zmarła dwa miesiące później. Dokładnie 2 stycznia 2013. Czy można mieć lepszego nauczyciela w kwestii słuchania ludzi? Uważam, że nie. Czy miałem szczęście, że na swej drodze spotkałem właśnie ją? Zdecydowanie tak. Warto się takimi nauczycielami chwalić, szczególnie, gdy to wychwalanie jest jednocześnie podziękowaniem. Za ogromną lekcje. Nie tylko zawodu, ale i życia. Jest też dbaniem o pamięć. Bo Teresa Torańska na to po prostu zasłużyła.
Tera-tora. Tak zaczynał się adres mail do Teresy Torańskiej. I tak ją też nazywaliśmy. Albo “Cześć, Tereska”. Zawsze z sympatią, bo choć wymagała ode mnie dużo, trudno było się na nią gniewać. I te odwieczne “no, no, no”, które bawiło i wchodziło innym w nawyk. Nie pamiętam kiedy, ale “nonować” zacząłem nie tylko ja, ale i moi znajomi. - Słuchaj, co ludzie mówią. Jesteś gałgan, ale zdolny - to były ostatnie słowa, jakie usłyszałem. Był listopad 2012 roku. Teresa Torańska zmarła dwa miesiące później. Dokładnie 2 stycznia 2013. Czy można mieć lepszego nauczyciela w kwestii słuchania ludzi? Uważam, że nie. Czy miałem szczęście, że na swej drodze spotkałem właśnie ją? Zdecydowanie tak. Warto się takimi nauczycielami chwalić, szczególnie, gdy to wychwalanie jest jednocześnie podziękowaniem. Za ogromną lekcje. Nie tylko zawodu, ale i życia. Jest też dbaniem o pamięć. Bo Teresa Torańska na to po prostu zasłużyła.
Dzięki.
