Cezary Nowak vel. CeZik udzielił nam wywiadu.
Cezary Nowak vel. CeZik udzielił nam wywiadu. Fot. Szymon Szczesniak www.facebook.com/szymonszczesniakphotography

Cezary Nowak vel. CeZik to osoba, bez której polski internet nie byłby tym, czym teraz jest. Nam udało się z nim porozmawiać w biegu. Kiedy wpada do Warszawy, jego grafik jest napięty co do minuty. Powiedział nam, dlaczego nie zamierza nagrywać płyty, czy Stingowi ostatecznie udało się namówić go na wódkę oraz przyznał się, że... się sprzedał.

REKLAMA
Jesteś świeżo po roaście Czesława Mozila, też ci się trochę dostało…
Taki był plan. Oglądałem poprzednie roasty i bardzo lubię taki czarny humor. Nie zastanawiałem się długo kiedy Czesław zaproponował mi wzięcie udziału.
Dotknął cię jakiś żart na twój temat?
Nie, bo wiedziałem, że każdy tam z siebie żartuje. Nie brałem nic do siebie, jestem zdystansowany do komentarzy na swój temat.
Jak długo przygotowuje się do takiego wydarzenia?
Tego typu impreza polega na tym, że są komicy, jest gwiazda wieczoru i jestem ja. Byłem „na linii” z komikiem ze Stand-up Polska, którego nie było na scenie. To taka szara eminencja, która pociąga za sznurki z tyłu. Wymienialiśmy się pomysłami na „pojazdy”. On wysłał mi bazę żartów, ja je oceniłem i dopisałem swoje. Tak powstała kompilacja „pojazdów”, głównie na Czesława.
Udało się w końcu Stingowi namówić Cię na wódkę?
Nie, ja jestem wyznawcą zdrowego żywienia i dobrej diety. Mikstury Stinga, które mi proponował, były nie do przeskoczenia.
Można nazywać cię youtuberem?
Nie przeszkadza mi nazywanie mnie youtuberem czy gwiazdą internetu. Każdy niech sobie nazywa mnie jak chce. Niektórzy używają bardziej dosadnych określeń jak np. „pedał”. Wolę jednak bardziej youtubera (śmiech). Jednak generalnie nie przywiązuję wielkiej wagi do nazewnictwa.
Chciałam kupić bilet na twój koncert w dniu występu w Warszawie, ale są już dawno wyprzedane. Czy tak jest wszędzie?
Nie. Ale często. Warszawa jest bardzo duża i faktycznie tutaj bilety wyprzedawane są przed czasem. Gram także w małych miejscowościach o takich nazwach, że dowiaduję się o ich istnieniu dopiero jak tam dojeżdżam. Różnie tam bywa, czasem nie ma pełnych sal, ale lubię grać dla każdej publiczności.
Gram dla maksymalnie 300 osób. Dla większej ilości osób mój koncert nie ma sensu, bo wtedy tracę kontakt z ludźmi, a on jest bardzo ważny.
Kiedy usłyszymy twoją piosenkę w radiu?
„Nowe Zasady” były grane w radiu. Zadebiutowały w radiowej „Trójce”, trafiły na playlisty kilkunastu stacji, ale nie był to typowo komercyjny produkt. Nie wiem, czy się nadaję do robienia piosenek bez teledysku, bo nie jestem w stanie się w nich w pełni wyrazić. Chyba nie jestem najmocniejszy w dziedzinie muzyki radiowej.
Co z przygotowaniem twojej płyty?
Kiedyś była taka idea, ale porzuciłem ten pomysł. Tak jak wspomniałem, do pełni szczęścia potrzebuję obrazu, a na płycie byłbym ograniczony tylko do muzyki. Odpuściłem i skupiłem się na teledyskach. Nie jestem artystą radiowym, nie przeszkadza mi to, bo jest ich cała masa, a tych internetowych jest mniej i łatwiej się wybić.
Kiedy zaczynałeś swoją przygodę z YouTubem to wyobrażałeś sobie, że teraz będziesz w tym miejscu, w którym jesteś?
Chyba nie do końca miałem taką wizję, bo internet oraz YouTube nie był na takim poziomie, jak jest obecnie. Dziś wiele osób po prostu z niego żyje. Nie byłem przekonany, że to stanie się moją pracą.
Jesteś z tego zadowolony?
Tak. Teraz jest taki okres, że wszystko jest tak jak sobie zaplanowałem. Bardziej myślę o tym, jak będzie w przyszłości. Chciałbym, żeby to się rozwinęło trochę w innym kierunku. Nie wiem jeszcze dokładnie w jakim. Nie mam też pojęcia, jak to będzie wyglądać. Na razie w mojej głowie zachodzą różne procesy myślowe.
Chcesz być jeszcze bardziej popularny?
Oczywiście, chyba każdy artysta ma taki cel żeby docierać do jak największej liczby odbiorców. Nie chcę im jednak wciskać nic na siłę. Jeżeli widzowie będą przybywać w naturalny sposób, tym lepiej dla mnie. Wciskanie na siłę ma bardzo płytki i krótkotrwały efekt.
Myślisz o przekroczeniu granic naszego kraju?
Kiedyś bardzo chciałem, teraz już mniej. Nie mam na to wielkiego parcia, a poza tym nie mam pomysłu czym miałbym zaskoczyć zagraniczną widownie. Jak coś wymyślę i uznam że jest dość dobre, to wtedy się zastanowię czy warto.
Który klip przygotowywałeś najdłużej?
Cover „Biała flaga” Republiki. Nagrywałem to na żywo, tzn. klip nie jest śpiewany do muzyki, która została wcześniej nagrana. Składa się z sześciu okienek i każdą z tych sześciu ścieżek nagrywałem osobno. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, jak się kręci klipy, robiłem to metodą prób i błędów. Zeszło mi z tym pół roku.
Zwykle każdemu filmowi poświęcam około dwóch miesięcy. Wielu osobom wydaje się, że wrzucam tak rzadko nowe materiały, bo jestem leniwy, a to po prostu tyle trwa…
A który najkrócej?
Cover „Ona tańczy dla mnie”, bo bardzo szybko wpadłem na pomysł jak to ugryźć. Samo nagranie piosenki to kilka dni. Dobrałem skład, nagraliśmy to w Gliwicach, montaż też nie był trudny, zajęło mi to łącznie z 2-3 tygodnie.
Nie “ Zaklęta Antylopa”?
O faktycznie, nie pomyślałem o tym. Ona wyszła chyba w 2 dni po premierze oryginału w „Dzień Dobry TVN”. W przypadku takich virali czas gra kluczową rolę i trzeba reagować błyskawicznie z odpowiedzią.
Nie chciałeś sparodiować “włączamy niskie ceny”?
Dla mnie niektóre rzeczy same w sobie stają się parodią poprzez internet i społeczność, która mieli ten temat. Ten temat jest już zgwałcony do granic możliwości, więc kolejne żarty stają się już nudne.
Naprawdę masz taki wielki dystans do siebie?
Nie, bez przesady. Tak mogłoby się wydawać po jednej piosence, którą zrobiłem z negatywnych komentarzy na swój temat, ale rusza mnie wiele rzeczy, szczególnie jak wrzucę nowy filmik. Negatywne komentarze są dla mnie wtedy bolesne i to też sprawia, że myślę czy nie zmienić branży. Na szczęście jest to tylko chwilowe. Cenię sobie komentarze z konstruktywną krytyką, z których mogę coś wynieść na przyszłość.
Jak bardzo zmienił się internet od momentu, w którym zadebiutowałeś?
Bardzo się rozwinął. Kiedyś jak wrzucałem pierwsze viralowe klipy, gdy śpiewałem od tyłu, to jak film miał w ciągu doby 200 tysięcy wyświetleń, to był niezły wynik, który robił wrażenie. Dziś 200 tysięcy to żadne osiągnięcie, można to zrobić z palcem w nosie. Poprzeczkę zdecydowanie podwyższył Wardęga, ale on działa na skalę światową, więc nie ma co go porównywać do polskich youtuberów. 
Czujesz, że budujesz historię polskiego internetu?
W jakimś stopniu na pewno. Działam w nim od kilku lat, ale czy jakoś bardzo ją zmieniam? Chyba nie. Traktuję siebie jako lekką rozrywkę, dzięki które można się zrelaksować po pracy, a nie jak coś co ma zmieniać świat.
Nie kusiło cię, aby przeprowadzić się z Gliwic do Warszawy?
Nie, nie miałem takiej potrzeby. Tutaj jest drożej, są korki, wszystkiego jest za dużo. To nie ma dla mnie żadnego sensu. Wolę spokojniejsze miejsca.
Jakie to uczucie wkręcić całą Polskę w Józka, który wziął udział w brytyjskim Mam Talent?
Świetne. Oglądałem z wypiekami na twarzy jak się nabierali. Zresztą nadal to robią. Najbardziej cieszą mnie reakcje wkręconych ludzi, których spotykam na ulicy.
Internet jest jeszcze w stanie cię czymś zaskoczyć?
No pewnie! Cały czas przeglądam internet z nadzieją, że zaraz zobaczę coś dzięki czemu opadnie mi szczęka. Kreatywność ludzka nie zna granic, choć zaskakiwanie jest coraz trudniejsze. Jest już naprawdę duża konkurencja, ludzie tyle tego teraz wymyślają, że trudno jest się przebić z czymś świeżym. 
Czym ostatnio cię zaskoczył?
Nie kojarzę takiej rzeczy. Wielkim odkryciem był dla mnie mój amerykański pierwowzór, czyli kanał “Bad Lip Reading”, na którym wkłada się do ust różne słowa. Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu autora tego kanału.
Istnieje w polskim internecie cenzura?
Myślę, że takie stwierdzenie byłoby niesprawiedliwe. Jest pełna wolność, a jeżeli ktoś twierdzi inaczej, to zawsze może wnieść pozew cywilny. Moim zdaniem wolność w internecie nie jest zagrożona. 
Przygotowując klip masz świadomość czy stanie się on hitem lub nie?
Nie, mogę się tylko tego domyślać. Staram się celować, ile może mieć wyświetleń po tygodniu i tak sobie strzelam i… raczej nie trafiam (śmiech). Internet jest nieprzewidywalny, nikt nie jest w stanie ocenić, co będzie hitem. 
Co dobrze sprzedaje się w internecie?
To, co w innych mediach: głupota, kontrowersja, cudze nieszczęście w postaci wielorakich faili, z których ludzie śmieją się do bólu. Zresztą sam to robię. Wszystko co odbiega od normalności.
Zrobiłeś sobie jakąś krzywdę podczas nagrywania własnego filmu?
Raz jak nalepiałem zielone tło na ścianę to kropla kleju wpadła mi do oka. Bałem się, że stracę wzrok… przeżyłem. W porównaniu do Wardęgi to jestem jak taka roślinka cieplarniana w szklarni. Nic mi nie będzie.
Co robisz kiedy nie koncertujesz ani nie nagrywasz?
Staram się poświęcać czas na życie prywatne, choć nie jest to łatwe. Jestem w swojej pracy perfekcjonistą i potrafię godzinami pracować nad jednym klipem, zapominając o sprawach rodzinnych.
Czy przez swój perfekcjonizm nie opublikowałeś jakiegoś nagrania?
Myślę, że tak. Kiedy w połowie produkowania klipu ocenię, że nic z tego nie wyjdzie, to zarzucam dalszą pracę. Wiele osób nie ma takiego podejścia i publikuje rzeczy, które są bardzo niedopracowane. Muszę być pewny, że to co wrzucam jest dobre w stu procentach na moje aktualne możliwości.
Co to znaczy sprzedać się?
Pewnie zaprzedać swoje wartości dla pieniędzy. To robienie czegoś, z czym się nie zgadzamy tylko dla korzyści majątkowych.
A ty się sprzedałeś?
W jakimś stopniu tak. Robiłem rzeczy za kasę, do których nie byłem przekonany w stu procentach, ale nie sprzedałem się do czegoś, czego kompletnie nie czułem. Myślę, że mogłoby się to zdarzyć, gdyby była odpowiednia ilość pieniędzy np. milion złotych. Pewnie wtedy mógłbym wiele swoich wartości złamać. Ale na razie mi to nie grozi.
Już niedługo urodzi ci się dziecko, będziesz cenzurować mu internet?
Będę musiał, trzeba chronić młodego człowieka przed szkodliwymi treściami, ale może to też odnieść odwrotny skutek. Zakazany owoc smakuje najlepiej, wszystko trzeba robić z umiarem. Nie wiem jak to będzie, w kwestii rodzicielstwa jestem amatorem.
Pokażesz mu swoją twórczość?
Niektóre kawałki będę musiał ocenzurować. Wszystko w granicach rozsądku. (Kasia, dziewczyna CeZika kiwa w tej chwili palcem i szepcze, że nie pokaże).
Jak wiele pomógł ci w karierze Czesław Mozil?
Wiele. Nagrał ze mną dwa klipy, zaprosił mnie jako gościa do „X Factora”, poznał mnie z moim managerem „Borówą”, wkręcił na parę większych koncertów. Bardzo owocnie się nam współpracuje, niestety on na mojej osobie nie skorzystał (śmiech).
Próbowałeś za jego pomocą “wyjść z sieci”. Udało się?
Tak, moment w którym zacząłem koncertować był dla mnie równoznaczny z opuszczeniem sieci i otworzeniem się na realny świat. Zacząłem też pojawiać się w telewizji, choć w sumie takie miałem właśnie początki przy okazji śpiewania od tyłu. Jednak w telewizji udzielam się rzadko.
Masz tytuł inżyniera, czy wiedza zdobyta na studiach przydała ci się kiedyś?
Oczywiście, przydaje mi się cały czas. Jestem oswojony z wieloma technicznymi zagadnieniami. Mam dość rozbudowany sprzęt na koncertach, więc jak mi się coś zepsuje, to nie mam problemu, żeby to rozkręcić i polutować. Gdyby nie politechnika, to bałbym się cokolwiek ruszać. Studia techniczne są dość trudne i nauczyły mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych do przeskoczenia.
Na co dzień nie wydajesz się być takim typowym internetowym śmieszkiem...
Jakbym miał tak na co dzień się wygłupiać, to bym oszalał. Staram się być w miarę poważny. 
Otwarcie mówisz o tym, że chodzisz do terapeuty. Dlaczego w Polsce nadal przyznanie się do tego to wstyd?
Nie wiem. Może dlatego, że ludzie nie umieją się przyznawać do swoich wad? Przecież z większością ludzi jest coś nie tak. Sam akurat nie mam z tym żadnego problemu. Życie nie jest proste, jeżeli ktoś sobie z nim nie radzi, to polecam taką wizytę. Byłem już u wielu terapeutów i trzeba dobrze trafić. Swego czasu był wysyp studentów psychologii i wydaje mi się, że trafiło tam trochę ludzi z przypadku. Działają teraz w zawodzie i nie wychodzi im to najlepiej. Zdarzają się jednak perełki. Szukajcie, a znajdziecie.