Bądźmy dla siebie miłe. Nie oceniajmy – apeluje Elizabeth Gilbert.
Bądźmy dla siebie miłe. Nie oceniajmy – apeluje Elizabeth Gilbert. Fot. Facebook/GilbertLiz

Cycki sobie zrobiła. Powiększyła usta. Wygląda wulgarnie. Tanio. Brzydko. Ciekawe, czy mają tego samego chirurga? Przytyła. Schudła. Widziałaś, co ona ma na głowie? Okropnie wygląda w tej sukience. No z taką figurą to ja bym już nie jadła kolejnego hamburgera... Brzmi znajomo? Uwielbiamy krytykować inne kobiety. Jadowita krytyka sprawia, że czujemy się lepiej, bo głęboko ukryłyśmy własne kompleksy.

REKLAMA
– Przestańmy! Ostatnią rzeczą, którą powinnyśmy się zajmować, jest ocenianie innych kobiet – napisała na swoim profilu na Facebooku znana z feministycznych poglądów amerykańska pisarka Elizabeth Gilbert, autorka m.in. „Jedz, módl się, kochaj”.
Oceniamy hurtowo i demokratycznie. Koleżanki, sąsiadki, mijane na ulicy obce kobiety. Celebrytki i gwiazdy kina. Kiedy Rene Zellweger pojawiła się na światowych salonach po dłuższej nieobecności, cały świat przez dobry tydzień komentował zmiany, jakie zaszły w jej wyglądzie. „Niepodobna do nikogo, a już najmniej do samej siebie”, „co się stało z jej twarzą”, „co za paskudna maska”, „co ona sobie zrobiła” – to tylko niektóre z co łagodniejszych komentarzy.
logo
Internet nie oszczędzał Zellweger. Krytykowały głównie kobiety. Fot. Screen Twitter/Shutterstock.com
Jednym z bardziej ulubionych zajęć internautów jest ocenianie Anji Rubik – że za chuda, twarz za długa, nogi za kościste... Plotkarskie serwisy tylko czyhają, by któraś z gwiazd czy celebrytek popełniła związane z modą faux pas. Oj, mają wtedy używanie. Jak nie ma się czego czepić, jak w przypadku Angeliny Jolie, dostanie się jej za błędy makijażystki – za mocno sypnęła jasnym pudrem. Czytamy te nadzwyczajnie wiadomości z wypiekami na twarzy, ciesząc się, że ktoś też ma grube uda, krzywy nos, a jeśli, wybranka bogów, jest ładna – śmiejąc się, że aż tyle szczęścia nie ma, bo przynajmniej stylistka źle doradziła i teraz, zołza jedna, wygląda brzydko/grubo.
Elizabeth Gilbert, pisarka

Historia kobiecych ciał i piękna to pole wali (...). Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy, jest osądzanie innych kobiet. To, co mnie naprawdę frustruje, to ten protekcjonalny ton, który przybiera kobieta, która dokonała pewnych decyzji dotyczących jej twarzy i jej ciała, kiedy krytykuje inna kobietę, która dokonała zupełnie innych wyborów dotyczących JEJ ciała i JEJ twarzy. Czytaj więcej

"Znacie ten ton. Idzie to mniej więcej tak: „Myślę po prostu, że to takie smutne, że ona potrzebowała to zrobić....” Naprawdę? Naprawdę cię to zasmuca? Jesteś pewna, że używasz słowa „smutno” właściwie? Powiększenie biustu przez twoją sąsiadkę naprawdę sprawia, że ci smutno? Operacja plastyczna gwiazdy filmowej cię zasmuca? Naprawdę?" – pisze dalej autorka "Jedz, módl się, kochaj".
Gilbert dochodzi do wniosku, że nie o żaden smutek tu chodzi, tylko o ocenianie pod płaszczykiem oburzonej moralności. I trudno się z nią nie zgodzić. Kolejne kampanie w mediach wymierzone są w przedmiotowe postrzeganie kobiet jako obiektów seksualnych, a skierowane są głównie do mężczyzn – jak ta uświadamiająca, że zaczepki na ulicy to przemoc, a nie żart czy flirt. Albo ta, która wyjaśnia, dlaczego kobiety nie uśmiechają się na zawołanie, a teksty w stylu „Uśmiechnij się, będziesz ładniejsza”, są nie na miejscu. Jak pisała Diana Vreeland – nie musisz być ładna. Nikomu nie jesteś tego winna. Bycia ładną nie jest czynszem, który płacisz za bycie w przestrzeni z napisem „kobieta”. No właśnie.
Ale skoro podkreślamy, że nasze ciała należą do nas i domagamy się – i słusznie – szacunku zarówno dla nich, jak i decyzji, które podejmujemy, a które są z nimi związane – od mężczyzn, czy nie jesteśmy winne go same sobie? Nie stosujmy podwójnych standardów. Ciało kobiety należy do niej – i tylko do niej. Nie do jej matki, przyjaciółki, koleżanki czy obcej kobiety na ulicy.
Elizabeth Gilbert

Z mojego doświadczenia wynika” jak już się gdzieś umiejscowiłyśmy na skali piękna, mamy tendencję do oceniania innych kobiet: ta jest zbyt próżna; ta jest nijaka...to się nigdy nie kończy. Wkurza mnie też, kiedy kobiet, które definiują się jako liberalne, lewicowe feministki (jak ja) pójdą na pikietę, by bronić prawa każdej kobiety do decydowania o sobie i swoim systemie reprodukcyjnym – ale wtedy atakują kobietę za to, co zrobiła ze swoją twarzą. Powiem wam coś: to nie nasza sprawa. Każda jedna cząsteczka ciała kobiety należy do NIEJ. Czytaj więcej

Bądźmy więc konsekwentne.