
Rząd od początku planował ustępstwa wobec górników. Najpierw zagrał wysoko, by mieć z czego zrezygnować. Bo tak naprawdę nie chciał likwidacji kopalń, tylko ich restrukturyzacji i sprzedania. Poza tym Ewa Kopacz bała się, że zapowiedziany przez Piotra Dudę strajk generalny obali jej rząd.
Pierwotny plan rządu był ambitny - zamknięcie czterech kopalń, które przynoszą największe straty, restrukturyzacja pozostałych i ograniczenie przywilejów górniczych. Ostatecznie jednak wszystkie zakłady będą działały, niektóre tylko zostaną sprzedane. A górnicy zachowają przywileje. Taki był rzeczywisty cel rządu w negocjacjach z górnikami - opisuje w “Gazecie Wyborczej” Renata Grochal.
Osoba zaangażowana w negocjacje
Do tego podziałała groźba strajku generalnego, który zapowiadał szef “Solidarności” Piotr Duda. Według relacji “GW”Ewa Kopacz bała się, że masowe protesty mogą nawet obalić jej rząd. Dlatego w sobotę podpisano porozumienie z górnikami, które nazwano wielkim sukcesem. Tak nie jest. Dlatego też być może osoby z otoczenia szefowej rządu teraz tylko dopisują legendę, by nieco zmniejszyć skalę porażki.
"Jeśli jeszcze ktoś porówna Ewę Kopacz do lady Margaret Thatcher, nieżyjąca już szefowa brytyjskiego rządu będzie się przewracała w grobie. Bo Ewa Kopacz i jej rząd wywiesili białą flagę. Przegrali starcie z górnikami, którzy świadomi swojej siły wymusili dalekie ustępstwa wobec planów rządu" - pisałem po podpisaniu porozumienia.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
