Pracownicy socjalni pracują ramię w ramię z psychologami, by zapobiegać radykalizacji młodych.
Pracownicy socjalni pracują ramię w ramię z psychologami, by zapobiegać radykalizacji młodych. Fot. Shutterstock.com

30 września 2005 roku duńska gazeta „Jyllands-Posten”pod tytułem „12 twarzy Mahometa” opublikowała karykatury proroka. Wybuchł międzynarodowy skandal. Najpierw oburzyli się muzułmanie w Danii, później – na całym świecie. Wybuchły protesty, podczas których palono duńskie flagi. Duńscy immamowie podróżowali na Bliski Wschód, gdzie pokazywali bluźniercze karykatury i podjudzali do protestów. Doszło do ataków na duńskie i europejskie misje dyplomatyczne, w wyniku których zginęło w sumie ponad 200 osób. Ówczesny duński premier Anders Fogh Rasmussen nazwał sytuację „najgorszym incydentem w stosunkach międzynarodowych po II wojnie światowej”. To było duńskie „Charlie Hebdo”.

REKLAMA
Jednak Duńczycy wyciągnęli wnioski i dziś, dekadę od publikacji rysunków, które wzbudziły tyle kontrowersji i wywindowały poparcie dla populistycznej Duńskiej Partii Ludowej kiedy Francja wydaje się oblężoną twierdzą, a Niemcy protestują przeciwko islamizacji, nic nie słychać o radykałach działających w Danii. Sekret Duńczyków? Prewencja i edukacja.
Choinka obraża, a halal w szkołach musi być
Tarcia oczywiście nie zniknęły. W liczącej niecałe sześć milionów mieszkańców Danii prawie 300 tysięcy to muzułmanie. Problemy były, są i będą – ich skala jest jednak o wiele mniejsza niż w innych krajach z dużymi mniejszościami muzułmańskimi. Pamiętamy kontrowersje dotyczące choinek w miasteczku Kokkedal – kiedy społeczność muzułmańska sprzeciwiała się ich finansowaniu – debatę o chustach czy mięsie halal w szkołach. Kilkuset duńskich obywateli walczy w szeregach ISIS (ostatni sondaż pokazuje, że na każdy milion mieszkańców Danii przypada 100 bojowników kalifatu). Z sondażu Instytutu Gallupa przeprowadzonego na zlecenie gazety „Berlingske” wynika, że co trzeci Duńczyk uważa, iż Dania jest zbyt tolerancyjna w odniesieniu do mniejszości muzułmańskich.
Sekret Danii, któremu może powinny się przyjrzeć francuskie władze, to awans pracownika społecznego – pisze Elizabeth Braw w „Newsweeku”. Cytuje Magnusa Ranstorpa, specjalistę w zakresie antyterroryzmu, który mówi wprost: Dania nie bała się zająć problemem radykalnego islamu.
Integruj i kontroluj
Wdrażanie systemu prewencyjnego, nazwanego SSP (schools –social services – police) rozpoczęło się około 2008 roku. Dodatkowo władze lokalne współpracują z tymi państwowymi. To nowatorskie podejście do kwestii integracji mniejszości muzułmańskich i ich funkcjonowania w obrębie europejskich społeczeństw – i trudno oprzeć się wrażenie, że tego właśnie zabrakło we Francji, kiedy doszło do sytuacji, gdy płonęły przedmieścia, a następnie do jeszcze większej eskalacji problemu. Duńczycy zapobiegają, integrują, ale jednocześnie mają szeroko otwarte uszy, a służby – niezmiennie czujne.
Anders Fogh Rasmussen

Wyciągnęliśmy wnioski, musimy być zawsze gotowi. I od tamtej pory tak jest. Nauczyliśmy się także, że integracja nie polega tylko na pracy i edukacji, ale także na wartościach. Wśród radykałów jest wielu dobrze wykształconych młodych ludzi.

Jak to działa? W systemie SSP pracownicy socjalni pracują ramię w ramię z psychologami – zarówno z młodymi ludźmi, którzy mogą być podatni na radykalizację i rekrutację, jak i w więzieniach. Pracownicy socjalni starają się wpłynąć na nich, by – o ile już przyłączyli się do radykalnej grupy – odeszli z niej i zniechęcają do wstąpienia w szeregi islamistów. Jednocześnie są w bliskim kontakcie z rodzinami młodych oraz z duchownymi, w tym tymi z kontrowersyjnego meczetu Grimhøj. Trzymają rękę na pulsie.
Wróciłeś z dżihadu? Jak możemy ci pomóc?
W ubiegłym roku Dania przyjęła także dość kontrowersyjny program integracji powracających do kraju dżihadystów. Dostają opiekę lekarską i psychologiczną oraz pomoc w znalezieniu pracy i podjęciu edukacji, a ponadto rodziny tych, którzy wyjechali, by walczyć w Syrii czy Iraku, dostają wsparcie.
To diametralnie różne podejście od tego przyjętego w Wielkiej Brytanii, gdzie na wracających z dżihadu Brytyjczyków czeka oskarżenie o działalność terrorystyczną i – najprawdopodobniej – areszt. Niedawno premier David Cameron przyznał policji dodatkowe uprawnienia, dzięki którym podejrzanym o ekstremizm może odbierać paszporty. Nieco wcześniej burmistrz Londynu Boris Johnson zapowiedział, że powracający z Syrii i Iraku będą traktowani jak winni zaangażowania w terroryzm – chyba, że udowodnią swoją niewinność.
Do tej pory duński program w mieście Aarhus pomógł 10 z 15 osób, które wróciły z Syrii. – My wyciągamy do nich rękę, nie tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie mogą człowieka przetrzymywać przez tydzień(..) My pytamy: potrzebujesz pomocy? – mówił w rozmowie z Al Jazeerą Steffen Nielsen, doradca ds. zapobiegania przestępczości.
Każdy kraj ma swoją drogę
Duński minister sprawiedliwości Mette Frederiksen podkreśla, że zagrożenie ze strony zagranicznych bojowników jest dla rządu jednym z priorytetów. To dlatego, jak mówi, nowy plan skupia się na interwencji i prewencji. Z jednej strony mamy więc programy, dzięki którym – być może – udaje się ustrzec przed radykalizacją młodych ludzi, z drugiej – projekt nowej ustawy, w myśl której możliwa będzie odmowa wydania paszportu, odebranie go i wydanie zakazu podróżowania.
Nie istnieje jeden uniwersalny model, który sprawdzałby się pod każdą szerokością geograficzną. Istnieją za to modele, które wszędzie przynoszą porażkę – to te, w których zamiast integracji mamy gettoizację, a zamiast dialogu – dyskryminację i restrykcje. Jak pisał w „Le Presse” Paul Journet, „każde państwo szuka rozwiązania idealnego dla siebie, które będzie korespondowała z historią, językiem i instytucjami danego kraju”. Być może dla Danii najskuteczniejszym sposobem na pokonanie zagrożenia związanego z radykalnym islamem będzie ten, który przyjęła – prewencyjny.