Na tabletkę "po" nie potrzebna już będzie recepta.
Na tabletkę "po" nie potrzebna już będzie recepta. Fot. Agnieszka Wocal / Agencja Gazeta

Stało się, Komisja Europejska zadecydowała (a polskie Ministerstwo Zdrowia potwierdziło), że tabletka antykoncepcyjna "po" będzie sprzedawana w Polsce bez recepty. Czy to oznacza, że w Polsce zapanuje całkowita swoboda obyczajów i zmieni się podejście do seksu?

REKLAMA
Wprowadzenie tabletki "po" nie będzie rewolucją seksualną, bo ona się już odbyła. Dostęp do takiej formy antykoncepcji nie zmieni faktu, że Polki uprawiają seks nie tylko w celach prokreacyjnych. Jednak taka decyzja Komisji Europejskiej powinna wymusić na polskim rządzie także inne ruchy dotyczące dostępu do środków antykoncepcyjnych. Ważne jest to, co zrobią w tym momencie politycy, a nie to, czy Polki masowo rzucą się do aptek po tabletki – mówi mi Anka Grzywacz z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
Edukatorka seksualna podkreśla, że w Polsce dostęp do antykoncepcji i informacji związanych z planowaniem rodziny jest bardzo ograniczony. Założenie spirali jest zakontraktowane w NFZ-cie, jednak wciąż wiele kobiet tego nie wie i są one odsyłane do prywatnych gabinetów.
Seks nie powinien być przyjemnością
Sfera seksualna, mimo że najbardziej intymna, od wieków jest przedmiotem publicznej debaty. Obyczaje, prawa, zakazy i nakazy dotyczące naszej seksualności uderzają przede wszystkim w kobiety. Kategorie czystości, hańby, cnoty dotyczą pań i to ich seksualność jest ograniczana.
W XIX w. uważano, że szanująca się kobieta nie powinna odczuwać pociągu seksualnego, a tym bardziej doświadczenie orgazmu powinno być jej obce. W wielu kulturach miała miejsce, a w niektórych przypadkach ma nadal, prawdziwa obsesja dotycząca czystości przyszłej mężatki. Do dziś w niektórych społecznościach sprawdza się, czy przyszła panna młoda jest "czysta". Zakrwawione prześcieradła po nocy poślubnej są jak sztandary i potwierdzenie, że wybrana panna młoda nie jest trefnym (sic!) produktem.
Przedmałżeńska aktywność seksualna była piętnowana w społeczeństwie. Jednak jeśli przyjrzeć się badaniom z 1965 roku, to widać, że najmniejszą tolerancję wobec niezobowiązujących stosunków miały kobiety. W badaniu aż 91 proc. pań potępiało seks przed ślubem, takiego samego zdania było raptem 41 proc. mężczyzn.
Do niedawna, zwłaszcza wobec kobiet, ponieważ to one mogły splamić honor rodziny niechcianą ciążą, seks był usankcjonowany instytucją małżeństwa. Co więcej, był on postrzegany raczej w kategorii obowiązku niż przyjemności. Mężczyzna mógł, nieoficjalnie realizować swoje potrzeby poza związkiem, kobieta miała natomiast dobrze grać rolę małżonki, której jednym z zadań, takich jak przygotowanie obiadu, była aktywność seksualna.
Rewolucja lat 60.
W 1960 roku do aptek trafiła tabletka antykoncepcyjna. Nieprzypadkowo ta data zbiega się z rozpoczęciem rewolucji seksualnej, do której ochoczo przystąpiły tabuny młodych ludzi. Jednak antykoncepcja farmakologiczna była wybawieniem nie tylko dla młodych i żądnych przygód. Zmaltretowane kolejnymi ciążami mężatki miały już serdecznie dosyć rodzenia kolejnych potomków. Oczywiście, wcześniej antykoncepcja istniała, ale aby była skuteczna, wymagała zaangażowania mężczyzn, a oni nie widzieli potrzeby bycia ostrożnym. Chuć to chuć, a ewentualne dziecko jest przecież obciążeniem przede wszystkim dla kobiety.
logo
M.in. wprowadzenie do aptek tabletki antykoncepcyjnej, spowodowało rozluźnienie obyczajów. Fot. Kadr z filmu "Rewolucja seksualna"
Kalendarzyki małżeńskie nie zawsze się sprawdzały, stosunki przerywane były jak stąpanie po kruchym lodzie, nie każdy mężczyzna godził się na stosowanie prezerwatywy, kobieta była zdana na łaskę lub niełaskę swojego męża. Tabletka dała jej wreszcie prawie stuprocentową kontrolę nad własną płodnością, był to prezent nie do pogardzenia.
Czy tabletka po będzie katalizatorem rozwiązłościkobiet?
Polki nie mają łatwo jeśli chodzi o dostęp do antykoncepcji. Przede wszystkim nie posiadają niezbędnej wiedzy na temat środków, a edukacja seksualna kuleje. Prezerwatywy są drogie, a antykoncepcja hormonalna wymaga wizyty u lekarza, ginekologa, którego nie ogranicza klauzula sumienia i grubego portfela, bo pigułki nie są refundowane. Polki mają ułatwiony przez państwo dostęp do jednego przestarzałego leku, którego zresztą część kobiet nie może przyjmować.
Na wizytę u ginekologa czeka się nawet trzy miesiące, a maksymalny czas, na jaki można wypisać receptę to pół roku. Nie jest to uzasadnione z medycznego punktu widzenia. Zdrowa kobieta może wykonać wszelkie niezbędne badania raz na rok. Polki wciąż mają też nikłą wiedzę dotyczącą środków antykoncepcyjnych. Dziś na rynku dostępne są ich najróżniejsze rodzaje od tabletek, przez krążki, zastrzyki, plastry, czy spirale, które mogą stosować już nastolatki.
Anka Grzywacz, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

Kolejna niezwykle ważna kwestia, to dostęp do antykoncepcji dla dziewcząt poniżej 18 roku życia. W Polsce, prawnie można uprawiać seks od 15 roku życia, jednak ginekolog może odmówić dziewczynie badania lub przepisania środków antykoncepcyjnych, jeśli ta nie ma zgody rodziców. Co ciekawe, nie jest w żaden sposób dookreślone, w jaki sposób ta zgoda rodziców miałaby wyglądać. Mieliby oni brać udział w badaniu, a może wystarczy pisemne pozwolenie?

Do góry nogami
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dostęp do środków antykoncepcyjnych i edukacja seksualna postawione są w Polsce jest do góry nogami. Oczywiście, dobrze, że za sprawą Komisji Europejskiej Polki dostały jakąkolwiek formę dostępu do antykoncepcji hormonalnej bez recepty. Choć już aptekarze informują, że będą odmawiali sprzedaży tego środka powołując się na klauzulę sumienia. Jednak żeby obywatelki nie martwiły się tym, co będzie po, rząd powinien zadbać o to, by były one świadome, jak należy ubezpieczyć się przed i pozwolić im bezproblemowo skorzystać z takich możliwości.