– I u nas można znaleźć opowieści, które spotykamy w Tudorach, Rodzinie Borgiów czy serialach o starożytnym Rzymie – mówi Robert Foryś.
– I u nas można znaleźć opowieści, które spotykamy w Tudorach, Rodzinie Borgiów czy serialach o starożytnym Rzymie – mówi Robert Foryś. Jan Tricius - Wilanów Palace Museum (2005). Wilanów Collection. Warsaw 2005.

Jan III Sobieski nie był święty, a jego żona Marysieńka całym sercem służyła Królowi Słońce. Oboje lubili francuskie złoto. – Klasa polityczna ówczesnej Rzeczpospolitej była zachłanna, zdemoralizowana i zupełnie nie przystawała do romantycznej wizji wpojonej nam przez pisarzy XIX wieku – mówi Robert Foryś, autor opisującej losy Sobieskiego i Marysieńki książki "Bóg, honor, trucizna".

REKLAMA
Na forach internetowych Pańscy fani porównują najnowszą książkę, "Bóg, honor, trucizna", której akcja osadzona jest w realiach XVII-wiecznej Polski, do "Gry o Tron". Wszystko tu mamy - opanowaną do perfekcji przez kobiety i mężczyzn politykę alkowianą, zachłannych duchownych, króla homoseksualistę, zdrady, tajne sojusze, korupcję....To celowy zabieg?

"Gra o Tron" wyznaczyła nowy poziom w literaturze popularnej, porównania zawsze będą i to jest nieuniknione. „Gambit hetmański” jest wyłącznie moją historią, świadomie nie wzorowałem się na znanych mi powieściach, chciałem stworzyć coś nowego na polskim gruncie. Udowodnić, że i u nas można znaleźć opowieści, które spotykamy w Tudorach, Rodzinie Borgiów czy w serialach o starożytnym Rzymie. Dla mnie powieść to taki serial, ten dobry anglosaski oglądany na zagranicznych platformach czy w necie.
Wziął Pan na warsztat królewską parę owianą romantyczną legendą - Jana III Sobieskiego i Marysieńkę, których opisuje jako parę zręcznych, bezwzględnych polityków, gotowych na wszystko, by obalić Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Zaskakuje takie przedstawienie Marysieńki, która nie wahała się używać wszelkich dostępnych środków ku chwale ojczyzny. Czyli Francji? Czy jednak Polski?
Taka jest prawda historyczna, klasa polityczna ówczesnej Rzeczpospolitej była zachłanna, zdemoralizowana i zupełnie nie przystawała do romantycznej wizji wpojonej nam przez pisarzy XIX wieku. Wiele nie ubarwiam, proszę mi wierzyć. Ludzie są zawsze tacy sami, wtedy czy dziś. Kieruje nami próżność, żądza bogactwa i seks, troszczymy się głównie o dobrą przyszłość dzieci i nas samych.
Myślę, że Marysieńka do końca życia została Francuską, przez długie lata namawiała Jana Sobieskiego do wyjazdu z Rzeczpospolitej. Została w Polsce póki żył mąż i mogła być tu królową, gdy zabrakło Jana spakowała majątek i wróciła do siebie. Jan Sobieski nie był święty. Brał złoto od obcych dworów, dla ambicji i z miłości do żony podzielił kraj na dwa nienawidzące się obozy. Nie uznawał legalnie obranego przez naród Michała Korybuta Wiśniowieckiego, gotów był wywołać wojnę domową i dążył do obalenia króla wykorzystując wojsko i subsydia otrzymywane z Francji. Wyobraźcie sobie polityka z dzisiejszych czasów, który tak sobie poczyna?
Historia wybaczyła mu przez wzgląd na Odsiecz Wiedeńską, ale Jan Sobieski to typowy hardy magnat, dziecko i produkt swych czasów.
Opisuje Pan Marię Kazimierę jako francuską agentkę...

W okresie, który opisuje Rzeczpospolitą rozdzierała pełzająca wojna domowa między dwiema partiami. Wzajemna nienawiść niszczyła kraj i totalnie skłóciła ze sobą obywateli. To, z czym mamy do czynienia obecnie w polskiej polityce, to fraszka - igraszka przy tamtym poziomie zacietwierzenia.
Maria Kazimiera całym sercem służyła Ludwikowi XIV. Długo zajęło jej wyzbycie się kompleksu poddanki Króla Słońce. Ostatecznie miała we Francji ojca i braci. Pamiętajmy też za czyje pieniądze Jan Sobieski został wybrany królem na polu elekcyjnym. Zwykle w demokratycznych wyborach wygrywa kandydat dysponujący większym budżetem na reklamę i przekupstwo.
Jan Sobieski oczywiście cieszył się popularnością po zwycięstwie nad Turkami pod Chocimiem, ale to poparcie ambasadora Francji i ciężkie skrzynie ze złotem przysłane z Paryża zdecydowały o wyniku elekcji. Ludwik XIV toczył w tym czasie wojnę z całą Europą, potrzebował kogoś przyjaznego w Rzeczpospolitej, kto będzie trzymał w szachu Austrie i Brandenburgię. Obiecywał Sobieskim w nagrodę Prusy Książęce jako udzielne księstwo i zapewniał olbrzymie fundusze przez wiele lat. Na koniec jednak zostawił Sobieskich samych sobie. Stąd potem Odsiecz Wiedeńska. Ale to już osobna historia.
Z kolei Korybuta Wiśniowieckiego odmalowuje Pan jako tchórzliwego, rozchwianego, panicznie bojącego się matki, kniahini Gryzeldy. I homoseksualistę. Ile w tej postaci historycznej prawdy, ile fikcji?

Prymas Prażmowski, kolejny zadeklarowany stronnik Francji, nie wahał się oczerniać Michała Korybuta za zniewieściałe upodobania. Jan Sobieski wykpiwał go sugerując, że król jegomość nie wie, co mężczyzna winien czynić w alkowie żony. Być może to zwykłe kalumnie. W obecnej polityce również obrzuca się ważnych polityków takimi insynuacjami.
Prawdą jest za to, że Michał Korybut był bardzo chwiejnych człowiekiem. Osobiście widzę w tym winę jego matki. Kniahini Gryzelda Wiśniowiecka młodo owdowiała i po śmierci męża musiała sama wychowywać syna. Straciła też większość majątku po powstaniach kozackich. Takie przeżycia musiały odbić się na jej stosunku do syna. Myślę, że była nadopiekuńcza.
Do tego kniahini była naprawdę twardą kobietą, co udowodniła tocząc regularną wojnę o Zamość po śmierci brata i wygrywając ją. Presja ze strony matki i pamięć o ojcu kniaziu Jaremie, musiały być dla Korybuta wielkim obciążeniem. Bardzo trudno dorównać do wygórowanych ambicji rodziny.
Spośród trzech kobiet, których portrety Pan odmalowuje, najmniej znaną jest Gryzelda Zamoyska nazywana "wilczycą z Zamościa". Niewiele o niej wiemy, choć była to potężna kobieta, która wywarła duży wpływ na losy Polski.
Kobiety są pomijane w historii, albowiem to mężczyźni spisują dzieje. Gryzelda Wiśniowiecka nie miała łatwego życia. W świecie, w którym kobieta z zasady musiała mieć męskiego opiekuna kniahini, radziła sobie nadspodziewanie dobrze. Była silna, mądra i gdy trzeba - bezwzględna. Idealne cechy, aby zostać premierem.
Kolejną pobudzającą wyobraźnię postacią jest prymas Prażmowski, który w zamian za poparcie Francuzów w wyścigu do polskiej korony ma zostać papieżem. W tamtym czasie było to możliwe?
To wymysł fabularny na potrzeby powieści. Papieżem w tamtych czasach mógł zostać jedynie Włoch. Prażmowski miał swoje ambicje tu w kraju. Myślę, że marzyła się mu rola pierwszego ministra przy nowym królu. Kościół zawsze odgrywał wielką rolę w polityce, a jego książęta nie ustępowali w wyrachowaniu i ambicjach świeckim politykom. Pamiętajmy również, że kariera duchowna często była rezerwowana dla młodszych synów ze szlachetnych rodów. Powołanie w takich przypadkach było mile widziane, ale nie niezbędne. Rzym zna wiele przykładów nastoletnich kardynałów spokrewnionych z papieżami. Koloryt tamtych czasów.
Prymas Prażmowski był dzieckiem swej epoki. Lubił władzę i kochał towarzystwo niewiast, co wytykano mu w rozprawach politycznych. Posiadał też wielki majątek, zamki i prywatne wojsko. To lepsze niż mieć radio, tv i multipleks razem wzięte.
Okazuje się, że w epoce całkowicie zdominowanej przez mężczyzn, to kobiety skupiały dużą część władzy, będąc niezwykle sprawnymi szyjami, które zręcznie kręciły także koronowanymi głowami mężów... Można się w tych postaciach dopatrywać rysów feministycznych?

Feminizm to eksperyment naszych czasów. Czy udany - okaże się, gdy w państwach Europy Zachodniej zaczną wprowadzać prawa Szariatu. Ostatecznie w demokracji decyduje większość, a kobieta w islamie rodzi kilka razy więcej dzieci niż Europejka. Może przyjdzie czas, gdy Polacy znów ruszą na Wiedeń. Ciekawi mnie tylko, po której stronie murów będą wówczas muzułmanie.
W Rzeczpospolitej szlacheckiej kobiety z wyższych klas miały zapewnioną wolność osobistą, posiadały własne majątki, nieraz większe od majętności męża. Wiedziały też, do czego służą wojska nadworne i nie jeden raz mężczyźni musieli ustępować im pola w wojennych szrankach. Nie przysługiwały im rzecz jasna prawa polityczne, te przyznano kobietom w XX wieku, ale Marysieńka Sobieska, Klara Pac, Gryzelda Wiśniowiecka czy Teofila Zasławska sterowały mężami, synami i kochankami za kulis. Miały po temu wszelkie środki, walory intelektualne i potrzebą ambicje.