Nowe kardynalskie nominacje to kolejny etap konsekwentnie realizowanego planu papieża Franciszka
Nowe kardynalskie nominacje to kolejny etap konsekwentnie realizowanego planu papieża Franciszka Fot. Giulio Napolitano / shutterstock.com

Wyborem piętnastu nowych kardynałów, spośród których tylko pięciu pochodzi z Europy, papież Franciszek potwierdził swoją dotychczasową linię otwarcia na kościoły na peryferiach. Pokazał, że to już nie w Europie, „bezpłodnej staruszce”, jak nazwał kontynent podczas swojego wystąpienia w Parlamencie Europejskim, bije serce Kościoła. Pokazał też, że jego rewolucja trwa.

REKLAMA
Wśród nowych „książąt Kościoła” jest tylko pięciu Europejczyków. Żadnego Amerykanina. Trzech nowych kardynałów pochodzi z Azji, trzech z Ameryki Łacińskiej, dwóch z Afryki i dwóch z Oceanii. Choć wydaje się, że to czynnik geograficzny był decydujący, równie istotne wydaje się, iż na liście znalazło się kilku duchownych znanych ze swoich umiarkowanych poglądów. Żadnego zatwardziałego konserwatysty.
Rewolucja trwa
Znany amerykański watykanista John L. Allen wymienia wśród tych postępowych duchownych abpa Johna Atcherleya z Nowej Zelandii, który podczas synodu w 2005 roku optował za pozwoleniem na komunię dla ludzi rozwiedzionych oraz hiszpańskiego abpa Ricardo Blázquez Péreza. Trudno przeoczyć też nominację abp Francesco Montenegro z Sycylii. To właśnie on powitał nowego papieża, kiedy ten przybył z wizytą na wyspę Lampedusa, do brzegów której przybijają dziesiątki statków z nielegalnymi imigrantami na pokładach. Papież konsekwentnie przypomina o priorytetach swojego pontyfikatu, podobnie jak zrobił to podczas przemówienia w europarlamencie, kiedy mówił zarówno o zmęczonej Europie, zdominowanej przez agresywny konsumpcjonizm i obojętność wobec słabszych, jak i fakcie, że świat jest coraz mniej „europocentryczny”.
W tej chwili w Kościele jest 110 kardynałów, którzy mogą brać aktywny udział w konklawe – to jest nie przekroczyli jeszcze 80 roku życia. W lutym będzie ich o piętnastu więcej. W gronie 125 kardynałów już 31 zasiada z nadania Franciszka. Wszystkie te ruchy pokazują przemyślaną i bardzo konsekwentną politykę papieża, zarówno tę polegającą na polityce otwarcia w Kościele, jak i przełamywaniu kolejnych tradycji. Od czasów papieża Pawła VI limit liczby kardynałów wynosił 120.
Włoski watykanista z dziennika "La Stampa" Giacomo Galleazzi mówił w niedawnej rozmowie z naTemat, że za Franciszka "rewolucja formy staje się rewolucją treści". To prawda – choć forma też się zmienia.
Serce Kościoła bije gdzie indziej
Nowe nominacje kardynalskie mają pokazać, jak mówił papież, „nierozerwalne więzy Kościoła w Rzymie z kościołami na świecie”. Pokazują także, jak bardzo przesunął się w Kościele środek ciężkości.
Marek Zając, publicysta katolicki

Od samego początku widać, że papież Franciszek globalizuje kolegium kardynalskie. Wybór piętnastu nowych kardynałów, spośród których zaledwie pięciu pochodzi z Europy, jest ważnym sygnałem, w jakim kierunku idzie Kościół. Już kilka lat temu, kiedy rozmawiałem z jednym z wysoko postawionych kurialistów, usłyszałem znamienne zdanie „Bóg przeprowadził się na południe”. I to prawda, ciężar katolicyzmu przenosi się na półkulę południową, do Ameryki Południowej, Afryki i Azji.

Publicysta dodaje, że w tym zestawieniu szczególnie interesująca jest Azja, gdzie katolicy, poza wyjątkiem, jakim są Filipiny, wciąż nie stanowią wielkiego procentu. –Jednak okazuje się, że katolicyzm może się pięknie łączyć z dalekowschodnią kulturą i mentalnością. To dlatego przyciąga tam ludzi jak magnes. Papież wiąże duże nadzieje z Koreą Południową, co pokazuje jego ubiegłoroczna wizyta, oraz z kościołem chińskim, w którym panuje trudna sytuacja z uwagi na reżim komunistyczny – wyjaśnia Zając.
Europa: ważna, ale nie najważniejsza
Kiedy papież przemawiał w Parlamencie Europejskim powiedział, że Europa jest niczym „bezpłodna babcia”. Stary Kontynent jest coraz starszy. – Te słowa pokazują bardzo charakterystyczne przesunięcie akcentów: za pontyfikatu Benedykta VXI mieliśmy do czynienia z wielką próbą odwrócenia trendów laicyzacyjnych w Europie, tamten papież mówił: nawet jeśli nie praktykujecie, to chrześcijaństwo jest wam bliskie kulturowo. Ten papież mówi coś innego. Mówi: przestańmy bez przerwy zajmować się Europą. Europa jest ważna, ale nie najważniejsza, chrześcijaństwo rozwija się wszędzie – komentuje publicysta.
Podczas gdy w Europie Kościół przeżywa kryzys, w częściach świata, które Franciszek nazywa jego „peryferiami”, katolicyzm ma się dobrze. Rozwija się. Kwitnie. Znaczenie kościołów europejskich maleje, co pokazuje mniejsza liczba Włochów i Europejczyków w kolegium kardynalskim, choć wciąż są one, jak mówi Marek Zając, rezerwuarem myśli katolickiej.
Watykan się wyprowadza?
Czy można sobie wyobrazić Kościół, którego centrum administracyjnym nie jest Watykan?
Marek Zając, publicysta katolicki

Teoretycznie można tak to sobie wyobrazić wiedząc, że pierwszym centrum była Jerozolima. Nie widzę jednak potrzeby przenoszenia administracji i władzy symbolicznej w inne miejsce niż Rzym. Bazylika św. Piotra stoi tam, gdzie grób św. Piotra, który jest skałą Kościoła. Rzym jest katedrą. A biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości komunikacyjne – nie ma potrzeby przenoszenia Watykanu, dlatego Rzym zostanie symbolem i miejscem zarządzania Kościołem. Poza tym pamiętajmy, że nie trzeba było przenosić Rzymu do Buenos Aires. Wystarczył papież z Argentyny.

Wyjaśnia jednak, że takie przeniesienie miało już miejsce – zanim centrum chrześcijaństwa stał się Rzym, była nim Jerozolima. – Kiedy okazało się w III czy IV wieku, że serce Kościoła nie będzie już biło w basenie Morza Śródziemnego, dla wielu był to szok. Bo jeśli nie tam, to gdzie? Nie stała się jednak katastrofa, kiedy punkt ciężkości chrześcijaństwa przeniósł się z Jerozolimy do Europy Zachodniej – dodaje publicysta.